Nerki pod nadzorem

Nerki pod nadzorem

Eksperci zalecają opiekę koordynowaną nad chorymi, w której to pacjent, a nie procedury, znajdzie się w centrum uwagi

W Polsce na nerki choruje 4-5 mln osób, przy czym 90% o tym nie wie. Z tego powodu przedwcześnie umiera 80 tys. ludzi rocznie, co skraca średnią długość życia o dwa lata. W obecnym systemie nie ma badań przesiewowych, które wykrywałyby wczesne stadium schorzenia nerek. A jeśli pacjenci mają już postawioną diagnozę, czują się zagubieni i nie wiedzą, co dalej robić, ponieważ opieka jest bardzo rozproszona: w jednym miejscu są poradnie, w drugim stacje dializ, a jeszcze gdzie indziej szpitale.

Choroby nerek są trzecią przyczyną hospitalizacji w kraju. Najczęściej do szpitali trafiają pacjenci między 35. a 55. rokiem życia, czyli w wieku produkcyjnym. Tylko zmiany systemowe mogą poprawić sytuację. Naprzeciw tym oczekiwaniom wyszli autorzy koncepcji opieki koordynowanej, w której najważniejszy będzie chory i jego potrzeby.

Kluczowa wczesna diagnostyka

W starożytności nerki uznawane były za motor życia, tak jak dziś traktuje się serce. Jednak choroby serca wyraźnie dają o sobie znać, podczas gdy w przypadku chorób nerek długo nie ma żadnych objawów. – Zwykle o tym, że jesteśmy chorzy, dowiadujemy się za późno. A leczenie osób z zaawansowaną chorobą nerek kosztuje bardzo dużo – tak naprawdę leczymy skutki niewłaściwego systemu opieki zdrowotnej, w którym nie rozpoznano wcześniej choroby i nie zapobieżono jej rozwojowi. My to chcemy zmienić – mówi prof. Ryszard Gellert, konsultant krajowy w dziedzinie nefrologii, pod kierunkiem którego powstał raport o chorobach nerek i projekt metody kompleksowej opieki nad chorymi. Dzięki nowemu podejściu ma ona uratować życie milionom Polaków oraz zmniejszyć wydatki na leczenie.

Obecny system się nie sprawdza. Połowa dializowanych pacjentów trafia do szpitali w tak ciężkim stanie, że muszą być natychmiast leczeni, za późno jest na przeszczep nerki. Dlatego tak ważna jest wczesna diagnostyka, której w Polsce nie ma, a może ją zagwarantować w przyszłości opieka koordynowana. – Wczesna diagnostyka jest w procesie leczenia kluczowa, często oznacza 5, 10, a nawet 20 lat życia bez terapii nerkozastępczej. To także korzyść dla gospodarki państwa, bo dotyczy ogromnej liczby osób, które powinny pracować i płacić podatki – mówi dr Iwona Mazur z Polskiego Stowarzyszenia Osób Dializowanych. Jej zdaniem lekarze podstawowej opieki zdrowotnej mają słabą wiedzę o chorobach nerek, ponieważ nie wysyłają na podstawowe badania pacjentów nawet z grup ryzyka, a przecież są one naprawdę tanie – 5 zł kosztuje badanie eGFR, pokazujące wskaźnik filtracji kłębuszkowej nerek. W przypadku innych osób wystarcza badanie ogólne moczu oraz oznaczenie poziomu kreatyniny we krwi – taki test kosztuje 15 zł.

Choroby nerek zwykle traktowane są przez lekarzy jako towarzyszące innym, np. cukrzycy. – A przecież nieraz jest odwrotnie – to choroba nerek jest przyczyną złego samopoczucia, złej tolerancji leków. O tym się nie mówi. Dlaczego? Bo na nerki nikt oficjalnie nie umiera. Wszyscy umierają na zawał, udar, nowotwór, ale nie na nerki. Tego nie odnotowują statystyki. Tymczasem co 10. pacjent w szpitalu umiera z powodu choroby nerek, a do karty wpisuje się coś innego. Nie ma więc świadomości tego, jak ważnym problemem jest sprawa chorych nerek – tłumaczy prof. Gellert.

Koniec z zagubieniem pacjenta

Kolejnym problemem, jaki ma rozwiązać opieka kompleksowa, jest pomoc pacjentom w organizacji terapii. Osoby z rozpoznaniem choroby nerek są zdezorientowane, nie wiedzą, gdzie i jak się leczyć. – A ci ludzie mają też inne choroby, które albo były powodem niewydolności nerek, albo na odwrót – schorzenia nerek je wywołały – zwraca uwagę dr Iwona Mazur. Dopiero opieka kompleksowa może to zmienić. Pacjentem zajmą się wtedy wyspecjalizowane jednostki koordynacyjne, ulokowane w poradniach nefrologicznych, których zadaniem będzie całkowite zaopiekowanie się chorym.

Ideą opieki koordynowanej ma być także to, że będzie się płaciło nie za procedurę, ale za wykonanie określonego działania na pacjencie, a konkretnie za jego efekty. – Z raportu prof. Gellerta wynika, że nie wydając więcej pieniędzy, jesteśmy w stanie leczyć pacjentów lepiej, ale będziemy też mogli zapanować nad tym, co choroba przewlekła robi z nimi dalej. Celem zmiany systemu jest wydłużenie życia – tłumaczy Jakub Szulc z firmy doradczej Ernst & Young, współautor raportu i projektu opieki kompleksowej, były podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia. Finansowanie opieki koordynowanej ma się odbywać w jednym miejscu, czyli w poradni nefrologicznej. – Zgodnie z zasadą, że jeden podmiot systemu ma odpowiadać za pacjenta i otrzymywać na to pieniądze – mówi Jakub Szulc.

