Franciszka powrót do korzeni

Franciszka powrót do korzeni

Paragwaj: „Ojcze nasz” w języku Guarani

Ostatnim przystankiem w Ameryce Południowej był Paragwaj – kraj regularnie nękany w ostatnich latach skandalami politycznymi i obyczajowymi. Jeszcze niedawno za sprawą impeachmentu prezydenta Fernanda Lugo nad Asunción unosiło się całkiem realne widmo powracającej dyktatury. Lugo, były duchowny i misjonarz w Ekwadorze, żarliwy wyznawca teologii wyzwolenia, został pozbawiony urzędu w nadzwyczajnym głosowaniu parlamentu, oskarżany przez opozycję o brutalne tłumienie protestów farmerów. Większość krajów na kontynencie nie uznała nowego prezydenta kraju, Federica Franca, zawieszając członkostwo Asunción we wspólnocie Mercosur i powodując stopniową izolację Paragwaju na arenie regionalnej.

Podczas pobytu w Paragwaju, będącym najbardziej katolickim krajem na półkuli zachodniej (jeśli chodzi o praktykujący odsetek populacji), Franciszek najwięcej miejsca poświęcił roli kobiet we współczesnym społeczeństwie oraz prawom do posiadania ziemi – kwestii absolutnie kluczowej dla bardzo licznej w Paragwaju grupy Indian Guarani. W homilii wygłoszonej w świątyni w Caacupé, 50 km od stolicy kraju, zwracając się do paragwajskich kobiet, przypomniał ich rolę w odbudowie kraju z ruiny, do jakiej doprowadziła tzw. wojna potrójnego przymierza (w Polsce zwana również wojną paragwajską) z lat 1865-1870.

Nie pozostała bez echa również wypowiedź Franciszka skierowana do Indian Guarani, od dawna walczących o tytuły własności ziemskich na obszarach zamieszkiwanych przez ich plemiona od tysiącleci. Franciszek wyraźnie zamanifestował solidarność z ich walką, podkreślając, że „nie wyobraża sobie mówić do rdzennych mieszkańców tej ziemi, którzy nie posiadają do niej praw”. Oddał też im hołd, wygłaszając podczas mszy w Caacupé modlitwę „Ojcze nasz” w języku Guarani.

Paragwajska część pielgrzymki wzbudziła też najwięcej kontrowersji i komentarzy pod względem politycznym, głównie za sprawą spotkania Franciszka z prezydentem kraju Horaciem Cartesem. Rozmowy papieża z głowami państw w czasie poprzednich wizyt były zapewne łatwiejsze niż spotkanie Cartesem. W przeciwieństwie do Boliwii i Ekwadoru Paragwaj rządzony jest bowiem nie przez lewicowych przywódców społecznych, ale przez konserwatywnego biznesmena milionera. Inaczej niż Correi i Moralesowi, Cartesowi jest zdecydowanie nie po drodze z polityką społecznej otwartości, redystrybucji dóbr i poszerzania praw mniejszości etnicznych. I choć spotkanie z głową państwa było krótkie i raczej kurtuazyjne, rzecznik Lombardi na konferencji prasowej przed powrotem papieża do Europy przypomniał słowa Franciszka, który nawoływał do konsolidacji demokracji i wzmocnienia instytucji społeczeństwa obywatelskiego w Paragwaju, nazywając je „niezbędnymi do stworzenia państwa równego dla wszystkich obywateli”.

W czasie mszy w Caacupé można było zauważyć w tłumie sporo argentyńskich flag – rodacy Franciszka licznie przybyli do sąsiedniego Paragwaju, aby wysłuchać przesłania bądź co bądź uniwersalnego dla całego kontynentu. Przybyła też prezydent Argentyny, Cristina de Kirchner, od lat pozostająca w chłodnych stosunkach z kard. Bergogliem. Krytykowana za nieumiejętną politykę gospodarczą i oskarżana o współudział w domniemanym zabójstwie prokuratora Alberta Nismana Kirchner wyraźnie złagodziła ton wobec Franciszka. Nic dziwnego – taki sprzymierzeniec może być wart setki tysięcy głosów dla jej partii w nadchodzących wyborach.

Ośmiodniowa wizyta papieża w Ameryce Łacińskiej z pewnością dowiodła, że będzie on konsekwentnie poruszał tematy ignorowane lub nawet zagłuszane przez jego poprzedników. Na południu mają one wydźwięk szczególny – w krajach, w których teologia wyzwolenia była przez lata jedyną nadzieją walki z nierównościami, a hierarchowie kościelni nierzadko reprezentowali brutalne prawicowe dyktatury i legitymizowali represje wobec studentów i lokalnych działaczy, słowa modlitwy w indiańskim języku znaczą więcej niż gdziekolwiek indziej. Franciszek wydaje się zdecydowanym obrońcą biednych w walce z bogatymi i Południa w rywalizacji z Północą. Pytanie tylko, czy on sam nie przegra ze spuścizną własnej instytucji – nawet „przepraszam” wypowiedziane do milionów wiernych może nie wystarczyć.

Foto: APFOTOLINKE/EASTNEWS

Strony: 1 2 3

Wydanie: 30/2015

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy