Tematy trzy i pół

Tematy trzy i pół

Bez uprzedzeń

Sojusz Lewicy Demokratycznej zgłasza nieraz dobre propozycje, ale nie zawsze wie, że są one dobre. Wystarczy, że prasa je przekręci, a działacze konkurencyjnych partii przedstawią jako powrót do PRL (na inne chwyty propagandowe ich nie stać) i politycy SLD tracą pewność siebie, milkną, bronią się, mamrocząc coś niewyraźnego. Pomysł, aby wójtów, burmistrzów i prezydentów miast wybierać bezpośrednio, jest dobry, ale tylko wówczas, gdy pozwala on objąć urząd popularnemu, rzeczywistemu przywódcy danej społeczności lokalnej. SLD miał oczywistą rację, sprzeciwiając się bezpośrednim wyborom w drugiej turze, ponieważ dawałyby one silny mandat słabemu zwycięzcy, wytypowanemu przez partyjniackie układy i wybranemu przy małej frekwencji. Dlaczego dawać dużo władzy byle komu? Po co ta druga tura? Przecież to kosztuje, a mija się z celem, jaki był założony w pomyśle wyborów bezpośrednich. Projekt SLD-owski został okrzyknięty jako „krętacki”, niedemokratyczny („odbierają nam prawo wyboru naszych burmistrzów”), niekonsekwentny wreszcie, jak gdyby konsekwencja w działaniu publicznym polegała na tępym stosowaniu jednej reguły we wszystkich okolicznościach. Jest nadzieja, że partie, które przegłosowały wbrew SLD szkodliwą ordynację wyborów samorządowych, wyjdą na tym tak, jak wychodziły na poprzednich swoich różnych ordynacjach, o czym słusznie pisał tydzień temu Robert Walenciak. Działacze SLD nie potrafili obronić przed opinią publiczną swojego słusznego stanowiska, nie wiem dlaczego. Potrafią myśleć z dużą subtelnością, a nawet przebiegle, ale niestety nie potrafią mówić. Cała lewica nie ma ani jednego polityka z obrotnym językiem (poza Aleksandrem Kwaśniewskim, oczywiście). Ta względna niemota lewicy idzie w parze z niedocenianiem przez nią znaczenia własnego czasopiśmiennictwa, którego nic nie zastąpi, jeśli chodzi o wypracowywanie i szlifowanie pojęć, także polemicznych. Dopóki na czele SLD stoją politycy do tego stopnia znający się osobiście, że mogą porozumiewać się nawet na migi, brak, o którym mówię, choć przynosi szkodę, nie jest bardzo odczuwalny tam u nich na górze. Ciekawy jestem, jak będzie się porozumiewać ze sobą i społeczeństwem nowa generacja przywódców lewicy.
*
Jakie media bardziej sprzyjają wolności słowa: prywatne czy publiczne? Z punktu widzenia obywatela jest obojętne, kto nie pozwala mu głosić swojego poglądu z ekranu telewizyjnego czy na łamach wielkonakładowej gazety. Toczący się spór o media nie jest sporem o wolność słowa, cenzura formalna czy nieformalna może działać w jednych i drugich, może też w jednych i drugich nie działać. Rząd chce wzmocnić media publiczne, a opozycja, jakżeby inaczej, głośno się temu sprzeciwia, krzycząc, że SLD chce zawłaszczyć media. Więc nawet na okres dwóch, trzech lat ta opozycja nie jest zdolna przewidywać? Po wyborach inne partie zasiądą w rządzie i one mogą mieć wpływ na media publiczne. Czy z góry się tego wyrzekają z powodów pryncypialnych? Możemy taką ewentualność między bajki włożyć. Partie opozycyjne są po prostu leniwe umysłowo i cokolwiek się dzieje, powtarzają mechanicznie, że SLD wszystko zawłaszcza. Nie ma dla nich innych problemów prócz zawłaszczania przez SLD. Gdybym ja był tym SLD, to korzystając z niewiarygodnego gadania o zawłaszczaniu jak zasłony dymnej, rzeczywiście bym wszystko zawłaszczał. Opowiadam się za mediami publicznymi i chcę, by rząd – lewicowy czy prawicowy – miał na nie tyle wpływu, ile trzeba, aby objaśnić społeczeństwu swoje plany oraz doraźne działania w sposób niezakłócony, niezafałszowany przez przeciwników usadowionych w mediach. Ja chcę rozumieć swój rząd.
*
Rosjanie chcą „korytarza”, polityczna Polska trzęsie się z oburzenia. A może to nie jest oburzenie, tylko komedia oburzenia? Zacznijmy od sprostowania. Rosjanie nie chcą żadnego „korytarza”, chodzi im o wygodną autostradę, którą mogliby podróżować z Kaliningradu do Rosji bez wiz i granicznych utrudnień. Kiedy słowo „korytarz” nabrało tej złowrogiej treści, jaką teraz w Polsce ma, prawdę mówiąc, nie wiem. Początkowo było znienawidzone przez Niemców, ponieważ oznaczało wąskie terytorium, jakie zwycięzcy w I wojnie światowej przyznali Polsce, aby miała dostęp do morza. Niemcy wskutek owego Polnischer Korridor mieli utrudnioną komunikację z Prusami Wschodnimi. Najpierw chcieli to terytorium Polsce odebrać, ale nie mogli, następnie zażądali eksterytorialnej autostrady przez „korytarz”, ale zaraz potem cała kwestia wskutek wojny przestała istnieć. Jeśli abstrahować od dalszego ciągu, to samo żądanie eksterytorialnej autostrady przez polską część Pomorza było uzasadnione, bo niby dlaczego Niemiec jadący z Niemiec do Niemiec miał przechodzić przez uciążliwości polskiej kontroli granicznej. Nie łączmy każdego niemieckiego interesu i każdego żądania z hitlerowskim ludobójstwem. Niemcy żyjący w Trzeciej Rzeszy mieli swoje usprawiedliwione interesy, zaś w planach Hitlera eksterytorialna autostrada przez Pomorze Gdańskie nic nie znaczyła. Trzeba „korytarz” odczarować, zdemistyfikować. Temat autostrady dla Rosjan podróżujących z Rosji do Rosji nieprędko zniknie w wielkiej całości, jaką kiedyś będzie Europa od Atlantyku do Uralu. Porównujmy rzeczy porównywalne, usprawiedliwione pragnienia Rosjan porównujmy z uzasadnionymi pragnieniami Niemców, a nie z napaścią, wojną, grabieżą, ludobójstwem. Reagujmy po ludzku na ludzkie problemy. Nie wszystko jest polityką.
*
Już się skarżyłem, że nie wiem, w jakim kraju żyję. Do głowy by mi nie przyszło, że może być sprawą dyskusyjną, czy matura powinna obejmować egzamin z matematyki. Więc już tak daleko zaszliśmy w reformowaniu szkolnictwa? „Zinterpretuj wiersz „Drogi kąciku porad” St. Barańczaka” (zadanie maturalne), matematyki nie musisz umieć, po co ci ona w epoce komputerów.

 

Wydanie: 22/2002

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy