Odetchnijmy od polityki. Akurat

Odetchnijmy od polityki. Akurat

Nie mam złudzeń. Nadal rządzi Jarosław Kaczyński, centrum dowodzenia nadal mieści się przy ul. Nowogrodzkiej, coraz częściej Ciemnogrodzką zwanej. Nowy rząd nadal będzie realizować archaiczną, autorytarną wizję państwa skrojonego na wzór XIX-wieczny. Premier Morawiecki, o ile w ogóle będzie miał ambicje „wybicia się na niepodległość”, ma małe szanse dokonania tego. Jego pozycja w partii rządzącej jest słaba. Nie tylko nie był członkiem Porozumienia Centrum, jak większość dzisiejszych liderów PiS, ale nawet w samym PiS jest od niedawna. Gdyby zanadto się uniezależniał od prezesa, łatwo będzie mu pokazać miejsce w szeregu, odwołać z funkcji, zaproponować stanowisko zastępcy wicepremier Szydło. Starzy działacze PiS, którzy go po prostu nie lubią, przyjęliby to z radością. Elektoratowi wystarczy powiedzieć, że zdradził. Zaufano mu, choć doradzał kiedyś Tuskowi, a on nadużył zaufania. Elektorat też będzie szczęśliwy.

Na razie możemy powiedzieć, że nowy premier i nowe twarze w rządzie to przygotowanie do nadchodzących wyborów samorządowych. Do drugiego szeregu, a poniekąd nawet w niebyt, schowano, jak swego czasu przed wyborami prezydenckimi i parlamentarnymi, osoby najbardziej niepopularne. Zrobiono ukłon w stronę centrum, a ściślej w stronę wcale jeszcze licznych sierot po POPiS. Odeszli Macierewicz, Szyszko, Waszczykowski, Radziwiłł. Szyszko pójdzie polować na rysie i łosie, a po polowaniu będzie pielgrzymował do Torunia. Radziwiłł będzie być może pracował nad dalszym powiększeniem rodu Radziwiłłów, Waszczykowski, jak mówią złośliwi, zostanie ambasadorem na San Escobar. Byłaby to posada na miarę jego możliwości.

Plan chytry, ale czy się nie przeliczono? Ściślej, czy się nie przeliczył Wielki Strateg z Nowogrodzkiej? Co z Macierewiczem? Myślę, że żadna z przewidywanych dla niego posad, z posadą marszałka Sejmu włącznie, nie zaspokoi jego ambicji ani nie zatrze urazy. On, minister wojny, co tam minister, bóg wojny, Napoleon i Piłsudski w jednej osobie, tylko do tej jedynej roli pasował. Miał taki zestaw groźnych wodzowskich min i patetycznych, patriotycznych zwrotów, takie zaplecze w rycerzach obrony terytorialnej, kompanii honorowej, szwadronie honorowym i korpusie kapelanów, który w razie czego mógł wystawić do linii nie jednego ks. Skorupkę, ale cały ich batalion. To pomysłodawca produkcji przez składnicę harcerską i modelarzy setek dronów jako głównej siły uderzeniowej, która swoim bzyczeniem przestraszy Putina. Autor doktryny wojennej, wedle której Polska pod jego dowództwem mogła samodzielnie stawiać czoła każdemu mocarstwu, a zwłaszcza Rosji, nie oglądając się na NATO. I on został odwołany! On, jak Piłsudski w wierszu Lechonia, „mówić nie może”. On cierpi. Cierpi nie dlatego, że go poniżono, odwołano. On cierpi dlatego, że odwołując go ze stanowiska ministra wojny, skrzywdzono ojczyznę. Skrzywdzono, pozostawiono bezbronną wobec odwiecznego wroga, a nawet kilku odwiecznych wrogów naraz. Słynna posłanka Pawłowicz, równie mądra co kulturalna, zdążyła już powiedzieć, że tego boga wojny obaliły służby i lewactwo. Redaktor Sakiewicz zagroził, że już nigdy na Dudę nie zagłosuje, bo wielka przenikliwość jego umysłu mówi mu, że w tym wszystkim maczał palce prezydent. Z tych dwóch reakcji wynika niezbicie, że prezydent jest lewakiem lub jest opętany przez służby. Posłanka Pawłowicz (podobno profesor, gdzie tacy profesorowie wykładają?) nie uściśliła, jakie służby miała na myśli. Mam nadzieję, że polskie. Ale kto wie?

Czasem mogłoby się wydawać, że Wielki Strateg, widząc nędzę opozycji, jej dziecinadę (właśnie po raz kolejny pokłócili się o zabawki w piaskownicy), postanowił ją wyręczyć. Czego nie dokona (bo nie potrafi) opozycja, weźmie na siebie PiS. PiS rozwali PiS. I to jest jedyna nadzieja. Jeżeli PiS samo się nie rozwali, co jest wprawdzie mało, ale prawdopodobne, to na pewno nie rozwali go opozycja. Co jest pewne.

Odejście (skrzywdzenie) Macierewicza trzeba jakoś wytłumaczyć tej części elektoratu, która widziała w nim swojego idola. To nie idzie zbyt łatwo, ale wiele zależy od postawy samego eksboga wojny.

Patrzę na niego z umiarkowaną nadzieją. Po drodze rozwalał wszystko. Uwikłał się w wojnę z KOR, który kiedyś współtworzył. Przyczynił się do rozwalenia ZChN, którego był wiceprzewodniczącym, oskarżając przewodniczącego Wiesława Chrzanowskiego o agenturalność. Po drodze zaliczył i rozwalił kilka innych partyjek, które sam zakładał. Teraz kolej na PiS? Oby. Bóg wojny ma już 70 lat, więc może i energii już trochę mniej.

Ale chyba jeszcze raz się zbierze. Może jeszcze raz się dźwignie na boku, jak z przeproszeniem Waryński z wiersza Broniewskiego. Z przeproszeniem, bo przecież Waryński to socjalista, a Broniewski, wiadomo, komuch. Inna rzecz, że w młodości nasz bóg wojny miał za idola Che Guevarę, z tego właśnie czasu pozostało mu umiłowanie wojny partyzanckiej i stąd ta słabość do leśnych ludzików obrony terytorialnej.

Ale jak się dźwignie na tym boku… Na miejscu Jarosława Kaczyńskiego nie spałbym spokojnie.

Wydanie: 3/2018

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy