Mieć serce jak Włoch

Mieć serce jak Włoch

Niezwykła proteina znaleziona we krwi mieszkańców miasteczka Limone zapowiada rewolucję w leczeniu chorób serca

Korespondencja z Mediolanu

Mężczyzna miał wysoki poziom cholesterolu i podwyższony poziom trójglicerydów. Lekarz, który obejrzał wyniki, nawet się nie zdziwił – wystarczył powierzchowny rzut okiem na pacjenta – po pięćdziesiątce, nieco otyły, sportu nie uprawia, zjeść lubi, godzinami wyleguje się przed telewizorem, pali – nic dziwnego, że takie rezultaty. – Co panu dolega? – Nic, czuję się świetnie. – Zadyszka, ociężałość? – Nie. – Jeden z tych, którzy zawsze czują się świetnie – pomyślał zniechęcony medyk i zalecił kolejne badania. Wyniki zadziwiły wszystkich. Także samego pacjenta. Kiedy w 1979 r. pracujący na kolei mężczyzna zgłosił się na rutynowe badania, nawet nie przyszło mu do głowy, że jest szczęśliwcem, w którego krwi krząta się nieznana proteina, która wymiata tłuszcze i czyści arterie, chroniąc go przed zawałem.
Prof. Cesare Sirtorii, dyrektor katedry chemioterapii Uniwersytetu w Mediolanie i dyrektor słynnego centrum Palotti szpitala Niguarda, w 1979 r. wykrył w krwi swojego pacjenta nieznaną proteinę, którą nazwał Apolipoproteina A-1 Milano, mającą nadzwyczajne zdolności oczyszczające krew z tłuszczów. Proteina wymiata je do wątroby, a następnie eliminuje, dzięki czemu zapobiega zawałowi. Jak się później okazało, proteina ta występuje w krwi osób pochodzących z niewielkiego miasteczka Limone nad jeziorem Garda. Jednak nie u wszystkich. Niezwykłą proteinę znaleziono jedynie w krwi osób, które wywodzą się z jednej rodziny. Najprawdopodobniej początek dała jej para, która pobrała się w miejscowym kościele w połowie 1700 r. Proteina nie mogła się rozprzestrzenić, ponieważ przez wieki Limone było niewielką, odizolowaną osadą, do której można było dotrzeć, pokonując góry lub przeprawiając się przez jezioro. Żyjąc z dala od innych, mieszkańcy liczącego około tysiąc dusz Limone najczęściej pobierali się między sobą, nierzadko dochodziło do małżeństw w obrębie dalszej rodziny. Izolacja skończyła się dopiero w 1932 r., kiedy to oddano do użytku słynną Gardesana, jedną z najpiękniejszych na świecie tras widokowych.
Jak pokazały badania, w Limone żyje dziś 36 osób mających we krwi nadzwyczajną proteinę (na całym świecie prawdopodobnie 40). Najciekawsze jest jednak to, że liczba ta stale się powiększa. W ubiegłym roku przyszli na świat czterej nowi szczęśliwcy – Amadeo, Ariel, Guliano i Jacopo, a w październiku urodził się Vincenzo.
Choć szczęśliwych posiadaczy proteiny chroniącej przed zawałem jest niewielu, pozostali mieszkańcy, a jest ich dzisiaj jak przed wiekami około tysiąca, nie zazdroszczą im. Miasteczko jest bowiem słynne we Włoszech z długowieczności, żyje się tu długo i w dobrym zdrowiu. Naukowcy sądzą, że mieszkańcy Limone w dużej mierze zawdzięczają swoją długowieczność zdrowemu odżywianiu się. Podstawą diety są od wieków ryby z jeziora, oliwa z oliwek oraz owoce cytrusowe – pomarańczowe i cytrynowe ogrody są prawdziwą chlubą mieszkańców.
Odkryta przez przypadek proteina zelektryzowała środowisko naukowe. Jej właściwości podobne do działania tzw. dobrego cholesterolu, HDL, zapobiegającego tworzeniu się niekorzystnych zmian w tętnicach, obiecywały wiele. Jako pierwsza zainteresowała się nią szwedzka Pharmacia, której nie udało się jednak wyprodukować sztucznej proteiny. Cel ten osiągnęła natomiast amerykańska firma Esperion Therapeutics Ins. pod kierownictwem prof. Stevena Nissena. Testy na królikach i myszach okazały się bardzo obiecujące – wstrzyknięcie proteiny powodowało zanikanie blaszek miażdżycowych w tętnicach zwierząt. Te rewelacyjne wyniki sprawiły, że w 2003 r. zdecydowano się na eksperymenty na ludziach. Preparat zawierający sztuczną proteinę, o nazwie ETC-216, podano 47 pacjentom z ostrym zespołem wieńcowym. W ciągu zaledwie sześciu tygodni u chorych nastąpiła redukcja złogów miażdżycowych o 4,2%.
Prof. Sirtori nazwał te wyniki rewelacyjnymi. – Są ogromne powody do entuzjazmu, gdyż nigdy wcześniej nie udało się osiągnąć takich rezultatów w leczeniu chorób wieńcowych. Tradycyjne leczenie statynami (leki wprowadzone do praktyki klinicznej w latach 90. XX w.) zmniejsza ryzyko zawału o 30%, ale minimalnie usuwa zmiany miażdżycowe. Niewielką, w granicach 1%, redukcję złogów miażdżycowych można zaobserwować dopiero po 18 miesiącach leczenia. Eksperymentalny lek działa szybko i ma ogromne zdolności wymiatania złego cholesterolu, a także właściwości trombogenne i przeciwzapalne w leczeniu uszkodzeń naczyniowych.
W ubiegłym roku eksperymentalnym lekiem ETC-216 zainteresował się francuski kolos farmaceutyczny Pfizer, który wyasygnował ogromne kwoty na badania. Uczestniczy w nich 5 tys. pacjentów z całego świata. Jeśli się powiedzie, będzie to prawdziwa rewolucja w leczeniu chorób niedokrwiennych serca – chorzy będą mieli do dyspozycji terapię uderzeniową zdolną nie tylko do zatrzymania choroby, ale także, co do tej pory było niemożliwe, wywołującą ustąpienie jej przyczyn. Nowy lek oznacza również ogromne oszczędności. Zdaniem włoskiego kardiologa, lek z powodzeniem wyprze kosztowne zabiegi angioplastyki, polegające na mechanicznym poszerzeniu zwężonych tętnic serca (tzw. balonikowanie) oraz zastąpi tzw. bajpasy, czyli wszczepianie do mięśnia sercowego nowych naczyń krwionośnych. Nowy lek będzie prawdopodobnie podawany w formie kroplówki. Według przewidywań, trafi on do aptek na przełomie 2007 i 2008 r.

 

Wydanie: 50/2005

Kategorie: Nauka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy