Fałszywy mit witaminy

Fałszywy mit witaminy

Amerykańscy eksperci: “Antyutleniacze w tabletkach nie chronią przed chorobami. Już lepiej jeść szpinak”

Miller Quarles, 84-letni nafciarz z Houston w Teksasie, postanowił, że będzie żył wiecznie. Nie tylko utrzymuje więc dwie młode przyjaciółki, ale także zażywa trzy razy w tygodniu końską dawkę beta–karotenu, codziennie zaś łyżkę stołową witaminy C i dwa gramy lizyny. Do tego popija koktajl odmładzający, składający się m.in. z aspiryny, cynku i selenu. Mieszkanie żwawego staruszka pachnie jak apteka.
Teksański milioner długo był pewien, że dzięki preparatom witaminowym nie dostanie choroby nowotworowej, Parkinsona, Alzheimera i nie umrze na zawał serca przez kilka dziesiątków lat. Niedawno jednak podczas lektury porannych gazet Quarles o mało nie zakrztusił się swym cudownym specyfikiem. Oto w kwietniu lekarze z renomowanego Instytutu Medycyny amerykańskiej National Academy of Sciences opublikowali obszerny raport, z którego wynika, że witaminy i mikroelementy w tabletkach i kapsułkach nie tylko nie zwalczają chorób, ale w dużych dawkach

mogą być szkodliwe.

Dotyczy to nawet witamin C i E, które znakomicie sprzedają się w aptekach. Tymczasem produkcja specyfików witaminowych w tabletkach i kapsułkach to złoty interes dla firm farmaceutycznych. Tylko w ubiegłym roku Amerykanie wydali na nie 5,7 miliarda dolarów, a Niemcy – ponad miliard marek.
Instytut Medycyny to organizacja prywatna, lecz poważna, przeprowadzająca badania na zlecenie rządu federalnego. Jego zalecenia zostaną wykorzystane w polityce żywieniowej i zdrowotnej Waszyngtonu. Raport, w którym wykorzystano wyniki niemal wszystkich studiów dotyczących witamin z ostatnich dwóch lat, potwierdza to, co od dawno głosili dietetycy – regularne spożywanie warzyw i owoców lepiej chroni przed zawałem i rakiem niż sztuczne witaminowe specyfiki. Amerykańscy eksperci po raz pierwszy zalecili jednak górne dawki spożywanych codziennie witamin.
W warunkach laboratoryjnych witaminy C i E rzeczywiście działają jako antyutleniacze, tj. “przechwytują” wolne rodniki tlenowe, powstałe w wyniku metabolizmu komórkowego, wpływów chemikaliów lub radiacji. Wolne rodniki wyrywają atomy tlenowe ze struktur komórkowych, powodując ich niszczenie. Prawdopodobnie z tego powodu współodpowiedzialne są za choroby nowotworowe i inne dolegliwości oraz procesy starzenia. “Nie ma jednak dowodów, że odizolowane witaminy działają w ludzkim organizmie

tak samo jak w probówce”,

powiedział Norman I. Krinsky, przewodniczący panelu ekspertów Instytutu Medycyny, profesor Tufts University School of Medicine w Bostonie. Niemiecki dietetyk, Gerd Glaeske, współautor poradnika “Gorzka medycyna naturalna”, twierdzi: “Ludzie wyciągają z korzystnych efektów zdrowego żywienia błędny wniosek: “Duża ilość dużo pomaga” i zażywają mnóstwo odizolowanych witamin”.
Niemal pewne jest natomiast, że dopiero skomplikowane, wzajemne oddziaływanie witamin i setek innych substancji powoduje dobrodziejstwa zdrowego żywienia. Tylko w roślinach znajduje się około 10 tysięcy różnych substancji, wpływających na ludzki organizm. Badacze poznali zaledwie 4 tysiące spośród nich. Wciąż nie wiadomo natomiast, w jaki sposób substancje te kompleksowo wpływają na zdrowie. Eksperci z National Academy of Sciences zalecają więc spożywanie pięć razy dziennie niewielkich ilości owoców i warzyw. W ten sposób można nie tylko pokryć dzienne zapotrzebowanie na witaminy i mikroelementy, ale także uniknąć niebezpiecznego przedawkowania.
Zbyt wiele witaminy C może spowodować kamienie nerkowe i uszkodzić DNA. Amerykańscy eksperci zalecają więc, aby w żadnym razie nie przekraczać przez dłuższy czas dziennej dawki 2000 miligramów, a najlepiej pozostać przy około 100 miligramach (tyle zawiera jeden owoc kiwi lub duża szklanka soku pomarańczowego). Tylko palacze, najbardziej narażeni na uszkodzenia komórek, powinni spożywać 35 miligramów więcej.
Za duża dawka witaminy E spowalnia krzepnięcie krwi. Maksymalna dzienna dawka zalecana przez Academy of Sciences – tysiąc miligramów, przy czym dla zdrowego człowieka wystarczy 15 miligramów. Nie trzeba przy tym zażywać preparatów z apteki. Witamina E zawarta jest w takich produktach jak orzechy, olej roślinny czy wątróbka. Witamina B6 i selen w zbyt dużych porcjach mogą uszkodzić nerwy (maksymalna dzienna dawka tych substancji, ustalona w raporcie – 400 mg). Przedawkowanie witaminy D grozi dolegliwościami nerek, a następstwem zbyt dużych ilości witaminy A mogą stać się nawet zniekształcenia płodu w łonie matki. Beta-karoten zwiększa

ryzyko raka płuc

w takim stopniu, że w kilku przypadkach musiano przerwać testy na ludziach. “Należy zdemaskować mit, że witaminy mają wyłącznie pozytywne skutki bez żadnych efektów ubocznych”, głosi Gerd Glaeske na łamach hamburskiego tygodnika “Der Spiegel”. Ale, zdaniem ekspertów, obecna “witaminomania” ma również irracjonalne przyczyny. Większość społeczeństwa zdaje sobie sprawę, że owoce i warzywa są zdrowsze i tańsze niż preparaty z apteki. Ludzie jednak są wygodni, wolą zajadać się stekami, potem szybko łyknąć tabletkę i mieć czyste sumienie.

 

Wydanie: 19/2000

Kategorie: Nauka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy