Fatalne pomyłki sędziów

Fatalne pomyłki sędziów

W Polsce każdego można posadzić – i sądzić go tak długo, aż zostanie załatwiony

Co najmniej 70 tys. zł zadośćuczynienia otrzyma prof. Tomasz Hirnle, szef kliniki kardiochirurgii w Białymstoku, niesłusznie aresztowany i skazany pod zarzutem przyjęcia łapówki. Tę sumę sąd przyznał mu prawomocnym wyrokiem, trwa jeszcze postępowanie dotyczące 20 tys. zł odszkodowania, bo odwołali się i prokuratura, uważająca, że odszkodowanie się nie należy, i kardiochirurg, domagający się jeszcze 312 tys. zł za utracone zarobki. Siedem lat temu jego podwładny, zły za to, że prof. Hirnle nie przyjął go na specjalizację, wynajął mężczyznę i dwie kobiety, by zorganizować prowokację. Mężczyzna wcielił się w rolę pacjenta, jedna z kobiet udawała jego córkę. To ona położyła na biurku kopertę z 5 tys. zł, chwilę później do gabinetu wkroczyli powiadomieni uprzednio policjanci z wydziału antykorupcyjnego. Wydział działał od niedawna, zależało im na spektakularnym sukcesie. Żeby później wszystko wypadło wiarygodnie, policjanci przez telefon ustalali z kobietą, która podłożyła kopertę, jak powinna zeznawać.
Kulisy prowokacji wyszły na jaw, bo podwładny ordynatora nie zapłacił wynajętej przez siebie ekipie całej kwoty i ci stopniowo zaczęli sypać. Sytuacji prof. Hirnlego za bardzo to nie poprawiło, policjanci twierdzili, że cała akcja odbyła się lege artis. Kardiochirurg spędził dwa miesiące w areszcie, skazano go na osiem miesięcy z zawieszeniem na dwa lata, stracił stanowisko ordynatora, przeze wiele lat był oskarżony. Sprawa pewnie trwałaby krócej, bo sąd w końcu warunkowo umorzył postępowanie, ale profesor odwołał się, gdyż zależało mu na całkowitym uniewinnieniu. I taki też był finał. W 2011 r. zapadł prawomocny wyrok uniewinniający, lekarz wrócił na stanowisko ordynatora. Z trojga prowokatorów kobiety dobrowolnie poddały się karze, trwa jeszcze proces byłego podwładnego kardiochirurga oraz rzekomego pacjenta i trzech policjantów nadzorujących akcję.

Cudowna broń łapówka

W nieco lepszej sytuacji niż prof. Hirnle jest Zbigniew Zalewski, doktor matematyki, były wiceprezydent Szczecina w zarządzie Mariana Jurczyka. On już dostał 90 tys. zł zadośćuczynienia. W 2004 r. został efektownie aresztowany w urzędzie miasta pod zarzutem żądania 100 tys. zł łapówki od firmy uczestniczącej w przetargu na rozbudowę nabrzeży portu szczecińskiego. Groziło mu za to do pięciu lat. Oskarżenie opierało się na zeznaniach Jana S., znajomego Zalewskiego, który, wcześniej zatrzymany w tej sprawie, przypomniał sobie, że łapówki żądał na zlecenie Zalewskiego. Prezydent Jurczyk poręczył za swojego zastępcę, ale wiceprezydent na prawie trzy miesiące trafił do celi. Siedział z przestępcami kryminalnymi, którzy byli zadowoleni, że mają u siebie jednego z włodarzy miasta – i dawali mu to odczuć. Wyszedł za kaucją, sąd rejonowy go uniewinnił, prokuratura złożyła apelację, sąd okręgowy przekazał sprawę do ponownego rozpoznania, sąd rejonowy jeszcze raz wydał wyrok uniewinniający, prokuratura jeszcze raz się odwołała. Mimo że oskarżenie było oparte tylko na mało spójnych zeznaniach Jana S., złożonych w śledztwie i odczytywanych na kolejnych rozprawach, prokuratura podtrzymywała zarzuty. Zbigniew Zalewski został prawomocnie uniewinniony po sześciu latach. Chodzą słuchy, że determinacja prokuratorów była spowodowana nie bezrozumnym uporem, lecz tym, że wcześniejszy przetarg na rozbudowę nabrzeży szczecińskiego portu został zawyżony o 30% i nie doszedł do skutku. A miała go podobno wygrać ta sama firma, od której łapówki domagał się później Jan S., rzekomo na zlecenie Zalewskiego. Zalewski żądał wyjaśnień, kto jest odpowiedzialny za zawyżenie wartości przetargu, narażające miasto na większe wydatki. Firma i promujące ją osoby we władzach miasta miały stracić okazję do zarobienia dużych pieniędzy, więc zbyt wnikliwego Zalewskiego postanowiono skarcić.
Szef Zalewskiego, Marian Jurczyk, też przeżywał w tym czasie kłopoty z wymiarem sprawiedliwości. W 2005 r., rok przed wyborami samorządowymi, miał sprawę o spowodowanie strat w wyniku zerwania w 1998 r. umowy na budowę hipermarketu, zawartej z niemiecką firmą przez poprzednie władze miasta (niemiecki deweloper w procesie cywilnym odzyskał zadatek 5 mln zł z odsetkami). Rozdmuchane medialnie oskarżenie przyczyniło się do tego, że w 2006 r. Jurczyk przegrał wybory na prezydenta Szczecina. Rok później sąd skazał go na dwa lata z zawieszeniem na pięć oraz zobowiązał do zwrotu sumy przekazanej niemieckiej firmie (co oznaczało ruinę skazanego). Ostatecznie, po apelacji, Marian Jurczyk w 2009 r. został prawomocnie uniewinniony.
Sam Zalewski lądowanie miał miękkie, ponieważ objął, piastowaną już kiedyś, funkcję dyrektora szczecińskiego oddziału ZUS. Posady w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych, jak i w całej administracji, objęte są nomenklaturą partyjną. Gdy w 2007 r. wybory wygrała PO, premier Tusk powierzył stanowisko prezesa ZUS Sylwestrowi Rypińskiemu, który wymienił szefów oddziałów wojewódzkich, otwierając drogę do platformianego naboru. W 2009 r. prezes Sylwester R. został aresztowany pod zarzutem przyjmowania łapówek od firm pragnących świadczyć usługi na rzecz ZUS. Do aresztu trafili też dyrektor i wicedyrektor szczecińskiego oddziału ZUS – w ten sposób Zbigniew Zalewski ponownie został tam szefem.
Co do byłego prezesa Sylwestra R., to przesiedział on w areszcie pół roku i wyszedł za kaucją 200 tys. zł. Oczywiście o tym, kiedy zakończy się jego sprawa, nie można mówić nawet w przybliżeniu, bo akt oskarżenia trafił do sądu dopiero w przedostatni dzień 2011 r.
Młyny sprawiedliwości mielą zaś w Polsce wolno. 12 lat trwało, zanim wymiar sprawiedliwości uznał, że Jan Pamuła, były poseł UW i prezes Izby Rzemieślniczej w Krakowie, który w 1996 r. został oskarżony o przyjęcie dwóch łapówek (1,5 tys. dol. i 2,5 tys. zł), jest niewinny. Zapewne – nie przesądzając, czy ten proces także zakończy się uniewinnieniem – na podobny scenariusz czasowy powinien się przygotować były prezes ZUS.
W sprawie Pamuły prokuratura odwoływała się do końca, przekonana, że oskarżenie, oparte na pomówieniu ze strony człowieka skazanego za defraudację, jest wiarygodne. Pamuła, który z racji swoich funkcji i odziedziczenia w Krakowie paru kamienic, ma spory majątek, nie mógł przekonać organów ścigania, że raczej nie łaszczyłby się na łapówki o podobnej wysokości. Po prawomocnym uniewinnieniu wystąpił aż o 16 mln zł zadośćuczynienia i odszkodowania. Sprawę traktuje jako zemstę osób ze środowiska rzemieślniczego i bankowego. Miał bowiem zostać prezesem Banku Przemysłowo-Handlowego i zarabiać duże pieniądze, a oskarżenie mu to uniemożliwiło. Ostatecznie dostał niespełna 140 tys. Nie wiedzie mu się źle, jest prezesem lotniska w podkrakowskich Balicach. Jak mówi, irytuje go jednak bezkarność wymiaru sprawiedliwości.

Co cię nie zabije, to cię wzmocni

Prokuratorzy i sędziowie w Polsce nie są całkowicie bezkarni. Średnio dwóch-trzech prokuratorów rocznie jest wydalanych ze służby w wyniku postępowania dyscyplinarnego, podobna liczba sędziów traci stanowiska szefów sądów lub wydziałów. Z reguły jednak za wykroczenia i przestępstwa pospolite (zwykle związane z jazdą po pijaku), a nie za błędy proceduralne czy ewidentnie niesłuszne oskarżanie i sądzenie.
Jednym z bardziej znaczących przypadków naruszenia etyki sędziowskiej była sprawa sędziego Grzegorza W. z Bielska-Białej, który w 2008 r. został usunięty z zawodu przez Sąd Najwyższy, gdy bezspornie udowodniono (nie do końca wiadomo jak), że współżył z kobietą, którą sądził. Sędzia, człowiek obarczony rodziną, przyznał się do romansu z podsądną, tłumacząc się nagłym obustronnym porywem uczucia i wyjaśniając, że w żaden sposób nie wpłynęło to na jego orzekanie w tej sprawie. Nie pomogło. Kontaktów intymnych między sędziami a podsądnymi z pewnością jest więcej, choć nie wychodzą na światło dzienne. W przypadku Grzegorza W. sprawa ma jednak drugie dno, bo tenże sędzia został w 2006 r. zatrzymany przez CBA, gdyż podejrzewano, że bierze łapówki. Zaczął wtedy opowiadać o trzech innych sędziach przyjmujących korzyści majątkowe od biznesmenów i gangsterów. Prokuratura wystąpiła o uchylenie immunitetu tych sędziów, rozpoczęto śledztwo. W 2007 r., po przegraniu wyborów przez PiS, sprawa straciła jednak rozpęd. Nie doszło do sformułowania aktu oskarżenia, prokuratura uznała, że nie ma jakichkolwiek dowodów korupcji, a zeznania Grzegorza W. są niewiarygodne. I akurat wtedy wyszło, że romansuje on z podsądną. Trzej sędziowie zaś wytoczyli prokuraturze proces o naruszenie dóbr osobistych, wywalczając po 100 tys. zł odszkodowania. Dobrze to pokazuje, że wymiar sprawiedliwości nie dla wszystkich jest jednakowy, bo trudno sobie wyobrazić, by zwykły śmiertelnik, wobec którego prowadzono postępowanie niezakończone nawet aktem oskarżenia, mógł z tego powodu wygrać proces z prokuraturą.
Pamiętajmy jednak, że najwyższe dotychczas zadośćuczynienie za niesłuszne aresztowanie w III RP – 300 tys. zł – uzyskała właśnie, pod koniec 2011 r., sędzia Grażyna Zielińska, była wiceprezes Sądu Okręgowego w Suwałkach. Sędzia spędziła w celi pięć miesięcy, oskarżona o to, że w latach 2000-2005 miała brać łapówki za korzystne wyroki. We wszystkich instancjach została uniewinniona. Prawomocny wyrok zapadł w 2009 r., sędzia wróciła do pracy, choć już nie na stanowisko wiceprezesa.
Mniej szczęścia miała niestety sędzia Lucyna Łapińska, rzecznik dyscyplinarna suwalskiego sądu, oskarżona w tej samej sprawie. W 2005 r., dzień po rozpętaniu rzekomej afery, popełniła samobójstwo (utonęła w niewielkim stawie, nie stwierdzono działania osób trzecich).
Obie panie sędzie doświadczyły losu dziesiątków tysięcy Polaków zatrzymywanych na oczach bliskich, niesłusznie oskarżanych, zamykanych w aresztach, skazywanych na kary więzienia i śmierć cywilną. A czasem prawdziwą. Niektórzy bowiem nie wytrzymują i popełniają samobójstwo. Jak dr Maciej G., który przez pięć miesięcy był aresztowany w śledztwie dotyczącym załatwiania rent za łapówki i wyszedł na wolność, gdy zgodził się zeznawać przeciw innym lekarzom. Jak 21-letni Marcin L. pomyłkowo zatrzymany w sprawie zabójstwa.
Ci odporniejsi stają na nogi, niektórzy wywalczają odszkodowania. Nie zawsze mają taką możliwość. Bogdan Zieliński, naczelnik urzędu skarbowego w Częstochowie, został aresztowany w 2005 r. pod zarzutem przyjęcia w 1999 r. łapówki od Macieja Bramskiego ps. „Gruby”. Gangster wystąpił przeciw Zielińskiemu jako łapówkodawca świadek koronny. Zieliński na półtora roku trafił do aresztu, stracił pracę, był na zasiłku dla bezrobotnych. O zadośćuczynienie nie może się ubiegać, bo dopiero w lutym tego roku – po siedmiu latach od zatrzymania – zaczął się proces.

W państwie prawa

Niesłuszne oskarżenia często prowadzą do ruiny, utraty dorobku całego życia, wielomilionowych długów.
Krzysztof Smilgin i jego matka zostali aresztowani i niesłusznie oskarżeni o wyłudzenia VAT, a ich firma, eksportująca tkaniny na Wschód, upadła.
Krzysztof Stańko, właściciel domu wypoczynkowego na Opolszczyźnie, trafił do aresztu, fałszywie oskarżony przez świadka koronnego o produkcję amfetaminy.
Andrzej Żuromski, warszawski raper i właściciel firmy fonograficznej, oskarżony przez dilera o handel narkotykami, spędził w areszcie ponad siedem miesięcy, a proces przeciw niemu trwa już pięć lat. Lesław Kwitkowski, właściciel firmy handlującej stalą, został fałszywie oskarżony przez byłego wspólnika o fikcyjny obrót stalą i oszustwa podatkowe. Sąd uniewinnił Kwitkowskiego, ale urząd kontroli skarbowej wciąż domaga się od niego 2 mln zł wyłudzonego jakoby VAT, bo podobno kontrola skarbowa ma prawo inaczej oceniać stan faktyczny niż sądy.
Witold Szybowski, właściciel Polmozbytu Kraków, trafił na rok do aresztu pod zarzutem udziału w oszustwach przy prywatyzacji tej firmy i wyprowadzaniu z niej majątku. Na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy (uznanym przez sąd za nielegalne) szefem rady nadzorczej Polmozbytu został Jerzy Jakielarz z urzędu skarbowego kontrolującego tę firmę. Przez dwa lata, nie widząc konfliktu interesów, uczestniczył w kierowaniu nią i zarabiał duże pieniądze, po czym przeszedł na emeryturę. W tym czasie akcje Polmozbytu za bezcen skupił inny przedsiębiorca. Szybowski stracił firmę, wpadł w długi, jego proces trwa. Został taksówkarzem, większość dochodów zabiera mu komornik.
Podobne przykłady można mnożyć (o niektórych pisał „Puls Biznesu” w cyklu „Państwo w państwie”). We wszystkich tych sprawach policjanci, prokuratorzy i sędziowie nie mają sobie nic do zarzucenia. W takim właśnie państwie prawa żyjemy…
Andrzej Leszyk

Wydanie: 19/2012

Kategorie: Kraj

Komentarze

  1. Janusz Bartkiewicz - Wałbrzych
    Janusz Bartkiewicz - Wałbrzych 10 maja, 2012, 12:04

    Pomyłki sądowe są w przeważającej mierze efektem bylejakości postępowania, lub złej woli organów ścigania, tzn. policji i prokuratury. Z reguły rzadka się zdarza (wskaźnik uniewinnień poniżej 10%), aby ktoś został uniewinniony, jeżeli na podstawie materiałów śledztwa (policji i prokuratury)został przez sąd I instancji uznany za winnego i skazany. Życie pokazuje, że najbardziej idiotyczne zeznania obciążające podejrzanego, złożone np. przez świadka anonimowego, gdy już zostaną przyjęte w sądzie I instancji, mogły by być w sądzie odwoławczym, jako dowody, odrzucone. Sędzie w polskich sądach odwoławczych z reguły akt nie czytają (o czym m.in. mówi sędzia B. Piwnik), o czym każdy może się przekonać czytając uzasadnienie wyroku sądu II instancji. Roi się w nich od całych stron skopiowanych dosłownie (z błędami stylistycznymi i interpunkcyjnymi)z uzasadnienia sądu I instancji, z powtórzeniem całej (często nielogicznej) argumentacji. Ponadto wszelki zastrzeżenia co do sądowej logiki (art. 7 k.p.k.), sądy II instancji odrzucają, uznając je za polemikę z sądem. Skazany, bądź strona w postępowaniu cywilnym, nie ma praktycznie żadnych szans na udowodnienie swoich racji jeżeli występuje bez adwokata, a ponieważ usługi adwokackie do najtańszych nie należą, ci co nie mają pieniędzy w 99% sprawy przegrywają. Przegrywają, ponieważ adwokaci z urzędu sprawą się nie przejmują, a sądy nie mają obowiązku ich do tego przymusić. Jeszcze gorzej sprawa przedstawia się w postępowaniu cywilnym, gdzie człowiek ubogi pozbawiony jest praktycznie jakichkolwiek szans na dochodzenie swoich słusznych praw. Myślę, że całe zło zaczyna się w prokuraturze, albowiem prokuratorzy bezprawnie uzbrojeni zostali w immunitet, co praktycznie oznacza ich bezkarność (o skuteczności sądów dyscyplinarnych wspomina prof. Ćwiąkalski), a to pozwala im na łamanie praw człowieka i obywatela, łamanie procedury karnej, tworzenie fałszywych dowodów, bezprawne naciski na świadków itp. Gdyby każde podejrzenie o takie zachowanie było rozpatrywane przez niezależną od wymiaru sprawiedliwości komisję dyscyplinarna z uprawnieniami karnymi (np. sejmową , lub złożoną z prawniczych autorytetów), to sytuacja w polskich sadach uległaby diametralnej zmianie, z korzyścią dla społeczeństwa i państwa. Kilka uwag, co do bezprawnego charakteru immunitetu prokuratorskiego. otóż uważam go za bezprawny, ponieważ nie wspomina o nim Konstytucja RP, a wprowadzony został ustawą z dnia 20 czerwca 1985 r. o prokuraturze (art. 54), a zgodnie z Konstytucją wszyscy podlegamy takim samym prawom, które muszą być w stosunku do wszystkich tak samo stosowane. Konstytucja nie zawiera w swojej treści delegacji zezwalającej na odmienne prawne traktowanie prokuratorów. To jedynie sędziom, a nie prokuratorom art. 181 przydaje przymiot ograniczenia karalności, poprzez nadanie im sędziowskiego immunitetu, w brzmieniu, które zostało inkorporowane do ustawy o prokuraturze w postaci jej art. 54. I tu jest pies pogrzebany.

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. Kot Jarka
    Kot Jarka 17 maja, 2012, 04:06

    i nic o takich tuzach jak prok. Nowak, Myśliński, Giemza, Babiński, Wełna, Aleksandra Badtke, Agnieszka Kubicka, Dyko, Anna Hejna, Monika Lewandowska ?
    Czy sędzia Jedliński albo kwiat palestry krakowskiej który doprowadził do śmierci Curlica ?

    Odpowiedz na ten komentarz
  3. Labrador
    Labrador 12 września, 2013, 23:02

    Wypowiadam wojnę nieuczciwym sędziom, prokuratorom i adwokatom zalatwiaczom, na pierwszy ogień idą czarne owce z Poznania Adamczewska, Duczmal, Musielak, Domański, Pakulski, Joskowiak, Mazurkiewicz-Talaga. Kto stchorzy lub udzieli im pomocy dołączy do ich listy. Po ostatnim wyroku śmiało mogę nazwać ich złodziejami, wyludzili bowiem budynek wartosci 150 000 zł i inne majątkowe, wyludzili użytkowanie magazynu i placu skladowego na kwotę 400 000 zł, narazili na koszty, utratę pracy, zabrali czas i pieniądze na sprawy sądowe i koszty z tym związane. Poderwali dobre imię nazywając nas oszustami, gdy tym czasem to oni wszyscy razem wzięci to oszuści. Uniemozliwiali egzekucje z prawomocnego wyroku, w imię czego to robili skoro oszust dłużnik ani ich brat, ani swat. Robili to nieświadomie,? nic takiego, z premedytacją i planowo, Niekompetentni? Nic podobnego, dobrze sie znają na swojej czarnej robocie. Przynoszą wstyd pozostałym, którzy jednak tez milczą i jak trzeba tuszuja wystroju swoich kolegów po fachu. Cały świat sie dowie o waszym oszustwie, fałszywych zeznaniach i wielu innych

    Odpowiedz na ten komentarz
  4. Juraszek
    Juraszek 21 lipca, 2014, 02:06

    W Szczecinie sędzia SR Rafał Pawliczak, pomylił się i zapomniał powiadomić oskarżonych i obrońców o toczącym się procesie, wraz z prokuratorem przesluchiwał świadków. Do błędu przyznał się pisemnie i co? Nic. Sąd apelacyjny nie widział szczególnego w takim procedowaniu. Przesłuchiwanie świadków bez oskarżonych i obrońców było na rękę prokuratorowi, mógł odpowiednio manipulować świadkami. Sędzia to ten sam, który pomylił się wydając niesprawiedliwy wyrok na viceprezydenta Szczecina p.Zbigniewa Zalewskiego. Będąc 20 lat biegłym sądowym nie spotkałem się z tak wielkim absurdem, sądziłem że wyroki kapturowe to absolutna prehistoria a tym czasem w Szczecinie jest to nadal jest. praktykowane.

    Odpowiedz na ten komentarz
  5. janusz kopciuch
    janusz kopciuch 27 czerwca, 2017, 18:43

    to jakis absturd stulecia wymiar spradliwosci w szczecinie to jakas parodja sprawidliwosci….ale coz nie popieralem walesy kwasniewskiego komorowskiego caly czas panow kaczynskich i do karzdego pisalem skarge ze czekam na wyrok zasadzony klalzula wykonalnosci a takie mam dwa wyroki na moja korzysc i co>>>>????? lipa sady w szczecinie wydaja takie wyroki i cooo??? niccc adwokaci kturzy maja spulke z swymi zonami sedzinami lub kolesiami od kafki hmmm robia biznes na swej dzialalnosci aaaa wracajac do mej sprawy moja trwa juz 17 rok paranoja coz sedzia stwierdzil aa no tak kolejny moze juz 6 ty nie wiem skad takie zmiany ja nie prosilem jak poprosilem o zmiane sedziego to adwokat z szczecina mowil ze sedzia moe ukarze ze chce go zmienic i co wy na to ??? szok nie?? ok ok aa ostatnie spotkanie sedzia syn bylego prezesa sadu w szczecinie stwierdzil ze biegly ktorego sedzia poprzedni wyznaczyl jest nie3 ok nie posiada jakis uprawnien o biegly zeczeznawca mowi mu no oj pokonczylem rozne kursy ..iii zatem stary adwokat przeciwnej strony sypijajac na rosprawie odzywa sie do mnie dlaczego dostarczylem kopie a ja do niego ze wszyscy chca orginaly a orginal jest tylko jeden ale stary skurwysyn skpnpurowany z ta sekta sedziowska dalej nacioga i pewno przegram z ta mafia aaaa propo pan ziobro poproszony zostal o pomoc hhmm przyslal pismo do prezesa sadu w szczecinie a ten prezes pisze do mnie ze wszystko ok a ja wiem imoj dedektyw ze nie jest ok dedektyw wziol 10000 tys za miesiac chodzenia za ta mafia mam takie nagrania ze rece opadaja onie czyli sedziowie i ta cala sekta to maj mafia przepraszam za bledy i styl pisania ale juz mi peka co nieco chyba kupie cos od ukraincow.. pozdrawiam i prosze o pomoc prawnika z warszawy od ziobry a nie tych z szcecinaaa pozdrawiam

    Odpowiedz na ten komentarz
  6. janusz kopciuch
    janusz kopciuch 27 czerwca, 2017, 18:53

    ludzie moj ojciec dziadek w niewoli w niemieckiej nie zostal tak upodlony tak jak ja przez sedziow w szczecinie mam 61 lat przeciesz co mi mowia znajomi jak kurwa bys pozabijal tych zlodzieij to bys wyszedl juz na wolnosc wyrok 15 lat sprawa 17 lat wiec dwa lata spokoju i stabilnosci i charmoni w pracy uuuffffffffffff samnie wiem już co radzicie ludie napiszcie sory za bledy ale ja juz sie wypalam!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    Odpowiedz na ten komentarz
  7. janusz kopciuch
    janusz kopciuch 27 czerwca, 2017, 18:58

    ludzie pomocyyyy te kurwy prawnicy mnie zniszcza…a moj adwokat widze ze by bral forse ale jest bez radny boij sie narazic szok!!! cala rodzina mojego adwokata to prawnicy i co wy nato?? cos nie tak??
    on poprostu wziol forse i przyjdzie nowy idota co da kolejne 20 tys

    Odpowiedz na ten komentarz
  8. janusz kopciuch
    janusz kopciuch 27 czerwca, 2017, 19:00

    zaden prezydent nie pomogl wiec morze putina mam poprosic albo jakiegos syryiczyka ……smutna prawda ,,, a moze ktos napiosze wariat. debil..i cos wiecej cZekam na opinie prostych normalnych ludzi nie prawnikow oni juz mieli swe 5 min

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy