Emerytalne oszustwo

Emerytalne oszustwo

Nowe emerytury nie będą ani godziwe, ani pewne Prof. Tadeusz Zieliński w swoim ostatnim przed śmiercią wywiadzie, w lipcu 2003 r., mówił „Przeglądowi”: „Najbardziej gnębi mnie to, na co nie mam wpływu – nadciągająca katastrofa emerytalna. Ani państwo nie jest w stanie zapewnić godziwych emerytur, ani sami ubezpieczeni. To dramat, którego na szczęście nie dożyję”. Ten dramat zbliża się wielkimi krokami. Na początku 2009 r. na emeryturę zaczną przechodzić osoby, które otrzymają świadczenie już w ramach zreformowanego systemu, wprowadzonego w 1999 r. I przeżyją bolesne rozczarowanie, bo ich emerytury będą średnio co najmniej o jedną czwartą niższe od tego, co dziś otrzymują Polacy w wieku emerytalnym. Co najmniej – bo załamanie systemu może być znacznie głębsze i niewykluczone, że nawet połowa „nowych” emerytów będzie musiała korzystać z pomocy finansowej państwa, po to by ich świadczenie osiągnęło ustawowe minimum, należne osobie będącej w wieku emerytalnym imającej odpowiednią liczbę przepracowanych lat (najwyżej 28% średniej pensji, choć rząd może obniżyć ten wskaźnik). Bicie po kieszeni W wyniku reformy, obejmującej osoby urodzone po 1949 r., około dwie trzecie naszej składki emerytalnej trafia na konto Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (I filar), reszta zaś do Otwartych Funduszy Emerytalnych (II filar), które mają ją pomnażać dla dobra przyszłych seniorów, dokonując inwestycji na rynku kapitałowym. Można też dodatkowo wykupić prywatne ubezpieczenie emerytalne (III filar). Środki na przyszłą emeryturę gromadzone są na indywidualnych kontach emerytalnych, a o jej wysokości decyduje też kapitał początkowy, wyliczony przez ZUS na podstawie wysokości naszych płac. I właśnie za sprawą sposobu obliczania świadczeń, wynikających z kapitału początkowego, nasze emerytury będą bardzo niskie. W nowym systemie na wysokość emerytury wpływają składki wpłacane w całym okresie zatrudnienia, a nie w najlepszych 10 latach. Jeśli jesteśmy na bezrobociu, jeśli pracodawcy zmuszają nas do pracy bez etatu, to okres składkowy się skraca. Podstawa emerytury nie jest już waloryzowana stosownie do wzrostu średniej płacy w kraju. Nasze świadczenia obniża też to, że dłużej żyjemy – i wysokość emerytury wyliczana jest tak, by zgromadzony przez nas kapitał wystarczył na więcej lat. Tego wszystkiego nie wyrównają zyski z tak nachalnie zachwalanych OFE, które wpływają przecież na niewiele ponad jedną trzecią emerytury. Deficyt Funduszu Ubezpieczeń Społecznych wciąż się zwiększa, stale rosną dotacje, jakimi wspiera go budżet państwa, ale ta kołdra robi się coraz krótsza. Sytuację dodatkowo pogarsza kryzys demograficzny powodujący to, że coraz mniej ludzi pracuje na coraz większą liczbę emerytów, a także rozdmuchany ponad wszelką miarę i kompletnie nieuzasadniony system przywilejów w wielu branżach, sprawiający, że mamy najmłodszych i najbardziej rozleniwionych emerytów na świecie (patrz: ramka). Na to wszystko nakładają się problemy ZUS, obciążonego grzechem pierworodnym nieumiejętnej informatyzacji. Instytucja ta stale ma kłopoty ze zidentyfikowaniem naszych składek i z wyliczeniem kapitału początkowego (dlatego, szczęśliwie dla przyszłych emerytów, ostateczny termin ustalenia kapitału przesuwa się z roku na rok). Ani grosza Ewa Lewicka, pełnomocnik ds. reformy emerytalnej w rządzie Jerzego Buzka, mówi dziś: – Reforma jest zagrożona, ponieważ część zasad, które kiedyś przyjęliśmy i do których ludzie się przyzwyczaili, być może po prostu będzie nieaktualna. To byłby tak naprawdę rodzaj oszustwa. W rzeczywistości jednak oszustwo popełniono już w 1998 r., kiedy premier Buzek twierdził: „Reforma emerytalna jest ważna, bo chcemy mieć dobre i pewne emerytury”. Dziś wiemy już, że nie będą ani dobre, ani pewne. Kampania mająca zachęcić ludzi do poparcia reformy, pokazująca wyłącznie wyimaginowane korzyści, była niezrównanym w polskich dziejach przykładem skutecznej socjotechniki. Np., jako nader ważną zaletę, prezentowano możliwość dziedziczenia środków gromadzonych w drugim filarze. I nikt nawet się nie zająknął, że jeśli ktoś umrze, choćby dzień po przejściu na emeryturę, to jego spadkobiercy nie zobaczą ani grosza z tego, co przez lata wypracował i zgromadził na swym koncie emerytalnym. Nie chwalono się także tym, że przez przystąpienie do OFE traci się prawo do wcześniejszych emerytur. Dopiero teraz Sejm pracuje nad rządowym rozwiązaniem pozwalającym ludziom mającym prawo do wcześniejszych emerytur na wyjście z funduszy. Tyle że zyski, które ich

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 02/2007, 2007

Kategorie: Kraj