Najpierw ciężko chorzy

W pierwszym etapie tej zmiany systemowej opieką koordynowaną będą obejmowani pacjenci z niewydolnością nerek. Trzeba bowiem ratować najbardziej potrzebujących. – Choroby nerek powinno się wykrywać bardzo wcześnie. Wtedy opieka koordynowana byłaby niepotrzebna. Niestety, tak nie jest, stąd potrzeba wprowadzenia tej zmiany systemowej – podkreśla prof. Gellert. Taka jednostka koordynacyjna miałaby przejąć całościową opiekę nad pacjentem. – Będzie tam koordynator, który zadba o to, by pacjent poszedł na badania i by je wykonał we właściwym miejscu, trafił do właściwych specjalistów – dodaje.

A chorzy z zaawansowaną chorobą nerek to przecież chorzy na wszystko – mają chore serce, płuca, mózg, mięśnie, kości – tłumaczy prof. Gellert. W związku z tym pacjent z niewydolnością nerek musi być inaczej leczony niż reszta populacji, a nie ma lekarzy z doświadczeniem w leczeniu takich osób. – My chcemy stworzyć wokół poradni nefrologicznej zespół ludzi, którzy znają się na chorobach współistniejących ze schorzeniami nerek i skierują pacjentów na odpowiednie badania. Dzięki temu chory uniknie błądzenia i niepotrzebnych badań. To także obniży koszty. A poprzez właściwe metody terapeutyczne zapobiegnie się temu, co pacjentom przeszkadza – zmęczeniu i osłabieniu, niezdolności do pracy oraz wypełniania obowiązków rodzinnych. Poprzez organizację kompleksowej opieki chcemy przywrócić tym ludziom radość życia. Aby miliony osób nie błądziły po systemie, tylko chodziły wyznaczonymi ścieżkami.

Prof. Gellert podkreśla, że sens wprowadzenia kompleksowej opieki polega na tym, by chory był pod ciągłą opieką stałego zespołu specjalistów, którzy go znają. – A nie jak jest teraz – gdy lekarz widzi chorego wyrywkowo. On musi znać historię jego choroby i progresję. To nie może być za każdym razem odkrywanie Ameryki – mówi prof. Gellert.

Taki lekarz nefrolog miałby trochę przypominać lekarza rodzinnego. Chociaż, jak twierdzą autorzy programu, nie wyręczałby go.

Zdaniem twórców opieki koordynowanej nie wymaga ona dodatkowych nakładów. – Proponowany model zakłada wykorzystanie istniejącej sieci poradni. Koordynacja leczenia pacjentów chorych na nerki wprost zmniejszy wydatki i poprawi jakość terapii – mówi dr Teresa Dryl-Rydzyńska, przewodnicząca Komitetu Zdrowia Krajowej Izby Gospodarczej i prezes NEFRON Sekcji Nefrologicznej Izby Gospodarczej Medycyna Polska, skupiającej większość polskich stacji dializ, poradni i oddziałów nefrologicznych. – Dziś lekarze różnych specjalności często duplikują leki i świadczenia, po wprowadzeniu nowego modelu leczenia uniknie się tego. Koordynacja przenosi też koszty leczenia z opieki szpitalnej na ambulatoryjną, a ta zawsze jest tańsza – dodaje dr Dryl-Rydzyńska.

Dopiero wprowadzenie badań przesiewowych zrodzi potrzebę dodatkowych nakładów. A docelowo chodzi o włączenie do tej opieki jak najszerszego grona pacjentów, którzy byliby poddawani badaniom w celu wczesnego rozpoznawania chorób nerek. – Gdyby takie osoby zostały wcześniej zdiagnozowane, to w ich przypadku włączenie leczenia nerkozastępczego można by znacznie opóźnić, nawet o 10-20 lat – przypomina prof. Ryszard Gellert.

– Rolą nefrologa jest dbanie o nerki pacjenta, a nie robienie przeszczepów nerek. Wiele osób dowiaduje się o chorobie za późno, mimo że od lat chodzą do lekarzy. Ci ludzie nie mają wykonanych badań w tym kierunku, chociaż ich choroba prowadzi do niewydolności nerek. Staramy się to zmienić – staramy się budzić świadomość zarówno w pacjentach i lekarzach, jak i w decydentach – dodaje dr Iwona Mazur.

Natomiast objęcie opieką koordynowaną chorych w schyłkowym stadium niewydolności nerek przyniesie oszczędności rzędu 3 mln zł rocznie – wyliczają eksperci w raporcie. Obliczyli oni, że dzięki zaoszczędzonym pieniądzom co najmniej 50 tys. osób rocznie mogłoby pójść do nefrologa i wcześniej dowiedzieć się o chorobie. Tymczasem połowa z 22 tys. dializowanych nigdy nie była u tego specjalisty przed rozpoczęciem terapii ratującej życie. Na wizytę u nefrologa czeka się w Polsce średnio pięć miesięcy, a np. w Warszawie – ponad rok.

Eksperci podkreślają, że bez wdrożenia zmian w organizacji opieki nefrologicznej wydatki na leczenie będą lawinowo rosnąć, a jakość opieki drastycznie spadać. Raport trafi do Ministerstwa Zdrowia i NFZ. – Proponowana w raporcie koordynacja leczenia chorób nerek ma zapewnić spowolnienie przewidywanego wzrostu wydatków NFZ, opóźnienie wejścia pacjentów do leczenia nerkozastępczego i uchronienie części z nich przed taką koniecznością oraz poprawę wyników leczenia – podsumowuje prof. Ryszard Gellert.

Fot. Fotolia

Wydanie: 13/2019

Kategorie: Zdrowie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy