Pasztet krymski

Pasztet krymski

Z moim trzylatkiem Franiem idę do pobliskiego lasu. Mrówczy kopiec zaczyna budzić się do życia. Franio pyta: „A po co są mrówki?”. To pytanie filozoficzne, tożsame z pytaniem: „A po co jest życie?”. Człowiek religijny nie ma problemu z odpowiedzią, ja milczę. Nazajutrz, gdy śledzę w telewizji nową „wojnę krymską”, Franio pyta: „A co to jest wojna?”. Zasmuciło mnie to pytanie. I nic nie powiedziałem. Pierwsze pytanie było o życie, drugie o śmierć.
A w nas budzi się świadomość, jak wielkim złudzeniem było przekonanie, że nareszcie żyjemy w bezpiecznej Europie. I zaskoczenie: jak dobrze ma się dzisiaj kłamstwo, chociaż w każdej chwili mamy dostęp do wielu źródeł informacji. Fakty mają małe znaczenie dla tych, którzy utożsamiają się z „inną prawdą”. Doświadczamy tego przecież w Polsce na co dzień, wystarczy rzucić okiem na tytuły prasy narodowo-prawicowej. Dzisiaj znowu rozejm w polskiej wojnie domowej. O co zakład, że jutro ta wojna rozgorzeje na nowo ze zdwojoną siłą?
Siła kłamstwa we współczesnej Rosji jest pokłosiem wielkiej tradycji. Na marne poszły więc straszne lekcje historii. Pamięć zbiorowa przeszłości jest zresztą wszędzie fikcją, mitem lub zupełną pustką, dlatego trzeba wracać do historii. Jak w życiu osobistym, tak w życiu społecznym wypiera się z pamięci najchętniej to, co bolało.
Na konferencji prasowej okazało się, że Putin to dobry i wesoły człowiek, taki dowcipny, po prostu swój chłop. Jak można się bać Rosji, która ma takiego przywódcę? Nie jest mądry, ale jest sprytny jak służby, w których służył. Udaje, że nie wie, że Rosja jest potwornym cmentarzem zbrodni, które nie zostały do końca wyjaśnione, przetrawione i nie było niczyjej pokuty. Ot, taki los. Putin mówi o Ukrainie, o Krymie, jakby nie było tam innej historii, braterstwa broni z czasów ostatniej wojny. A ile milionów Ukraińców zostało zagłodzonych na śmierć? A los Tatarów krymskich? Putin pomija dawną historię, on tworzy nową.
Pierwsza wojna krymska kosztowała życie kilkuset tysięcy ludzi, byli zabici i ranni. Jak zwykle, zanim wybuchnie wojna, ważne są preteksty, które ukrywają prawdziwe cele i nadzieje. Czasami preteksty są zupełnie idiotyczne. Tak było z tą pierwszą wojną krymską.

Na początku roku 1853 car Mikołaj próbował namówić Brytyjczyków do rozbioru podupadłej Turcji. Nas już rozebrali, a tam się nie udało. W lutym 1853 r. car skierował więc do Turcji ultimatum w sprawie wyłącznego prawa opieki nad miejscami świętymi w Palestynie (należały wtedy do Turcji). Turcja nie mogła się na to zgodzić i pierwsza uderzyła na Rosję. Oba kraje były najbardziej zapóźnione cywilizacyjnie w Europie. Jeśli Rosja na początku wojnę wygrywała, to jedynie z powodu słabości przeciwnika. Francja i Anglia ruszyły na pomoc Turcji. I malutka Sardynia.
We wrześniu 1854 r. 60 tys. żołnierzy wojsk brytyjskich, francuskich i tureckich lądowało na Półwyspie Krymskim. Zaczęło się piekło.
Istniał już wtedy telegraf, robiono pierwsze fotografie wojenne. Ale jeśli coś wiemy o tamtej wojnie, to jak zwykle dzięki filmowi, znakomitej „Szarży lekkiej brygady”. Ta szarża w bitwie pod Bałakławą jest w rzeczywistości bardziej zmitologizowana niż nasza Somosierra. A z tej samej bitwy pochodzi też pojęcie „cienka czerwona linia”, to heroiczny dwuszereg szkockich żołnierzy w czerwonych kurtkach, którzy odparli rosyjski szturm.
Polacy radowali się z wojny krymskiej, marzyli o wojnie narodów, która wyzwoli Polskę, uskrzydlał tę nadzieję Adam Mickiewicz. Sułtan dał zgodę na organizację polskich legionów. Niemłody już i schorowany wieszcz ruszył do Turcji, by tworzyć legion polski i żydowski. Co oprócz prac wojskowych robili tam Polacy? Oczywiście się kłócili. Jest rok 1855, listopad, w Stambule Mickiewicz nagle umiera. Otruli go? Cholera? A może się przejadł?
Broniący się na Krymie ponieśli znacznie większe straty w ludziach niż atakujący, co pokazało, jak bardzo Rosja była technologicznie w tyle za Zachodem, pewnie bardziej, niż jest dzisiaj. Car Mikołaj umarł, jak się sądzi, też ze strapienia. Czy Putinowi Krym zaszkodzi?
Mój przyjaciel z Moskwy, człowiek już niemłody, pisze mi, że czuje teraz taki niesmak, że opuszcza ojczyznę na zawsze: „Rosja dzisiaj to imperialna mentalność, a obok kompleks niższości, ksenofobia i szowinizm. Nie możesz sobie wyobrazić, jakie kłamstwa są w rosyjskiej telewizji. I jaka hipokryzja. Ci, którzy najbardziej pomstują na diabła Zachodu, w tym samym czasie próbują robić z nim interesy i tam planują się osiedlić na starość”.
Na marginesie, polski ruch narodowy uwikłany jest w wiele paradoksów, także w taki, że odruchowo popiera wszystko, co narodowo-radykalne również gdzie indziej. A przecież w razie czego właśnie narodowe radykalizmy u innych będą dla nas zagrożeniem. PiS zakochane było w premierze Węgier, Orbánie, że dba o narodowy interes. Orbán tak zadbał, że teraz poparł Rosję. I co z tym pasztetem zrobić? Prędzej czy później ktoś będzie musiał go zjeść.

Wydanie: 11/2014

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy