Po co wiedzieć?

Po co wiedzieć?

Tematem dnia jest znowu rosyjskie embargo na polskie mięso. Ukraina także nie chce polskiego mięsa, ale to co innego, jej wolno nie chcieć, bo – jak wiadomo – bez niepodległej Ukrainy nie ma niepodległej Polski.
Komisja Europejska w akcie „solidarności” z Polską wysłała do polskich zakładów mięsnych swoich inspektorów, aby sprawdzili, czy spełniają one unijne standardy. Zdziwiłbym się, gdyby po roku starań i wszelkiego rodzaju kontroli pozostawiały jeszcze cokolwiek do życzenia.
„Gazeta Wyborcza” ma 50 stron, gazeta „Dziennik” 40, „Rzeczpospolita” objętość nie mniejszą, radiostacje nadają wiadomości co chwilę, nie zapominamy też o telewizji publicznej i prywatnej. Po zaznajomieniu się z ułamkiem tego, co te media mogą donieść, informacje powinny nam się przelewać przez uszy. Tymczasem panuje tam taka selekcja wiadomości i taka cenzura, że nie dowiadujemy się szczegółów najpotrzebniejszych do zrozumienia sprawy. O czym mają zapewnić Rosjan inspektorzy badający czystość w polskich rzeźniach, skoro poszło o to, że polscy eksporterzy sprzedawali do Rosji mięso sprowadzane z Argentyny? Może Komisja Europejska nie potrzebuje wysyłać inspektorów do Argentyny, ale wysyłając ich do Polski, postępuje nie ŕ propos. Z powodu tego głupiego mięsa częściowo produkowanego w Polsce, a częściowo kupowanego nie wiadomo gdzie, bo nie tylko w Argentynie, tyle zamieszania, tyle gadania i takie olbrzymie liberum veto! Z drugiej strony, patrząc na pana Naimskiego siedzącego u boku pani minister Fotygi w Brukseli, nie można się dziwić ani temu, co zaszło, ani temu, co się jeszcze wydarzy. Politykarze z Warszawy mogą się powołać na jedną okoliczność dającą częściowe uzasadnienie ich postępowania: do tej pory tak było, że demokratyczni politycy zachodnioeuropejscy przeważnie ustępowali wariatom, którzy stawali na ich drodze. Z tego Polacy mogą wyciągać optymistyczne wnioski dla siebie.
Polski rząd bardzo się krząta koło projektów, które mają nam zapewnić bezpieczeństwo energetyczne. Co to jest w naszym rejonie świata niebezpieczeństwo energetyczne? To taki stan, który grozi, że dla nadzwyczajnego uzupełnienia zasobów energetycznych trzeba będzie wydać kilka miliardów złotych. Jest to ewentualność bardzo niepożądana, ale mało prawdopodobna, ale możliwa. Jak chce temu zapobiec rząd? Przygotowując projekty, które według jego, rządowych, obliczeń mają kosztować kilkanaście miliardów złotych (panowie Kaczyńscy tak niewyraźnie wymawiają słowa, zwłaszcza kończące zdania, że nie dosłyszałem, czy chodzi o złote, czy dolary). I powtarza za Buzkiem i jego ministrami, że „bezpieczeństwo musi kosztować”. Inaczej mówiąc, unikniemy w przyszłości niebezpieczeństwa, jeżeli już teraz z własnej woli zgodzimy się na wielokrotność tego przeczuwanego niebezpieczeństwa i sami je wprowadzimy.
Rząd PiS-owski nie jest pierwszym rządem, który cechuje się nieodpowiedzialnością w wydawaniu pieniędzy, ale wydaje się, że będzie pierwszym, który zostanie za to przez okoliczności obiektywne ukarany. Państwo nigdy dotąd nie kosztowało tyle, co teraz, a cele tych wydatków są coraz bardziej absurdalne. Jakby mało było marnotrawstwa wewnątrz kraju, utworzono prezydencki fundusz do wspierania demokracji w Gruzji, Mołdawii i jakie tam jeszcze kraje podróżnicy odkryli na Wschodzie. Tam się wydaje pieniądze na obronę praw człowieka, a wewnątrz kraju na łamanie praw człowieka (IPN według znowelizowanej ustawy). I mimo że demokracja tak wspaniale się szerzy w Gruzji, na Multanach i Wołoszczyźnie, a Ukraina przygotowywana jest do UE i NATO, młodzi Polacy nie chcą pracować za głodowe pensje. Kto ma zdrowe ręce i nogi, pryska na Zachód. Kierunek ratunku ten sam co za komuny, tylko natręt większy, bo granice niepilnowane.
Podobnie jak w sprawie polskiego eksportu argentyńskiego mięsa media i rząd zachowują dla siebie znajomość lub nieznajomość szczegółów gazociągu bałtyckiego. Żaden publicysta, żaden polityk nie wyjaśnił, na czym polega szkodliwość tego gazociągu dla Polski, jakie straty z jego powodu poniesiemy, w jakiej sumie pieniędzy te straty się wyrażają. Zamiast informować i objaśniać, wszystko, co się zdarza, zamieniają, jeśli nie w obietnicę triumfu, to w strachy na Lachy.

Wydanie: 48/2006

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy