Europa traci cierpliwość

Europa traci cierpliwość

Nadzieje i rozczarowania

I w końcu ludzie dali się uwieść nadziei, że jednak tym razem coś się zmieni. Narastała ekscytacja. Na głównym placu w Ramallah ustawiono telebimy, zbierał się coraz większy tłum. Pojawił się sobowtór legendarnego palestyńskiego przywódcy, Jasira Arafata, ubrany tradycyjnie w zielony mundur, dzieci robiły sobie z nim zdjęcia. Abbas zaczął przemawiać, tłum na placu w Ramallah zamilkł i uważnie słuchał. Niektórym pojawiły się łzy w oczach, gdy ich prezydent mówił o poświęceniu Palestyńczyków, o pokojowych protestach, o tysiącach więźniów przetrzymywanych przez Izrael, o rolnikach atakowanych przez osadników i izraelską armię, o mieszkańcu Qusry, który zginął tego samego dnia. Ludzie byli wyraźnie wzruszeni, może po raz pierwszy od lat poczuli, że prezydent mówi w ich imieniu, a nie po to, by zadowolić zachodnich sponsorów.
Gdy na drugi dzień posterunek dzielący Jerozolimę i Ramallah był tak samo zakorkowany jak zwykle, a izraelscy żołnierze powoli, bez szacunku, sprawdzali Palestyńczykom papiery, ludzie zrozumieli, że dali się nabrać. Rok później Palestyna dostała status państwa obserwatora (taki sam status ma Watykan). Znowu na ulicach było święto. Też miał być przełom, miały się otworzyć drzwi dla Palestyny do Międzynarodowego Trybunału Karnego, który miałby ścigać izraelskich polityków i wojskowych za zbrodnie wojenne. Ale do dziś palestyńskie przywództwo nie zdecydowało się zostać członkiem MTK.

Minęły kolejne dwa lata, załamały się następne negocjacje, izraelski rząd skręcił jeszcze bardziej na prawo. Wybudował jeszcze więcej domów w izraelskich osiedlach, skonfiskował kolejne palestyńskie ziemie. Z Zachodniego Brzegu i Jerozolimy Wschodniej zostaje coraz mniej ziem pod wciąż niepowstające państwo palestyńskie. Więc gdy wszyscy już stracili wiarę w możliwość wynegocjowania pokoju, unijni „dwupaństwowi ekstremiści” wciąż nie odpuszczają i wciąż chcą wznowienia rozmów. Od lat budują instytucje nieistniejącego państwa palestyńskiego  – wysyłają pieniądze i ekspertów, szkolą, zachęcają do reform. Nie mogą pogodzić się z tym, że na drugie państwo może być już za późno. Nowa szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini tuż przed spotkaniem ministrów spraw zagranicznych w połowie listopada mówiła, że UE ma zamiar skupić się na wznowieniu procesu pokojowego: „Potrzebujemy nie tylko uznawania [państwa Palestyna]. Musimy budować palestyńskie państwo, które będzie mogło w pokoju i bezpieczeństwie funkcjonować obok Izraela” – a to oznacza, że UE znowu odkręci kurek na budowanie palestyńskiej państwowości. Przy obecnych ograniczeniach narzuconych przez izraelską okupację taka inwestycja jest nie tylko workiem bez dna. Głosowania w europejskich parlamentach są przyzwoleniem na zmianę strategii i sygnałem dla Unii, że jej obywatele domagają się sięgnięcia po narzędzia politycznego nacisku. Unia ma przyzwolenie, by zamiast wydawać kolejne miliony na podtrzymywanie status quo, wymusić jego zmianę.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 50/2014

Kategorie: Świat

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy