Z empatii dla zwierząt

Z empatii dla zwierząt

Bycie zwierzęciem hodowlanym to pasmo cierpień

ROF. JOLANTA SUPIŃSKA jest pracownikiem Instytutu Polityki Społecznej UW. Zajmuje się polityką społeczną, pograniczem polityki społecznej i ekonomicznej oraz analizą wpływu polityki społecznej na ludzkie zachowania. W zeszłym roku opublikowała książkę „Debaty o polityce społecznej”. Prywatnie weganka.

Ciągle uczestniczę w akcjach na rzecz obrony zwierząt. Zawsze też miałam dużo szacunku do ludzi, którzy nie zjadają naszych młodszych braci. Pani jest taką osobą. Jak pani doszła do weganizmu?

– Najpierw przez pół wieku byłam wegetarianką, dopiero od paru lat jestem weganką, odrzuciłam wszelkie produkty odzwierzęce.

Czego więc pani teraz nie je?

– Nie tylko mięsa, ale i produktów odzwierzęcych – jajek, nabiału. Kiedy przed laty postanowiłam zostać wegetarianką, nie było jeszcze ruchu wegańsko-wegetariańskiego, a więc nie miałam okazji przyłączyć się do innych. Krok w kierunku wegetarianizmu postawiłam przed laty sama. Korciło mnie od dziecka, żeby nie jeść mięsa. Naturalną konsekwencją było zostanie weganką. Teraz jest łatwiej, mamy spory rynek produktów żywnościowych dla wegan. Ale rynek oferuje nie tylko jedzenie, można nawet kupić buty wegańskie.

Dlaczego została pani wegetarianką?

– Było mi to potrzebne do dobrego samopoczucia moralnego. Zobaczyłam, że da się tak żyć i nie jestem sama. To było dwa lata przed transformacją ustrojową w Polsce. Nie było wtedy sprzyjających instytucji, producentów żywności ani sklepów. Ale dojrzałam do podjęcia takiej decyzji etycznej. Do tego wyczytałam, że dieta wegetariańska jest zdrowa, a wegańska jeszcze bardziej, co stało się dodatkową motywacją do podjęcia tego wyzwania.

Czyli wegetarianizm to za mało?

– Jeśli do kogoś nie przemawia słowo empatia, a myślę tu o cierpieniu zwierząt zabijanych w tak niehumanitarny sposób, to zapytam inaczej: czy pani wie, jaka część zanieczyszczeń atmosfery bierze się z hodowli zwierząt?

?

– Przemysł mięsny to nie tylko cierpienie, to także nadmierne wykorzystanie zasobów Ziemi. Szacuje się, że dzienna porcja warzyw spożyta przez człowieka wymaga zużycia ok. 100 litrów wody, natomiast dzienna porcja wołowiny to już przeszło 20 tys. litrów. Z raportu Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) „Długi cień przemysłowego chowu zwierząt” wynika, że przemysł mięsny jest jednym z głównych czynników wywołujących szkody w środowisku naturalnym na skalę lokalną i globalną. Chodzi tu o degradację gleby, zanieczyszczenie powietrza, niedobory i zanieczyszczenie wody oraz zanik bioróżnorodności. Stąd się bierze ludzki głód. Raportów takich jest mnóstwo.

Chociaż nie uważam wegetarianizmu za fanaberię i jestem przeciw mordowaniu zwierząt, to – niestety, przyznaję – z wygodnictwa jem mięso. Czy pani, wegance, nie brakuje w diecie tłuszczów, białka, nie choruje pani na anemię?

– To wszystko są mity. Przecież warzywa można polać olejem rzepakowym i już ma pani tłuszcz i witaminy w jednym. Najważniejsze, żeby wiedzieć, co jeść i w jakich proporcjach.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 27/2016

Kategorie: Zdrowie

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy