Dziwny „Komiczny Ali”

Dziwny „Komiczny Ali”

Zatrzymany minister informacji reżimu Saddama wreszcie przyznał się do klęski w wojnie Stał się kultową postacią wojny w Iraku, symbolem cynicznych kłamstw. Minister informacji w reżimie Saddama Husajna, Mohammed Said al-Sahaf, głosił zagładę amerykańskich „szubrawców” nawet wówczas, gdy czołgi US Army były dosłownie za jego plecami, po drugiej stronie Tygrysu. „Nie ma niewiernych w Bagdadzie. Zagubili się gdzieś na pustyni. Oni nawet nie potrafią posługiwać się kompasem. Albo się poddadzą, albo usmażą się w swoich czołgach. Przepędzimy tych łajdaków z powrotem do Londynu”, grzmiał Al-Sahaf, potrząsając naładowanym pistoletem. Prezydent George W. Bush, który nie miał czasu, aby spotkać się z prezydentem Francji czy kanclerzem Niemiec, na wieść o konferencji irackiego propagandzisty przerywał ważne narady i biegł do telewizora. „To mój człowiek w Bagdadzie”, mówił z uznaniem o „Komicznym Alim”. Said al-Sahaf nie miał o przywódcy USA tak dobrej opinii. „To bardzo głupi człowiek. Nie rozumiem, jak mądrzy Amerykanie mogli wybrać tak głupiego prezydenta”, dziwił się „minister dezinformacji”. Później pochwalił się: „Nawet ja lepiej mówię po angielsku niż ten łobuz Bush”. 9 kwietnia, kiedy pod ciosami koalicji reżim się załamał, także „Komiczny Ali” zniknął bez śladu. Na temat jego losów pojawiały się najbardziej fantastyczne przypuszczenia. Według źródeł irańskich, Al-Sahaf popełnił samobójstwo, aby uniknąć upokorzeń po tak druzgocącej klęsce. Mówiono też, że schronił się w domu swej ciotki w Bagdadzie i pragnie poddać się Amerykanom, ci jednak go nie chcą, jako nieszkodliwego wariata. Faktem jest, że „minister dezinformacji” nie znalazł się na liście 55 najbardziej poszukiwanych dygnitarzy reżimu Saddama ani w słynnej talii kart z ich wizerunkami, wydanej przez Pentagon. 25 czerwca brytyjski tabloid „Daily Mirror” poinformował, że „Komiczny Ali” został aresztowany, gdy żołnierze amerykańscy zatrzymali jego samochód w Bagdadzie. Podobno przez cały czas osławiony wojenny kłamca przebywał w domu krewnych i oglądał telewizję satelitarną. 27 czerwca Al-Sahaf wreszcie znów się pokazał przed kamerami – tym razem arabskiej telewizji Al Arabija. „Komiczny Ali” wystąpił jednak bez munduru i słynnego, źle dopasowanego czarnego beretu. Był wyraźnie zmęczony, w cywilnym ubraniu, jego rzadkie siwe włosy sprawiały smętne wrażenie. Powiedział, że dobrowolnie oddał się w ręce Amerykanów, został przez nich przesłuchany, a następnie uwolniony. „Komiczny Ali” przyznał wreszcie, że Irak przegrał wojnę, twierdził jednak, że jako minister postępował słusznie: „Sieć zbierania i przekazywania informacji była lepsza w prowincjach, niż w Bagdadzie. Nasze informacje były dobre, tylko ich interpretacja błędna” – wywodził Al-Sahaf. Oświadczył też z dumą: „Do ostatniej chwili spełniałem swe obowiązki”. 63-letni „Komiczny Ali” przez długie lata wiernie służył dyktatorowi znad Eufratu. Był ambasadorem Iraku w Indiach, we Włoszech i przy ONZ, do kwietnia 2001 r. pełnił urząd ministra spraw zagranicznych, potem przejął resort informacji. Kiedy zaczęła się wojna i Saddam zniknął z pola widzenia, Al-Sahaf stał się głównym reprezentantem, „twarzą” reżimu. Na konferencjach prasowych buńczucznie zapowiadał zgubę armii inwazyjnej, nazywał amerykańskich i brytyjskich przywódców „międzynarodowym gangiem kryminalnych bękartów”, „pijącymi krew obwiesiami”, „dzikimi osłami”, „imperialistycznymi ignorantami i przegranymi głupcami”. Używał przy tym kwiecistego, archaicznego słownictwa, jakby zaczerpniętego ze starodawnych kronik. „To węże, które potniemy na kawałki”, zapowiadał. Sytuacja na frontach stawała się dla armii Saddama coraz bardziej beznadziejna, Al-Sahaf wszakże niestrudzenie głosił: „Irak nie zostanie pokonany. Irak już zwyciężył… z wyjątkiem kilku problemów technicznych”. Pytany przez dziennikarzy, czy aby nie mija się z prawdą, oświadczył tonem obrażonej niewinności: „Kłamstwo jest w Iraku zakazane. Prezydent Saddam Husajn nie będzie tolerował niczego oprócz prawdy, bowiem jest człowiekiem honoru”. Niektórzy arabscy komentatorzy uznali tak dziarskiego ministra za bohatera, jednak ich zachodni koledzy nie posiadali się z radości. Nadali wojowniczemu dygnitarzowi przydomek „Komiczny Ali” przez analogię do „Chemicznego Alego”, złowrogiego generała i kuzyna Saddama Husajna, który wytruł gazami bojowymi tysiące Kurdów. Minister informacji nie miał wszakże najmniejszych wątpliwości, że „niewiernych” agresorów spotka zły koniec: „Wyrżnęliśmy ich i nadal będziemy ich wyrzynać.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2003, 27/2003

Kategorie: Świat