Futbol mógłby być piękny

Futbol mógłby być piękny

Susza. Niespotykane od lat upały. Początek kampanii prezydenckiej. Nie mający końca korowód problemów z rządem Jerzego Buzka. Jest więc o czym pisać. I pewnie warto byłoby zająć się tymi sprawami. Ale nie teraz, gdy trwają mecze finałowe Mistrzostw Europy w piłce nożnej. Zawody w jakiejś mierze historyczne, bo po raz pierwszy mecze rozgrywane są w dwóch krajach: Belgii i Holandii. Mamy więc już dosłownie futbol bez granic.

Miliony kibiców rozumieją, że inne niż mecze sprawy muszą zejść na dalszy plan. A tych, którzy na widok kibiców pukają się w czoło, i tak nic nie przekona. Dla nich kibic to barbarzyńca z kastetem i drągiem w ręku, atakujący wszystko i wszystkich na swojej drodze. To zdziczały tłum pijanych troglodytów. Taki jest symbol kibica piłkarskiego u schyłku wieku. Niestety. Nieważne jest przy tym to, że dla większości uczestników tych burd i zamieszek sam mecz piłkarski jest tylko pretekstem. Dla nich sport nie ma żadnego znaczenia. Liczy się tylko rozróba. Dla świata są znakiem czasu. Symbolem nieskuteczności i bezradności systemów wychowawczych, religii i ideologii. Są, w jakiejś mierze, wyrzutem sumienia, bo przyczyny ich rozszalałej agresji i frustracji nie są do końca rozpoznane.
Gdyby ciągle nie dawali o sobie znać, paraliżując życie miast, w których są rozgrywane mecze, łatwiej byłoby dostrzec magię futbolu. Jego nieprzewidywalność, zaskakujące akcje i wyniki. To o piłce można powiedzieć, że w czasie meczu możliwe jest absolutnie wszystko.
Dla kibiców-telewidzów mistrzostwa są bardzo ciekawe, a większość meczów pasjonująca. I tylko jednego żal. Nie grają w nich Polacy. Nigdy nie udało się nam awansować do finałów europejskich. Największe sukcesy odnosiliśmy w mistrzostwach świata i na olimpiadach.
Niestety, to już historia. Zamiast finałów mieliśmy długą piłkarską wojnę działaczy. Ówczesny prezes UKFiT, Jacek Dębski, przybierając pozę jedynego sprawiedliwego, wydał wojnę kierownictwu PZPN, oskarżając je o wszelkie możliwe przestępstwa. Dziś, gdy jest nowy szef sportu i nowy szef PZPN, nadszedł czas oceny samego Dębskiego. Kontrola NIK za 1999 rok jest dla niego druzgocąca. Okazuje się bowiem, że człowiek, który stale mówił o matactwach działaczy piłkarskich, sam za pieniądze Urzędu (czyli podatników) wysyłał swoich kolegów partyjnych z AWS – Kazimierza Janiaka i Jacka Rybickiego – na wycieczki. Oglądali sobie mecze piłkarskie we Francji i Hiszpanii. Dawał także zarobić posłowi Wełnickiemu, też z AWS, który opracowywał dla Urzędu zasady funkcjonowania klubów parafialnych (?). NIK zarzucił również Dębskiemu wydawanie publicznych pieniędzy w restauracjach i kawiarniach. Minister swoje zachowanie tłumaczył w wywiadzie dla “Przeglądu Sportowego” tym, że “polska prawica łasa jest na desery”.
Futbol mógłby być piękny. Trzeba tylko wyeliminować kibiców-troglodytów i takich działaczy jak b. minister.

Wydanie: 26/2000

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy