Fedrować jak gdyby nigdy nic

Fedrować jak gdyby nigdy nic

Górnicy w kopalniach węgla kamiennego pracują nadal, a nawet biją rekordy

Kontrast jest niesamowity. Jadąc wczesnym poniedziałkowym rankiem przez śląskie Gliwice, kierowcy mogą się czuć jak w święta – ulice świecą pustkami. Przed wiadomościami o godz. 6 w radiu audycja akcji „Zostań w domu”. Jednak tylko kilka kilometrów i minut później, przed wjazdem do Kopalni Węgla Kamiennego Sośnica, widać doskonale, jak wielu ludzi w domach pozostać nie może. Parking dla pracowników jest zapełniony do ostatniego miejsca, na przystanku autobusowym czekają górnicy i inni pracownicy wracający z nocnej szychty. Nie wszyscy chcą rozmawiać, nie tylko z powodu zmęczenia po ciężkiej pracy. Swoje robi niepewność wywołana koronawirusowym kryzysem. – Od 30 lat pracuję na przeróbce – mówi pani Anna przez maseczkę. – Mamy teraz obowiązek noszenia tych masek, ale i tak jest nas mniej niż zwykle, więcej osób jest na chorobowym, przynajmniej u nas na wydziale. Mamy utrzymywać między sobą dystans, o ile się da. Tak generalnie to wśród ludzi jest trochę strachu – co będzie w przyszłości z pracą.

Na razie o samą pracę branża górnicza bać się nie musi – przynajmniej nie z powodu rządowych obostrzeń, które tutaj obowiązują tylko w małym stopniu. Państwowa spółka, Polska Grupa Górnicza, do której także należy KWK Sośnica, zatrudnia w sumie ponad 40 tys. osób. Zakłady pracują. Według informacji spółki PGG wprowadziła pewne instrumenty bezpieczeństwa – obok obowiązku noszenia na terenie zakładów maseczek mierzona jest pracownikom temperatura, a pomieszczenia są dezynfekowane. We wszystkich kopalniach PGG działają sztaby kryzysowe, które mają wdrażać ostre wymogi bezpieczeństwa. Przykładowo w ruchu Halemba w KWK Ruda izoluje się od siebie poszczególne zespoły pracowników. Jak informuje spółka, składy tych zespołów w miarę możliwości pozostają niezmienne. Na początku kwietnia na dwutygodniową kwarantannę skierowanych zostało 20 osób, które współpracowały z jednym z pracowników ruchu Marcel, u którego stwierdzono zakażenie koronawirusem. Do wind, którymi zjeżdżają górnicy pracujący przy ścianach, wpuszczanych jest mniej osób i mają one stać do siebie tyłem. Więcej jest też wagoników, którymi górnicy dojeżdżają do ścian, i dzięki temu więcej w nich miejsca – teoretycznie. – Ale wiadomo, że ludzie chcą jak najszybciej wracać do domu – uśmiecha się pan Piotr. W Sośnicy pracuje od roku, w jego oczach strachu nie widać. Wszak praca przy ścianie to nieustające ryzyko utraty zdrowia i życia.

Jednak koronawirus zaczyna działać na branżę w pośredni sposób, w pewnym sensie potwierdzając obawy górników o przyszłość ich pracy. Postój innych sektorów przemysłu i całej gospodarki spowodował spadek zużycia energii, a to przekłada się na malejący popyt na surowiec ze strony elektrowni. Kontrolowane przez skarb państwa koncerny, np. Enea i Tauron, obecnie nie kupują w PGG, ponadto w ostatnich latach zainwestowały we własne ściany wydobywcze, produkują tańszy surowiec i same muszą redukować wydobycie, jak poinformował na początku kwietnia Tauron. Nie dziwi zatem, że w apelu opublikowanym 30 marca związek zawodowy Kadra Górnictwo pisał: „Utrzymanie zdolności produkcyjnych owocuje zapełnianiem się zwałów przykopalnianych z powodu braku odbioru wystarczającej ilości węgla”. Związkowcy z przewodniczącym Kadry Krzysztofem Stanisławskim apelują „do osób i instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo energetyczne kraju o natychmiastowe podjęcie działań ratujących branżę. Ratujmy miejsca pracy”.

Na razie jednak praca jest – i choć w różnych kopalniach i różnych przedsiębiorstwach sytuacja wygląda inaczej, środki zapobiegawcze są podobne. Jastrzębska Spółka Górnicza postanowiła wprowadzić zmianę systemu pracy, aby chronić pracowników – apeluje też do nich „o bezwzględne zachowanie szczególnej ostrożności i przestrzeganie podstawowych zasad higieny osobistej”. Podobnie jest w PGG, gdzie kadra pracująca na powierzchni, np. w administracji i rachunkowości, ma także możliwość pracy zdalnej. – Myślę, że u nas około połowy personelu pracującego na powierzchni pracuje zdalnie – opowiada inspektor dołowy jednej z kopalń PGG. I choć, jak mówi „niemal wszyscy są wystraszeni, bo przecież prawie wszyscy mają rodzinę”, to z jego relacji wynika, że gorzej mają ci, którzy pracują na dole. Zdalna praca jest z oczywistych powodów niemożliwa. A zalecenia zarządu dotyczące „dołu”? – Są te zalecenia, ale nie da się ich do końca zrealizować – mówi inżynier.

Gdy ostatni pracownicy po poniedziałkowej nocnej zmianie opuszczają gliwicki zakład, nad szybem kopalni wschodzi czerwone słońce. – Nie chcę rozmawiać, jestem po ciężkiej zmianie – tłumaczy górnik czekający na autobus. W jego oczach widać ogromne wyczerpanie i niepewność. W branżowej prasie kilka godzin później czytam: „Górnicy kopalni Sośnica wykonali w marcu rekordowy postęp drążenia chodnika: 608 m”. Pytania są dwa: czy górnicy nie zachorują masowo i czy po epidemii będzie jeszcze zbyt na ich węgiel?

Fot. P. Dziurman/REPORTER

Wydanie: 16/2020

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy