Fałszywe piórka „liberała”

Fałszywe piórka „liberała”

W „Polityce” (nr 41/2003) wywiad z Michałem Kamińskim. „Polityka” zapomniała najwyraźniej, jak to pan Kamiński jeździł do Londynu, żeby złożyć swoje wyrazy solidarności krwawemu dyktatorowi, mordercy Augustowi Pinochetowi. Janina Paradowska uznała to zapewne za grzech młodości rozmówcy, ja nie. Dopóki pan Kamiński nie odszczeka i nie przeprosi za to, co było, powiedzmy sobie szczerze, urąganiem prawom człowieka, sprawiedliwości i krwi ofiar, nie jest dla mnie jako demokrata i rozmówca o tejże demokracji jakimkolwiek partnerem. Fakt, że został posłem europejskim z ramienia partii, którą szybko zdradził, nie daje mu żadnego kwitu wiarygodności. Gdyby chociaż odznaczał się przenikliwością i jego diagnozy mogły być cenne dla myślących podobnie lub inaczej. Niestety, poseł europejski Michał Kamiński nawet z abecadła nie wyczytał lekcji. Mówiąc o ewentualnym poparciu dla Macierewicza, stwierdza: „To będzie taka skala poparcia, jaką ma Le Pen we Francji, od 8 do 10% dla radykalnej prawicy, która zawsze znajdzie sobie miejsce na naszej scenie politycznej i będzie miała wyborców”. Od posła europejskiego można wymagać rudymentów wiedzy o sytuacji w unijnych krajach. Otóż, kiedy wypowiadał te słowa, Front Narodowy Marine Le Pen (nie wiem, czy pan Kamiński zdał sobie sprawę, że dawno zastąpiła ojca) osiągnął właśnie w sondażach prawie 25% i staje się jedną z podstawowych partii republiki. Oznacza to nie tylko, że pan Kamiński jest niedoinformowany i nie wie, o czym mówi, ale także, że jego prognozy polityczne można o kant potłuc. Jakie bowiem idee pozwalają francuskiemu Frontowi Narodowemu szybować w popularności? Po pierwsze, antyeuropejskość, po drugie, wytwarzanie lęku przed imigrantami (muzułmańskimi i czarnymi przede wszystkim – polscy katoliccy blondyni z niebieskimi oczami nie mają się czego obawiać), po trzecie, strach przed ekonomicznym, politycznym, demograficznym etc. zagrożeniem zewnętrznym, przede wszystkim niemieckim. Program Frontu Narodowego w wydaniu Marine Le Pen nie jest więc wcale odległy (inna geopolityka sprawia, iż nie jest antyrosyjska i nic jej nie obchodzi smoleński wrak) od demagogii Jarosława Kaczyńskiego. Tutaj nie ma żadnej opozycji prawica-lewica. Marine Le Pen ma po części rację, kiedy protestuje przeciw nazywaniu swojej partii skrajnie prawicową. Podobnie PiS nie ma z konserwatywną prawicą wiele wspólnego. Sukces FN we Francji, a PiS w Polsce polega na dawaniu takich odpowiedzi, jakich znaczna część społeczeństwa oczekuje. Pan Kamiński ma częściowo rację, twierdząc, iż „jeśli popatrzymy na historię polskiej nowoczesnej polityki od końca XIX w., to inteligenckie partie prawicowe po prostu się nie udawały…”. To samo dotyczy PPS i wszelkich ugrupowań demokratycznie lewicowych. „Inteligenckość” partii, o ile dobrze rozumiem termin, to odwoływanie się do rozumu i abecadła moralnego. Gdyby brać to dosłownie, dla piewcy Pinocheta nie ma w nich miejsca. Czy jednak, patrząc na sondaże Marine Le Pen i Jarosława, mamy odtrąbić zmierzch rozumu? Nie sądzę.
Swego czasu ogromną popularnością cieszyły się koncepcje Dänikena. Był to facet, który autorstwo wszelkich trudnych do wyjaśnienia wydarzeń w historii naszej cywilizacji (np. budowę piramid) przypisał kosmitom. W ten sposób żaden prostak nie musiał się już zmagać ze skomplikowanymi wyliczeniami inżynierów, sporami archeologów… Na tym świecie wszystko jest w gruncie rzeczy proste. Trzeba tylko znaleźć klucz. Ja go właśnie znalazłem i wam daję (tutaj przerywają mówcy burzliwe oklaski). Zarówno „układ” Jarosława Kaczyńskiego, jak i „Europa bankierów i biurokratów” Marine Le Pen wpisują się w ten schemat. Nie ma to niczego wspólnego z lewicą albo prawicą. Również pojęcie populizmu, nawiązujące do schlebiających wyobrażeniom „prostych ludzi” sloganów amerykańskiej Populist Party z końca XIX w., a nawet do Popularów braci Grakchów w Rzymie 2. poł. II w. p.n.e., obiecujących rozdawnictwo zboża proletariuszom, nie opisuje zjawiska. Populizm to w istocie rzeczy dawanie zgodnych z oczekiwaniami obietnic bez pokrycia. Nasi bohaterowie – JK i MLP – idą dużo dalej: oferują nam manichejską wizję świata, w ramach której i pod budką z piwem można wszystko zrozumieć. W gruncie rzeczy nie to jest bowiem najgorsze, że jesteśmy biedni i odrzuceni. Prawdziwe pytanie brzmi: dlaczego? I oto już wiemy. Mamy klucz. Mamy wrogów i mamy mentorów. To ogromnie dla prostaczka ważne.
Na tym bazuje Michał Kamiński, stwierdzając: „Być może jest po prostu tak, że w tym elektoracie jest zapotrzebowanie na Macierewicza z Hofmanem”. A to jest już donos o błędzie zaniechania zdrowych na umyśle. Oczywiście najprostsze recepty JK i MLP są atrakcyjne. Czy jednak druga strona zadała sobie trud wyjaśniania, czynienia dostępnymi swoich działań i decyzji? Zostawia z całkowitą arogancją i pogardą dla budki z piwem plac dla Dänikenów. Tutaj Kamiński ma koniunkturalną rację. Skądinąd jednak minęły lata i szaleństwo Dänikena już się nie sprzedaje. Utonął w bezpamięci, podobnie jak inni posiadacze kluczy do prawdy. W historii nauki też było wiele teorii, będących dzisiaj już tylko pośmiewiskiem, chociaż podpisywali je najwybitniejsi swoich czasów. „Układ” to właśnie jedna z nich. Niedługo zblaknie, przestanie się liczyć. Jestem przekonany, że za parę lat nawet ćwierćinteligent będzie się śmiał, jak to z katastrofy lotniczej wymyślono spisek smoleński.
Żeby się doraźnie przeciwstawić kosmitofilom, spiskologom, nienawistnikom, potrzeba jednak nie tylko wiedzy, ale i czystych rąk. Nie ma ich ten, kto zanosił ryngraf (z Matką Boską rzecz jasna – nie ma innej postaci, którą by bardziej wykorzystywano do najprzyziemniejszych celów) do łoża chorego, co niczego nie usprawiedliwia, tysiąckrotnego mordercy. Michał Kamiński ubrał czarne w białe, a teraz gniewa go, że inni robią to samo, może lepiej. Dopóki nie przeprosi, nie mamy o czym gadać.

Wydanie: 43/2013

Kategorie: Felietony, Ludwik Stomma

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy