Demokratyczne igraszki

Demokratyczne igraszki

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że do decydującej walki o fotel prezydenta Stanów Zjednoczonych stanie zidiociały multimilioner, parafaszysta Donald Trump. Nie ma w tym niczego nagannego, gdyż wyniosły go na szczyty nieskazitelnie demokratyczne prawybory. Z owego przykładu prawyborów skorzystała już Polska, ale nie tylko my małpujemy wszystko, co przychodzi zza oceanu, taka Francja również. Na czym rzecz polega? Otóż w szeregach każdej liczącej się partii jest przynajmniej kilku, jeśli nie kilkunastu, chętnych do zasiadania na najwyższym stołku. Członkowie odpowiedniej partii mają więc w swoim gronie wyłonić w głosowaniu tego, który im najbardziej dogadza. Będzie nim oczywiście zawsze ten, co potrafił w skomplikowanych grach wewnątrzpartyjnych zachować sympatię jak największej liczby kolegów i pozwolić im marzyć o przyszłych limuzynach z szoferem i obstawą. Jestem pełen podziwu dla tych partyjnych macherów, którzy umieją się poruszać w pajęczynach intryg, wiedzą, z kim aktualnie pokazywać się warto, a kto jest już na aucie, komu natychmiast należy wbić nóż w plecy, a z którym karkiem jeszcze poczekać. Cała ta gimnastyka koniecznie przy tym musi się zmieścić w partyjnych ramach, co w nieunikniony sposób odwołuje się do tej samej jałowej nowomowy. Jak ma się to jednak do rzeczywistości społecznej?

Wspominam nie bez pewnej schadenfreude, gdyż bawiły mnie niebywale „prawybory” między Bronisławem Komorowskim i Radkiem Sikorskim. Nie było żadnych, na ciupinkę nawet, różnic programowych czy to w polityce zagranicznej, czy wewnętrznej, czy społecznej, czy kulturalnej… Dwie twarze w medialnych ramkach, spomiędzy których mają wybrać członkowie PO. Zwyciężył Komorowski. Nie jestem i nigdy nie będę członkiem PO. Wolę jednak buźkę Komorowskiego i na niego bym głosował, gdybym był do tego uprawomocniony. Ale raz jeszcze, do znudzenia, jak to się przekłada na siermiężny dzień dzisiejszy?

We Francji na republikańskiej prawicy staje teraz do prawyborów 11 kandydatów. U socjalistów jeszcze nie wiadomo. Jeżeli nie wygra zasada, że urzędujący prezydent automatycznie staje w szranki o przedłużenie swojego mandatu, znajdzie się też kilkunastu ambitnych. Dodajmy od razu, że nie będąc ani tu, ani tam, jeżeli znalazłeś odpowiednie poparcie, także możesz wybiec na ring. Rzecz jasna, 90% z owego tłumu chciejców wie doskonale, że nie ma żadnych szans na lokum w Pałacu Elizejskim. Wiedzą jednak równie dobrze, że w prawdziwej demokracji będzie im musiał być udostępniony czas na antenach radia i na ekranach telewizji. Obowiązkowo w programach publicznych, ale przecież prywatne też czyhają na demagogów, im oryginalniejszy i radykalniejszy, tym lepiej.

Pisał ongiś Boy-Żeleński:
„Bo nikt w dzisiejszym czasie
Bez stosuneczków w prasie
– To, panie,
Gadanie –
Świętym nie zostanie…”.

A pisał to jeszcze proroczo przed ogarnięciem ostatecznej władzy przez tzw. masowe środki przekazu. Dzisiaj uśmiechnięta buźka w telewizji to dwa razy więcej niż jakikolwiek program społeczny czy polityczny. Kto zresztą czyta jakieś nudne programy, choćby to one miały decydować o naszym życiu codziennym? Sensacja – to już jest coś. Czy w Smoleńsku mogło dojść do tragicznego wypadku lotniczego? Czy był to zamach? Odpowiedź nie ma nic wspólnego z faktami. Zależy od tego, kto aktualnie będzie rządził. Wróćmy na chwilę do USA, bo i to może im się zdarzyć:

Trump, Trump, Misia Bela,
Misia Kasia, komfacela.
Misia – A,
Misia – Be,
Misia Kasia, komface.

Wydanie: 20/2016

Kategorie: Felietony, Ludwik Stomma

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy