Nowa epoka: żyjemy w antropocenie

Nowa epoka: żyjemy w antropocenie

Naukowcy chcą ogłosić koniec holocenu

Wybitni naukowcy z Grupy Roboczej Antropocenu (The Anthropocene Working Group) zarekomendowali Światowemu Kongresowi Geologicznemu, który odbywał się w Kapsztadzie, ogłoszenie końca holocenu, trwającego od zakończenia ostatniej epoki lodowcowej, i przejście w nową epokę rozwoju planety – antropocen. Sama grupa przyjęła rekomendację niemal jednogłośnie, a 34 z 35 członków zespołu uznało, że na planecie jest dość dowodów na rozpoczęcie się nowej epoki geologicznej.

Holocen zaczął się ok. 12 tys. lat temu. Jeszcze niedawno niewiele zapowiadało, że skończy się tak szybko. Jednak to ludzie przyśpieszyli, a właściwie spowodowali nadejście kolejnej epoki. Antropocen od wszystkich innych epok odróżnia bowiem to, że nie jest efektem zmian niezależnych od mieszkańców planety, ale wynikiem ich działań. „Wpływ człowieka widać w badaniach stratygraficznych sięgających tysięcy lat wstecz. Jednak istotne oraz zsynchronizowane globalnie zmiany w ziemskim systemie bardzo wyraźnie zintensyfikowały się w okresie Wielkiego Przyśpieszenia, w połowie XX w.”, napisali członkowie grupy roboczej.

Właśnie w latach 50. XX w. naukowcy chcą umiejscowić początek nowej epoki. To wtedy postęp technologiczny spowodował, że na całym świecie zmienił się charakter nowych warstw geologicznych. Zaczęły w nich dominować elementy pochodzące od ludzi – od radioaktywnych osadów, będących wynikiem prób nuklearnych, przez plastikowe opakowania po obgryzione kości kurczaków. Ale wpływ ma też postępujące wylesianie, które objęło ogromne połacie planety, i wymieranie gatunków, które – jeżeli nie zwolni – doprowadzi do tego, że w perspektywie kilku wieków z Ziemi zniknie 75% z nich. By nie wspomnieć o najwyższej od milionów lat emisji CO2 do atmosfery oraz osadach pochodzących z zakładów przemysłowych i elektrowni.

Żeby oficjalnie uznać początek nowej epoki geologicznej, trzeba teraz przedstawić nowe zjawisko, zmianę i wyróżnik, który da się zaobserwować globalnie, a jego ślady na stałe pozostaną w odkładających się dziś warstwach naszej planety. Tak jak osady po uderzeniu meteorytu towarzyszące wielkiemu wymieraniu, do którego doszło 66 mln lat temu – na zakończenie kredy. Nie ma wątpliwości, że coś takiego istnieje. Pytanie, co wybierzemy. – Wybór mamy ogromny. Sygnałów jest bardzo dużo – mówił prof. Jan Zalasiewicz, geolog z University of Leicester, który szefował pracom zespołu roboczego.

Najbardziej prawdopodobne, zdaniem profesora, są osady będące efektem przeprowadzania testów broni nuklearnej, ponieważ widać je wyjątkowo wyraźnie. Nie można jednak wykluczyć innych, takich jak drobiny plastiku lub betonu. A nawet wysokiego poziomu azotu w glebie – wyniku powszechnego używania nawozów sztucznych. Przy odrobinie szczęścia możliwe, że wszystko uda się oficjalnie potwierdzić już za trzy lata. Mniej optymistyczne szacunki mówią o kilkunastu latach, ale to i tak wyjątkowo szybko. Tempo zmian oraz wielość sygnałów powinny dać nam do myślenia. Pokazują bowiem, na ile sposobów igramy z planetą.

Do myślenia powinna dać też nazwa. „Antropocen to podkreślenie nowej epoki, w której nasze wspólne działania dominują nad tym, jak działa planetarna mechanika”, komentował dla „Guardiana” prof. Chris Rapley, klimatolog z University College of London i były dyrektor londyńskiego Science Museum. Dodawał, że nazwa powinna zwrócić uwagę na to, że igramy z ogniem, kiedy majstrujemy przy ekosystemach zapewniających nam wodę, jedzenie i powietrze. „Planeta jest naszym systemem podtrzymywania życia. W zasadzie jesteśmy jak załoga na wielkim statku kosmicznym. Ingerencja w niego na tym poziomie i na taką skalę ma duży wpływ. Gdyby statek był mniejszy, nawet byśmy o tym nie pomyśleli”, snuł porównania. A teraz, warto dodać, zwykle robimy to bez refleksji.

Zmianę na antropocen zaproponował w 2000 r. noblista Paul Crutzen, laureat nagrody w dziedzinie chemii za badania nad zanikiem warstwy ozonowej. W artykule opublikowanym wówczas z Eugene’em F. Stoermerem argumentował nawet, że antropocen rozpoczął się wcześniej niż w połowie XX w., bo już w wieku XIX, w momencie wynalezienia maszyny parowej. To wtedy w pokrywach lodowych zaczęły się odkładać zwiększone ilości gazów cieplarnianych.

Nie data jednak jest tutaj najważniejsza, ale to, co oznacza zmiana epoki. „Nowa nazwa podkreśla ogrom odpowiedzialności ludzi, którzy są strażnikami Ziemi”, mówił Crutzen w 2011 r.

Fot. Domena publiczna.

Wydanie: 36/2016

Kategorie: Nauka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy