Polskie logos i etos

Polskie logos i etos

Podobno na spotkaniu w pałacu prezydenckim w rocznicę Okrągłego Stołu przedstawiciele ówczesnej strony partyjno-rządowej (poniekąd też i obecnej) siedzieli w pierwszych rzędach i emanowali zadowoleniem z tego, co zaszło w tym pałacu piętnaście lat temu. Przedstawiciele strony solidarnościowej, przeciwnie, usiedli skromnie w ostatnich rzędach i według tego, co słyszałem, miny mieli rzadkie. Duża część działaczy ówczesnej opozycji także poza pałacem prezydenckim demonstruje rozczarowanie Okrągłym Stołem. Niektórzy uważają, że ich tam oszukano, inni, albo i ci sami, powtarzają, że odebrano im tam już pewne zwycięstwo. Mówią, zarówno w potocznej prozie, jak też w zawiłych wywodach teoretycznych, że rozwiązanie śmiertelnego konfliktu przez kompromis było niemoralne i dało niemoralne skutki. Dzisiejsze biedy, a zwłaszcza korupcja, mają swoją przyczynę w Okrągłym Stole, gdzie doszło do zmowy elit już wówczas zepsutych; jedna, partyjno-rządowa, zepsuta totalnie, a druga częściowo, w niektórych swoich członkach. Taki pogląd nie dziwi u tych, którzy za drukowanie i roznoszenie ulotek oraz udział w nabożeństwach ku czci ojczyzny nie zostali dostatecznie wynagrodzeni i dziś ledwie wiążą koniec z końcem. Ciekawe, że również wielcy beneficjenci następstw Okrągłego Stołu głoszą to samo lub prawie to samo. Mówią oni: dzięki tamtemu kompromisowi „obóz postkomunistycznej lewicy, który ukształtował się na gruzach PRL, zachował z nią ciągłość w sensie personalnym, politycznym i społecznym. Otóż pytanie o to, czy obecne patologie nie mają części swoich źródeł w tej ciągłości, jest w pełni intelektualnie i politycznie uzasadnione” (Aleksander Smolar w „Gazecie Wyborczej”). Po której stronie patologii jest więcej, zależy od tego, która partia w danym momencie rządzi. Gdy rządziły AWS i Unia Wolności, byliśmy informowani dość systematycznie, choć trzeba przyznać, że dyskretnie, o nadużyciach popełnianych przez te partie, a najgorszych nadużyć, takich jak obsadzanie swoimi zwolennikami wszystkich dostępnych stanowisk od prezesów spółek skarbu państwa do przysłowiowych sprzątaczek, koalicja wówczas rządząca nawet za bardzo nie ukrywała. Ba! Szef koalicji z góry to chełpliwie zapowiadał. Wątpliwa wydaje mi się hipoteza, że postkomuniści, zanim sami zaczęli popełniać nadużycia, zarazili korupcją swoich nieprzejednanych przeciwników. Ja twierdzę, że wpływ był odwrotny: postkomuniści jeszcze przed Okrągłym Stołem, a tym bardziej po nim, naśladowali obóz posierpniowy tak pod względem ideologicznym, jak obyczajowym. Chciałbym kiedyś usłyszeć rzeczowy dowód, że tak nie było.
Ale wracajmy do pałacu prezydenckiego. Widzimy tam po minach, że postkomuniści są w rocznicę Okrągłego Stołu zadowoleni, a antypostkomuniści raczej markotni. Z czego ci pierwsi się cieszą – ktoś pytał – skoro utracili wówczas władzę i zostali wystawieni na piętnaście już lat trwające upokorzenia wszelkiego rodzaju? Dlaczego drudzy są smutni, skoro władza została im wówczas włożona do rąk bez przesadnego wysiłku z ich strony i bez ofiar w ludziach? Chociaż władza nad gmachami rządowymi przechodzi z partii do partii, realna władza nad krajem spoczywa bez przerwy w rękach obozu posierpniowego, do którego słusznie jest zaliczany też Kościół katolicki.
Partyjno-rządowym inicjatorom i aranżerom Okrągłego Stołu przypisuje się dalekowzroczność oraz – co według dzisiejszego prawodawstwa nadzwyczajnego powinno być karalne – przygotowanie nomenklatury do nowych warunków ustrojowych, w szczególności otwarcie jej drogi do uwłaszczenia. Mówi się też, że przewidująco niszczono tajne archiwa itp. Są to przypuszczenia nieprawdziwe. Rezultaty Okrągłego Stołu były dla kierownictwa PZPR zaskoczeniem. O swoją nomenklaturę najmniej się ono troszczyło, można nawet twierdzić, że zdradziło ją bez mrugnięcia okiem. Nawet o swoją własną przyszłość generałowie nie zatroszczyli się jak należy, z dziecięcą ufnością zdając się na dobrą wolę swoich wrogów.
Ludzie postsolidarnościowi charakteryzują się generalnie brakiem poczucia humoru. (Adam Michnik i pod tym względem jest wyjątkiem). Ale mają oni ze dwa, trzy dowcipy, które powtarzają przy różnych okazjach. Jeden z tych dowcipów ma taką oto puentę: totalitaryzm w Polsce został obalony za pomocą wolnych wyborów, dokładnie 4 czerwca 1989 r. Ten dowcip jest adresowany do tych, którzy wiedzą, co to jest totalitaryzm. Inni mogą nie wiedzieć, z czego się tu śmiać.
Kierownictwo PZPR było pod tym względem podobne do kierownictwa SLD, że wszystko, co przedsięwzięło w celu poprawy swego położenia, obracało się na szkodę partii. W listopadzie 1988 r. ktoś cokolwiek zorientowany powiedział mi, że Oni boją się, że w najbliższych wyborach do Sejmu frekwencja może spaść do 60 procent, co byłoby delegitymizacją systemu. Dlatego – mówił mi ten ktoś – do biskupów udała się delegacja z propozycją następującą: niech biskupi namówią „Solidarność”, aby nie bojkotowała wyborów, a my za to zalegalizujemy „Solidarność”. Rozmawialiśmy o tym w saunie i prof. Jerzy A. powiedział: „To już jest ich koniec”. Ich – znaczyło PZPR-u i ustroju. Magdalenka, Okrągły Stół to był ten koniec ujęty w formę melodramatu. Według Kopalińskiego melodramat to „patetyczny, sentymentalny dramat o sensacyjnej fabule i moralizującej tendencji”.
„Polskie logos i etos” polega chyba na tym, że w rocznicę klęski należy się cieszyć, a w rocznicę zwycięstwa smucić. Postsolidarność się smuci w rocznicę Okrągłego Stołu, a przegrani „postkomuniści” się cieszą. Jeżeli prezydent urządzi spotkanie w rocznicę stanu wojennego, to w pierwszym rzędzie zasiądą przywódcy „Solidarności’ i będą mieli promienne twarze. Zwycięzcy z 13 grudnia usiądą z tyłu i będą smutni. Prezydent, który w stanie wojennym należał do obozu zwycięzców, jeszcze raz ogłosi, że stan wojenny był wielkim złem, co bardzo uraduje pierwsze rzędy.

Wydanie: 17/2004

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy