Eksperci i biurokraci na usługach państwa stanu wyjątkowego

Eksperci i biurokraci na usługach państwa stanu wyjątkowego

Kiedy aparat partyjny NSDAP chciał oczyścić zdrową tkankę narodową z Żydów, komunistów, gejów, Cyganów i całej reszty podejrzanej szumowiny, na początku próbował poprzez tajną policję organizować „spontaniczne” lincze i „oburzenie” rodaków o szczególnym „wyrobieniu narodowym”. Okazało się to niezbyt efektywne. W czasie dobrze zaplanowanej i zorganizowanej nocy kryształowej – jak odnotowywali aktywiści partyjni NSDAP – zginęło w całym kraju „tylko” 100 Żydów. Co więcej, wielu zwykłych Niemców – co stwierdzali ze smutkiem partyjni eksperci – było oburzonych bandyckimi wybrykami młodych faszystów, którzy napadali na ich sąsiadów. Aby „wyeliminować” 6 mln Żydów, noc kryształowa musiałaby się odbywać każdego dnia przez prawie 200 lat.

Partia wyciągnęła z tego wnioski i zostawiła to trudne zadanie biurokracji i „ekspertom”. Ci podeszli do sprawy nowocześnie i metodycznie. Najpierw trzeba było naznaczyć na poziomie opinii publicznej tych, których chce się wyeliminować. Później odizolować ich od reszty zdrowej tkanki społecznej. Tak, żeby nie mogli liczyć na czyjąkolwiek pomoc. Nawet jeśli większość nie popierała polityki NSDAP, pod wpływem strachu wolała milczeć. A na pewno nie przychodziło do głowy całej „porządnej reszcie” budowanie społecznego oporu wobec represji spotykających tych, którzy „widocznie na to zasłużyli”. Kolejny krok to pozbawienie podejrzanych elementów środków do życia – należało odpowiednimi ustawami odebrać majątek, pozbawić pracy i zakazać pełnienia funkcji publicznych. Końcowy etap eliminacji był tylko logiczną konsekwencją wcześniejszych planowych działań i obowiązujących procedur. Nad wszystkim mieli czuwać pozbawieni namiętności „eksperci” i „specjaliści”. Jak pisał Zygmunt Bauman, „u źródeł wiedzy eksperckiej tkwi założenie, że właściwe postępowanie wymaga określonej wiedzy, że pewne osoby posiadają jej więcej niż inne oraz że ci, którzy ją posiadają, powinni wziąć sprawy w swoje ręce. Ci, którzy nie posiadają odpowiedniej wiedzy, powinni trzymać się rad ekspertów”. Jak konstatuje Bauman, pozwalało to rozmyć odpowiedzialność osobistą w abstrakcyjnej i czysto technicznej władzy-wiedzy.

Faszystowskie i sprawdzone metody sprawnej machiny państwowej – jak widać – mogą być pomocne w różnych systemach politycznych. Do sedna sprawy trzeba podejść w sposób metodyczny i ekspercki. Bez skrupulatnego i funkcjonalnego podziału pracy nie może być efektów. Muszą być ideolodzy, oficjalni liderzy, realne kierownictwo wyznaczające długofalowe cele oraz masa anonimowych, rzetelnych funkcjonariuszy realizujących na wąskim odcinku frontu zadania wskazane przez partię. W takich okolicznościach można wyeliminować odpowiedzialność osobistą i zastąpić ją „odpowiedzialnością służbową”. Ma to swoje zalety dla funkcjonariuszy partyjnych i państwowych – nie tylko wyłącza samodzielne myślenie i usypia sumienie, ale w razie zmiany wiatru historii chroni przed odpowiedzialnością prawną i polityczną. Przecież każdy funkcjonariusz wykonuje (czy wykonywał) tylko „polecenia służbowe” i działa (działał) w ramach obowiązującego prawa. Nie można ponosić odpowiedzialności za politykę całego państwa, nawet jeśli prowadziła ona do najbardziej haniebnych i okropnych czynów. Pojedynczy funkcjonariusze są jedynie małymi trybikami i w gruncie rzeczy „porządnymi obywatelami” stojącymi na straży porządku.

Po co zostawiać sprawę prawicowym kibolom i narodowcom? To amatorskie metody niegodne nowoczesnej partii. Tępieniem podejrzanych kręgów w sposób skuteczny może się zająć tylko działający na pełnych obrotach aparat państwa: służby specjalne, prokuratura, policja skarbowa. Areszty wydobywcze pójdą w ruch. Już nikt nie będzie sobie zawracał głowy krytykowaniem przez liberalne czy lewackie kręgi nadużywania podsłuchów. Walka o odnowę moralną będzie wymagała poświęcenia i twardych funkcjonariuszy. Wystarczy rzucić hasło: „ojczyzna w niebezpieczeństwie” czy „wróg wewnętrzny atakuje”, aby wiedzieć, że „odnowa moralna wymaga wyjątkowych metod”. Kiedy prawda jest tylko jedna, nie ma już miejsca na subtelne rozważania ani dekadenckie kluby dyskusyjne. Nie ma sensu zadawać pytania: po co?, wystarczy: jak? A od właściwych odpowiedzi są „eksperci”. Oni mają dbać o to, aby machina działała sprawnie.

Jeśli sędziowie nie będą sądzić w sposób prawy i sprawiedliwy, Zbigniew Ziobro wie, co z nimi zrobić: „Musimy znaleźć sposób, aby z niektórymi z nich porozmawiać inaczej, za ich chamstwo i butę”. A jego partyjny kolega Bogdan Święczkowski, szef ABW za rządów PiS, dodaje bez ogródek: „Trzeba wprowadzić okresowe badania wariografem i badania próbek moczu dla sędziów i prokuratorów”. Pewnie w ten sposób aktywiści partyjni chcą wiedzieć i rozstrzygać, który sędzia czy prokurator był pod wpływem narkotyków, a który być może nadużywa alkoholu – bo jak inaczej można wytłumaczyć niewłaściwe i niezgodne z linią partii wyroki? Aby nie było żadnych wątpliwości, Jacek Czabański, były doradca Zbigniewa Ziobry, głównego kandydata na PiS-owskiego szeryfa, stwierdza: „Ustawowo ustalimy prawo do prowokacji. W naszym interesie jest to, by policja i służby mogły przedstawiać propozycje korupcyjne. Chodzi o to, by wyeliminować sprowokowanych z życia publicznego”. A że sprowokowanych będzie dużo, nikt nie ma wątpliwości. Policyjne statystyki wykrywalności bardzo szybko się poprawią. Być może część środków unijnych z nowej edycji zamiast na budowę dróg czy oczyszczalni trzeba będzie przeznaczyć na budowę nowych więzień. Jeśli ta Unia jest taka kosmopolityczna i dekadencka, to niech przynajmniej pokaże, że czasami może wesprzeć budowę porządku opartego na prawdzie i zdrowej tradycji narodowej.

Zawsze póki można krzyczeć i protestować przeciwko nadciągającemu autorytaryzmowi i represjom politycznym, trzeba to robić. Im wcześniej, tym lepiej. Warto też szukać wszędzie sojuszników i organizować społeczne ośrodki samopomocy. Jednym z nich może być urząd Rzecznika Praw Obywatelskich. Dlatego apel do wszystkich, którym są bliskie wartości demokracji i praw obywatelskich, o działania na rzecz poparcia kandydatury dr. Adama Bodnara na tę funkcję podczas głosowania w Sejmie.

Wydanie: 29/2015

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy