Fuszerka, i to jaka…

Fuszerka, i to jaka…

Prof. Kowalik w swojej książce krytycznie ocenił twórców i realizatorów polskiej transformacji

Polska transformacja była fuszerką od początku do końca. Tak można w jednym zdaniu streścić książkę prof. Tadeusza Kowalika pt. „www.polskatransformacja.pl”, która właśnie znalazła się na rynku księgarskim.
Oryginalność książki nie polega jednak wyłącznie na jej krytycznym charakterze; takich książek na temat transformacji pojawia się obecnie wiele, atrakcyjności tej publikacji dodaje dopiero fakt, że autor od pierwszych dni „Solidarności” należał do ścisłej czołówki działaczy tej organizacji. Przyjaźnił się z Bronisławem Geremkiem, Tadeuszem Mazowieckim, Jackiem Kuroniem i wieloma innymi znanymi postaciami tego ruchu. Spał z nimi na styropianie, informował i dyskutował o możliwościach zastąpienia jednego systemu przez drugi.
Prof. Kowalik odwołuje się zwłaszcza do pisemnych ostrzeżeń, które przekazywał ludziom najwyżej postawionym w hierarchii zaplecza intelektualnego „Solidarności” (zwłaszcza Geremkowi i Mazowieckiemu); pozostawały one jednak bez odpowiedzi. Dotyczyło to w szczególności społecznych skutków proponowanych zmian, te powinny być przecież najważniejsze dla każdego, kto chciał się identyfikować z „Solidarnością”. Brak reakcji na ostrzeżenia Kowalik tłumaczy niekompetencją ekonomiczną informowanych działaczy, a nie ich złą wolą. Chcieli oni zmienić rzeczywistość na lepszą. Większość z nich nie miała jednakże

zielonego pojęcia,

na czym transformacja taka powinna polegać. Wiedzieli tylko jedno: dotychczasowy system polityczny powinien zniknąć na zawsze, on bowiem był według nich przyczyną całego zła. Uwaga ta dotyczy nie tylko Bronisława Geremka i Tadeusza Mazowieckiego, lecz także Jacka Kuronia, Zbigniewa Bujaka i całych zastępów prominentnych działaczy „Solidarności”.
Niewiele mądrzejsza była strona rządowa. Jej przedstawiciele starali się znaleźć rozwiązania systemowe „na chłopski rozum”. Ireneusz Sekuła i Mieczysław Wilczek patrzyli na nie przez pryzmat przedsiębiorstwa, a więc mikroskali. Uważali, że wszystko, co jest dobre dla przedsiębiorstwa, będzie dobre dla kraju. Niekompetencja nie przeszkadzała im w autorytatywnym wypowiadaniu się na temat kierunku, w jakim zmiany systemowe powinny podążać. Co więcej, w pewnym momencie swojej kariery Sekuła i Wilczek zostali decydentami i od nich zależały działania transformacyjne podejmowane przez rząd. Jakby tego wszystkiego było mało, prof. Kowalik powątpiewa w kwalifikacje zespołu fachowców, którzy podjęli się przeprowadzenia tej transformacji, a więc Jeffreya Sachsa, Leszka Balcerowicza, Stanisława Gomułki i Vincenta Rostowskiego. Sachs, którego powszechnie uważa się za ojca „szoku”, na początku zgłaszał wątpliwości co do jego głębokości, przychylając się do poglądów postulujących łagodniejszą operację. Obawiał się bowiem „gniewu ludu”. Przekonany został jednak, że „Solidarność” spacyfikuje opinię publiczną.
O miernych – zdaniem Kowalika – kwalifikacjach Sachsa i Balcerowicza oraz pozostałych dwóch „podpowiadaczy” świadczy fakt, że przewidywane przez nich skutki operacji stabilizacyjnej nie miały nic wspólnego ze skutkami rzeczywistymi uzyskanymi w praktyce; skutki rzeczywiste były bowiem sześć razy gorsze niż te, których oczekiwano. Wystarczy – stwierdza prof. Kowalik – porównać

rzeczywiste i przewidywane skutki

powojennych planów trzyletniego i sześcioletniego, realizowanych w warunkach olbrzymiej niepewności i braku fachowców, by stwierdzić, że były one wielokrotnie mniej rozbieżne niż to, co wykonano na początku lat 90. W żadnym innym kraju Europy Środkowej nie miało to miejsca.
Olbrzymim mankamentem polskiej operacji transformacyjnej był całkowity brak dyskusji publicznej na ten temat. Pojedyncze głosy krytyczne zostały zlekceważone w myśl doktryny Zbigniewa Brzezińskiego: jeżeli jakiś pogląd jest ci niewygodny, uznaj go za nieistniejący; w żadnym wypadku nie polemizuj z nim.
Sejm kontraktowy zagłosował więc va banque, w ciągu jednego dnia przeszły wszystkie przygotowane projekty ustaw; głosowania były jednogłośne (lub prawie jednogłośne). Prof. Kowalik ustosunkowując się do tego faktu, zacytował późniejszą wypowiedź Aleksandra Małachowskiego: „Byliśmy trochę jak barany prowadzone na rzeź, godząc się na szokową terapię. Balcerowicz wraz z Sachsem zwyczajnie nas, posłów bez doświadczenia, oszukali”.
Zdaniem Kowalika, plan Balcerowicza to brawura zmieszana z niewiedzą. Był on niepotrzebny, trzeba było przestudiować choćby założenia i doświadczenia reformy chińskiej, która przyniosła wyniki o wiele lepsze, i to długofalowe, co więcej, obyła się bez drastycznych spadków PKB i produkcji przemysłowej, bez bankructw przedsiębiorstw, a zwłaszcza bez nagłego obniżenia stopy życiowej społeczeństwa, zróżnicowania dochodów, powstania w wyniku reformy olbrzymiego bieguna biedy, zagrabienia majątku publicznego przez grupkę cwaniaków i zwykłych złodziei. Po co nam była likwidacja PGR-ów i pozbawienie pracy pół miliona ludzi, a środków utrzymania – 2 mln członków ich rodzin? Komu potrzebne było

skazanie na bankructwo

prawie 600 najlepszych przedsiębiorstw, które „zniknęły” w ramach Narodowych Funduszy Inwestycyjnych? Czy nie było innej drogi prywatyzacyjnej niż doprowadzenie do bankructwa setek przedsiębiorstw przejętych następnie przez kapitał zagraniczny za darmo?
Wykorzystywane przez Balcerowicza argumenty, że Polska w porównaniu z 1989 r. w wyniku transformacji ma w Europie Środkowej i Wschodniej najlepsze wyniki, są bałamutne. Po pierwsze, porównywanie się z rokiem 1989 jest akurat w przypadku Polski mylące; druga połowa lat 80. to nie był okres osiągnięć polskiej gospodarki, zwłaszcza rok 1989 był okresem recesji. W innych krajach Europy Środkowej uzyskiwano wtedy lepsze rezultaty niż w Polsce. Porównywanie się z rokiem recesji zawyża nasze późniejsze „osiągnięcia”.
Po drugie, inne kraje, wzorując się na transformacji polskiej (choć o wiele mniej szokowej), popełniły ten sam błąd. Wskazał na to wiele lat później Jeffrey Sachs, odcinając się zdecydowanie od tych praktyk (które w roku 1990 mocno rekomendował) i potępiając je.
Terapii szokowej nie da się dziś obronić, podsumowuje swe wywody Tadeusz Kowalik. Powinien to zrozumieć Leszek Balcerowicz, który nadal, z uporem godnym lepszej sprawy, broni swych poglądów. Nie bierze pod uwagę faktu, że w świecie ma miejsce totalny odwrót od doktryny neoliberalizmu. Piszą dziś bardzo krytycznie na ten temat laureaci Nagrody Nobla, Joseph Stiglitz i Paul Krugman, pisze George Soros i wielu, wielu innych. Noblem nagrodzono ekonomistów, którzy udowodnili, że własnością publiczną można zarządzać równie dobrze jak prywatną; prywatyzacja za wszelką cenę nie jest więc wskazana.
Leszek Balcerowicz chce jednak nadal prywatyzować, począwszy od kultury, poprzez służbę zdrowia, emerytury, wszystko, co się da. Jego poplecznicy z PO pod młotek prywatyzacyjny mają zamiar oddać 800 kolejnych spółek państwowych, prawie resztkę z tego, co zostało.
Na koniec tej recenzji chciałbym podtrzymać jedną z głównych tez prof. Kowalika, iż nie jest prawdziwy pogląd głoszony przez Balcerowicza, że w momencie początkowym transformacji nie było innych poglądów niż ten, który wdrożono do praktyki. Był przecież inny od Balcerowicza punkt widzenia Kowalika, publikowałem też swoje poglądy w formie artykułów i książek.

Tadeusz Kowalik, www.polskatransformacja.pl, Muza, Warszawa 2009

Autor jest profesorem, rektorem Wyższej Szkoły Ekonomiczno-Informatycznej

Wydanie: 3/2010

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy