Martwy język

Martwy język

Zamilkło już dudnienie czołgów na warszawskiej Wisłostradzie. Jak ktoś napisał, była to wielka defilada bezbronnej armii. Jest tu pewna tradycja. Przed II wojną światową też było prężenie muskułów. A ja, myśląc o swoich dzieciach, boję się, że wprowadzą obowiązkową służbę wojskową. To jest nieuchronne następstwo pisowskiej wizji świata. Armia jako szkoła patriotyzmu i unifikacja. Różnorodność jako zagrożenie dla zwartości plemiennej. W prawdziwym Polaku powinno być coś z prezesa, coś z ojca dyrektora, coś z Błaszczaka i pierwiastek kobiecy wyłoniony z posłanki Pawłowicz.

„Bardzo boleśnie powróciły w ostatnim czasie wypowiedzi, że w Polsce rządzi konstytucja, a nie Ewangelia, że konstytucja ma iść przed Ewangelią”, mówił abp Depo w Częstochowie. Witajcie w państwie wyznaniowym.

Jest paląca potrzeba, by powstała jakaś nowa siła polityczna. Platforma i Nowoczesna się zużyły, czujemy to nawet my, którzy będziemy na nie głosować z rozpaczy. W obecnej sytuacji jednak priorytetem jest jedność opozycji. Mamy w Polsce stan katastrofy, tylko zjednoczona opozycja może odsunąć PiS od władzy. Dlatego mam mieszane uczucia wobec nowej inicjatywy Biedronia. Jest za blisko wyborów. Najpierw trzeba utrzymać przy życiu demokrację, bo jest ciężko chora. Jeśli przeżyje i się wzmocni, będzie czas na tworzenie nowych bytów politycznych.

Byłem zaskoczony, jak bardzo musiałem się wytężyć, zaprzeć w sobie, by włączyć pierwszy program Telewizji Polskiej i obejrzeć początek „Wiadomości”. Trwa tam wojna między siłami światła i mroku, między dobrem i złem. Już nie ma niczego pośredniego. Martwy język dyktatury. Piotr Osęka, historyk propagandy, pisze, że w celach badawczych obejrzał kilka wydań „Wiadomości” TVP. Zainteresowało go zjawisko, które nazywa „światopoglądową spójnością”. W czasach PRL „pisząc o sukcesach górnictwa, trzeba było docenić troskę kierowników partii i państwa, a także podkreślić, że każda tona węgla to cios w podżegaczy wojennych. W reportażu o wakacyjnych plażach należało uwypuklić dokonania związków zawodowych i podkreślić, że za czasów sanacji wypoczywali tylko obszarnicy i fabrykanci”. Badacz stalinowskiej propagandy stwierdza, że w „Wiadomościach” „bieżąca polityka staje się pretekstem do codziennego recytowania pisowskiego katechizmu. Czy oglądamy materiał o reformie sądów, kampanii samorządowej, czy o wynikach makroekonomicznych, dostajemy wciąż te same obrazy i te same zdania”. Od lat siedzę w stalinizmie i wiem, jak trafna jest ta diagnoza. Media rządowe jak stalinowskie tworzą zamknięty świat, który zaspokaja wszelkie potrzeby i rozwiewa wątpliwości. Psują ten fikcyjny obraz media prywatne, więc trzeba będzie je przejąć, to oczywiste.

Kuzynka z Jerozolimy z córką i wnukiem u nas na kolacji. Przyjeżdża tu kilka razy w roku od lat. Opowiadała mi kiedyś o swoich losach wojennych. Była dzieckiem, gdy w Warszawie w czasie okupacji ukrywała się z matką. Miałem zamiar kiedyś nagrać jej opowieści, to gotowe niezwykłe opowiadania, ale już nie chciała do tego wracać. W czasie powstania, gdy sytuacja wydawała się beznadziejna, matka dała jej do wypicia truciznę – miała ją ze sobą cały czas, na wszelki wypadek – i sama też ją wypiła. Okazała się zwietrzała, chorowały, ale przeżyły.

A Izraelem zawsze można się pocieszyć, jeśli ktoś lubi się pocieszać cudzymi nieszczęściami. Tam podobny dramat jak u nas. Netanjahu jest kopią Kaczyńskiego. Tylko że tam nacjonalizm zagraża bytowi tego kraju, Izrael żyje na ostrzu noża, na małej wysepce na arabskim morzu. Sojusz prawicy z religią ma tam bardziej dramatyczny wymiar niż u nas, bo przy ich ortodoksach ojciec dyrektor to łagodny baranek. Liberałowie tu i tam są jednakowo bezradni. Boją się, że kolejne wybory znowu wygra prawica.

Karolina zdziwiona, że taksówkarze warszawscy na ogół są antypisowscy, u nich niemal wszyscy popierają prawicę. A przy tym Izrael rozwija się bardzo dynamicznie, podobnie jak Polska, paranoja polityczna nie niszczy na razie ekonomii.

Lot na Sardynię, by trochę odpocząć od Polski. Jeszcze na dowód osobisty, jeszcze bez wizy. Zawsze mnie zaskakuje, jak bałaganiarscy i nieprofesjonalni są Włosi. Nie dziwię się, że Berlusconi zrobił taką karierę, a teraz inni populiści tu rządzą. Można by powiedzieć, że to nie są spadkobiercy wielkiego Rzymu, ale raczej Wandali, oczywiście głupstwo, wydali przecież genialnych artystów malarzy renesansu. W każdym uogólnieniu bywają tylko okruszki prawdy.

Wydanie: 35/2018

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy