Elektryczna propaganda

Elektryczna propaganda

Polski samochód elektryczny stał się właśnie narodowym samochodem elektrycznym. Spółka ElectroMobility Poland zajmująca się „budową” polskiego elektryka dostanie 250 mln zł ze Skarbu Państwa. Dzięki umowie inwestycyjnej Skarb Państwa stanie się większościowym udziałowcem. Co z tym wszystkim wspólnego ma Toyota?

Bystra, ale czy jeździ?

Izera, tak ma się nazywać polski samochód elektryczny. Ciekawy wybór nazwy, biorąc pod uwagę fakt, że ma ona rodowód celtycki, a nie słowiański. A trzeba przecież podkreślić, że głównymi zainteresowanymi nie są polscy kierowcy, a politycy Prawa i Sprawiedliwości. Izera, skoro zajmujemy się już nazwą, znaczy „bystry” lub „szybki”. Dla samochodu nazwa całkiem trafna. A jak radzi sobie spółka, która jest odpowiedzialna za projekt?

ElectroMobility Poland (EMP) to polskie przedsiębiorstwo założone w 2016 r. przez państwowe spółki branży energetycznej. EMP odpowiedzialna jest m.in. za rozwój elektromobilności. Spółka wydała do końca 2020 r. ponad 53 mln zł na projekt Izery. Warto zadać sobie pytanie, na jakim etapie są więc prace. I tutaj trochę nie wiadomo. W lipcu 2020 r. była oficjalna prezentacja dwóch modeli Izery – SUVa i kompaktu. Grzegorz Karczmarz z „AutoBloga” pisał o samochodach, które zobaczył: „Tylko jeden z nich jest w stanie się poruszać. Podobno, bo oba cały czas stały”.

fot. materiały prasowe/ Izera.pl

Prezes EMP Piotr Zaremba zapowiada, że debiut Izery planowany jest na 2024 r. Specjaliści od rynku motoryzacyjnego mają jednak wątpliwości, czy do tego czasu na polski samochód elektryczny będzie na rynku jeszcze miejsce.

W rozmowie z „Rzeczpospolitą” Zaremba twierdził, że Izera przyciągnie klientów ceną. Dziennikarze motoryzacyjni uważają jednak, że szanse na to są znikome. Podobne wątpliwości wzbudza potencjalna jakość produktu. Trzeba pamiętać, że firma powstaje właściwie od zera i wybrała sobie wyjątkowo trudne miejsce na mapie motoryzacji, ponieważ proponuje samochód w wersji kompaktowej i SUVa. Zestawiając to chociażby z Volkswagenem Golfem GTE czy BMW i3, czyli samochodami, które już są w sprzedaży, położenie polskiego elektryka na samym starcie będzie wyjątkowo trudne.

Kiepska ta elektryczna propaganda

Samochód elektryczny nie wydaje się dobrym materiałem na „samochód dla ludu”. Wspomniany Golf GTE kosztuje ok. 160 tys. zł, a to zwykły kompakt. Bardzo popularne na zachodzie Tesle osiągają zaś zawrotne kwoty i przeciętny Kowalski nie będzie mógł jeszcze długo pozwolić sobie nawet na podstawowy model. Popularne są za to hybrydowe Toyoty, ale o japońskiej firmie opowiemy za moment.

Kolejnym problemem jest ładowanie w pełni elektrycznego samochodu. Według serwisu moto.pl w Polsce są aktualnie 1324 ładowarki. W roku 2020 przybyło ich zaledwie 353. Według zapowiedzi rządu do 2025 r. ma powstać 50 tys. punktów ładowania. Dziś posiadanie elektryka nad Wisłą jest więc zabawą dla ludzi, którzy albo mieszkają w Warszawie (gdzie są 54 stacje z 144 punktami ładowania), albo posiadają dom i dojeżdżają samochodem głównie do pracy. Słowem – nie mamy w tym momencie wystarczającej infrastruktury dla samochodów elektrycznych.

fot. ładowanie samochodu elektrycznego, materiały prasowe/ Izera.pl

Przypomnijmy, że nie jest znana nawet orientacyjna cena nowej Izery

Fabryka polskiego samochodu elektrycznego ma powstać w Jaworznie na Górnym Śląsku. Pieniądze zainwestowane przez Skarb Państwa, a pochodzące z Funduszu Reprywatyzacji mają pozwolić m.in. na zakup platformy technologicznej. Czy dofinansowanie na poziomie 250 mln zł to dużo? Według dziennika „Rzeczpospolita” projekt narodowego elektryka ma zamknąć się w kwocie 5 mld zł. Dzięki inwestycji pracę ma znaleźć ok 15 tys. osób, w tym 3 tys. w samym zakładzie produkcyjnym i 12 tys. kooperantów.

Toyota i maile Dworczyka

Czy fabryka rzeczywiście powstanie w Jaworznie? Jak zdążyła nas już przyzwyczaić obecna władza, wszystko jest możliwe. Do sieci wyciekło wiele mejli szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrow, ministra Michała Dworczyka. Niektóre dotyczyły właśnie budowy fabryki Izery. Jak pisała „Gazeta Wyborcza” w mejlu z marca 2021 r. Dworczyk namawia Mateusza Morawieckiego do postawienia fabryki w okolicach Wałbrzycha, czyli w jego okręgu wyborczym. Jest to dość istotna różnica w planach, ponieważ wybudowanie fabryki Izery na Górnym Śląsku ma neutralizować skutki zamykania kolejnych kopalń.

To jednak nie koniec zabawy, ponieważ okazuje się, że Dworczyk miał spotkać się w tajemnicy z przedstawicielami koncernu Toyota. Japoński koncern, jak wynika z korespondencji opublikowanej na kanale „Poufna rozmowa” platformy Telegram, ma zamiar budować fabrykę samochodów elektrycznych w Czechach. Jednocześnie Toyota ma wygaszać produkcję silników spalinowych w Polsce. Jak czytamy w wiadomości od szefa KPRM: „Panowie z polskiej Toyoty (prosząc o super poufność) przedstawili ciekawy pomysł: polski rząd wychodzi z inicjatywą do japońskiej centrali utworzenia JV w produkcji samochodów bateryjnych; – PL wnosi grunt, capex – produkcja równoległa Izery i Toyoty (na tej samej płycie); – lokalizacja – w promieniu 50 km od Wałbrzycha – żeby płynnie przejąć pracowników”.

Być może niektórzy kierowcy już jeżdżą polskim elektrykiem i nawet o tym nie wiedzą – nazywa się Toyota.

 

fot. Izera.pl

Wydanie:

Kategorie: Z dnia na dzień

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy