Gdzie jest człowiek-małpa?

Gdzie jest człowiek-małpa?

“Potwór ze stalowym pazurem” sieje popłoch w Indiach

Przypadek zbiorowej halucynacji? Szatański spisek bandytów? Dywersja tajnych służb Pakistanu? Stolicę Indii, Delhi, oraz ludność kilku stanów, terroryzuje tajemniczy potwór, człowiek-małpa. Policja na próżno uspokaja, że małpolud nie istnieje, że jest wytworem wyobraźni. Przerażeni mieszkańcy, uzbrojeni w pałki, miecze i kije patrolują wąskie ulice wielkiego miasta, gotowi odeprzeć atak czyhającej w ciemnościach bestii.
Dziennikarze na całym świecie zacierają zaś ręce, trafił im się bowiem znakomity temat jeszcze przed początkiem sezonu ogórkowego. Gdy jednak poważna gazeta “New York Times” zamieściła na pierwszej stronie obszerny artykuł o człowieku-małpie, została skrytykowana przez poprawnych politycznie publicystów za to, że “W duchu neokolonialnym podtrzymuje uprzedzenia dotyczące Indii i innych krajów rozwijających się”.
“Małpia afera” miała ogromny zasięg. W szczytowym momencie histerii stróże prawa w Delhi odbierali dziennie ponad 80 sygnałów o pojawieniu się złowrogiej istoty. Podczas panicznej ucieczki przed potworem zginęły cztery osoby. Kobieta w ciąży straciła życie, gdy upadła, zbiegając w pośpiechu z wysokich schodów. Śpiący na dachu 30-letni mężczyzna o imieniu Vinod, zbudzony przez przeraźliwe okrzyki:

“Bandar aaya hai!”

(małpa przybyła), skoczył w dół i zabił się. Podczas ucieczki przed tajemniczym małpoludem 60 osób zostało rannych. Z Delhi panika przeniosła się w inne regiony Indii. W stanie Assam potwór jakoby pokąsał i podrapał 20 wieśniaków. Zatrwożeni chłopi poprosili hinduistycznych kapłanów o odprawienie modłów w celu przebłagania “złego ducha”.
“Małpi interes”, jak określił to dziennik “Hindustan Times”, rozpoczął się 18 kwietnia. Pewien kierowca rykszy, blady jak śmierć ze strachu, zgłosił się na policję, opowiadając: “Mój pasażer w pewnej chwili zmienił się w małpę, rzucił się na mnie i usiłował mnie ugryźć”. Wieść o pojawieniu się potwora rozeszła się lotem błyskawicy, szybko docierając do 13-milionowej metropolii Delhi, a zwłaszcza do jej wschodnich dzielnic za rzeką Jamuna, gdzie osiedla się wielu przybyszów z ubogich stanów Utar Pradesz i Bihar. Panika sparaliżowała życie w wielu rejonach miasta. Kiedy nastał wieczór, sterroryzowani mieszkańcy nie kładli się. “Nie śpię nocami i zawsze mam w pogotowiu solidny bambusowy kij”, wyznał 22-letni Jadav. Władze utworzyły specjalną brygadę policyjną, złożoną z trzech tysięcy funkcjonariuszy, mającą wytropić potwora. Elektrownie, które zazwyczaj ze względów oszczędnościowych wyłączają prąd w ubogich dzielnicach, tym razem odstąpiły od tego zwyczaju, toteż domy za rzeką Jamuna były oświetlone przez całą noc jak choinki. Wielu mieszkańców Delhi przesypia upalne noce na balkonach i dachach. Zazwyczaj to oni atakowani są przez małpoluda. 20-letnia studentka, Mamta, obudziła się w środku nocy. Sąsiedzi krzyczeli: “Ratujcie się! Przybyła małpa!”. Dziewczyna chciała zbiec po schodach, kiedy dopadła ją dziwna istota: “Napastnik wyglądał jak mężczyzna w czarnej szacie, z małpią twarzą, jakby pomalowaną na czarno. Miał żelazne buty i metalowe pazury, którymi podrapał mi twarz. Przerażona spadłam z dachu i mocno się potłukłam”. 13-letni uczeń, Karan Seghal z Ghazabiadu, mieszkający naprzeciwko posterunku policji, ujrzał nagle w swym domu zagadkowego stwora, siedzącego na werandzie: “Miał czarny hełm, czarną twarz, stalowe ciało i żelazne szpony długie na siedem centymetrów. Rzuciłem się do ucieczki, lecz małpolud był szybszy i pazurami pokaleczył mi nogi. Zniknął jak duch, gdy nasz pies zaczął przeraźliwie ujadać”.
Świadkowie, opisujący rzekomego potwora, podają różne wersje. “Miał metr wysokości i wyglądał jak małpa, kiedy jednak złapałem go za futro, zmienił się w kota z błyszczącymi, brązowymi oczyma”, twierdził pewien mieszkaniec Delhi. Według innych relacji, bestia, wysoka na ponad dwa metry, ogląda świat gorejącymi, czerwonymi ślepiami, zaś na jej piersi

świecą zielone światła.

Jeszcze inni zapewniali, że małpolud ma: “Zielone, fosforyzujące oczy i wielką, metalową, srebrną rękę”. Pewien chłopiec powiedział przed kamerami telewizji indyjskiej: “Człowiek-małpa przybył tu w latającym talerzu. Wiem to od mojego taty”. Dr Sandeep Vohra ze Stowarzyszenia Psychiatrów w Delhi uważa, że ojciec tego dziecka powinien skorzystać z pomocy lekarskiej: “Mamy tu niewątpliwie do czynienia z przypadkiem zbiorowej psychozy i masowej histerii. Do podobnych wydarzeń doszło 10 lat temu w Nigerii, gdy mężczyźni lękali się, że po spotkaniu z obcym utracą genitalia. Zbiorowe psychozy miały miejsce także w krajach rozwiniętych, np. w latach 30. w USA, gdy wiele osób pod wpływem książki H.G. Wellsa »Wojna światów« wierzyło, że Marsjanie potajemnie żyją wśród ludzi”.
Doktor Vohra podkreśla, że obrażenia, powstałe w wyniku ataku małpoluda, poszkodowani tak naprawdę sami sobie zadali, aby znaleźć się w centrum uwagi. Te obrażenia to tylko lekkie zadrapania. Lekarze nigdzie nie znaleźli śladów zwierzęcych kłów czy pazurów. Cały “małpi interes” mógł powstać tylko dzięki łatwowierności niewykształconych wieśniaków, którzy przybyli do Delhi z Utar Pradesz.
Podobnego zdania są aktywiści Indyjskiego Zrzeszenia Racjonalistów, podkreślający, że ta żenująca sprawa stanowi międzynarodową kompromitację całego kraju. Zwrócili oni uwagę, że nigdzie nie znaleziono śladów czy włosów domniemanego potwora. Zdaniem Racjonalistów, winę za wybuch histerii ponosi przede wszystkim policja. Stróże prawa, zamiast uspokoić społeczeństwo, potraktowali “małpi interes” z niezwykłą powagą. Policja sporządziła m.in. komputerowe portrety pamięciowe “sprawcy”, jakby chodziło o przestępcę z krwi i kości. “Rysunki te wyglądały jak ilustracje do książki »Planeta małp«, sporządzone przez siódmoklasistę”, skomentował szyderczo amerykański magazyn “Salon”. Władze wyznaczyły również 50 tys. rupii (1063 dolary) nagrody za pomoc w wytropieniu małpoluda. Nic dziwnego, że ludzie widzieli potwora za każdym rogiem.
Działacze Stowarzyszenia Racjonalistów uważają, że policjanci, zamiast uganiać się za fantomem, powinni raczej chronić ofiary nieobliczalnego motłochu. Samozwańcze

“patrole obywatelskie”
poturbowały

hinduskiego mistyka oraz mężczyznę, który późno wrócił do domu. Obaj pechowcy zostali wzięci za człowieka-małpę. Pobito również dziewczynę, rzekomo opętaną przez ducha potwora.
Policja wysunęła kilka hipotez na temat tych niezwykłych wydarzeń. Przypuszczano, że w aferze maczają palce agenci pakistańskiego wywiadu ISI, pragnący destabilizować sytuację w Indiach. Potem komisarz Suresz Roj doszedł do wniosku, że to pospolici złoczyńcy przebiegle udają małpoluda. Za kratki trafiło 12 osób, w tym złodziejaszek o imieniu Dharmenda, przyłapany z małpią maską na twarzy, który tłumaczył się: “Taka maska jest bardzo pomocna podczas włamań, bowiem ludzie zaraz mają pietra i zwiewają z mieszkań jak szaleni”. W areszcie znalazł się także lekarz Nagendra Kumar Sagar, który pomalował rękawiczki chirurgiczne na czarno i nadmuchał je, aby wyglądały jak szpony. Następnie zrzucił je z balkonu swego mieszkania na drugim piętrze na przejeżdżających ulicą motocyklistów. Doprowadziło to do wybuchu paniki w całej dzielnicy. Zdemaskowany żartowniś tak wyjaśniał motywy swego czynu: “Nudziłem się, bo w naszej dzielnicy małpoluda jeszcze nie widziano”.
Ostatecznie policja wydała komunikat, zapewniając, że człowiek-małpa nie istnieje, zaś opowieści o nim były tylko odrodzeniem dawnego mitu wieśniaków. Po tym oświadczeniu sytuacja w Delhi uspokoiła się trochę, ale potwory pojawiły się w innych regionach, np. w Radżastanie, gdzie mieszkańców trwoży “człowiek-kot” i w Assam, gdzie jakoby grasuje “człowiek-niedźwiedź”.

Wydanie: 23/2001

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy