Burzliwa przeszłość Joschki Fischera

Burzliwa przeszłość Joschki Fischera

Czy rzucone przed laty w policjantów koktajle Mołotowa zakończą karierę szefa dyplomacji Niemiec? Wicekanclerz i minister spraw zagranicznych Niemiec, Joschka Fischer, musi stawić czoło swej przeszłości. Z mediów pada pytanie: „Czy człowiek, który rzucał kamieniami i bił policjantów, powinien reprezentować państwo wobec świata?”. Rzucone przed ćwierćwieczem kamienie, czy też toczone ze stróżami prawa bijatyki z pewnością ujdą popularnemu politykowi na sucho. Pojawiają się jednak poważniejsze oskarżenia. Oto Joschka Fischer był rzekomo zamieszany w zamach na życie funkcjonariuszy podczas bitwy ulicznej w maju 1976 r. Prokuratura we Frankfurcie wciąż prowadzi śledztwo w tej sprawie. Usiłowanie zabójstwa w Niemczech nie podlega bowiem przedawnieniu. 53-letni Joschka Fischer, polityk współrządzącej nad Renem Partii Zielonych, nigdy nie ukrywał, że jako młodzieniec był lewicowym radykałem i walczył ze „świńskim systemem”, „reakcyjną władzą” i „praktyką kapitalizmu”. Przyznawał, że brał udział w manifestacjach i starciach z policją. Obecny wicekanclerz wolał jednak nie wdawać się w szczegóły. Jak ironicznie zauważył magazyn „Der Spiegel”, życzliwy przecież sprawującej władzę w Niemczech lewicowej ekipie, Joschka Fischer przypomina sobie poszczególne wydarzenia dopiero wtedy, kiedy ujawni je ktoś inny. Obecnie lawinę zarzutów wprawiła w ruch Bettina Röhl, dziennikarka i córka słynnej terrorystki, Ulrike Meinhof. Pani Röhl ma osobiste porachunki z pokoleniem lewicowych rebeliantów 1968 roku, którego Joschka Fischer jest najbardziej eksponowanym przedstawicielem. To przecież z ich winy wychowywała się bez matki. Ulrike Meinhof, zaślepiona lewacką ideologią, weszła na bezdroża terroryzmu i stała się czołowym ideologiem Frakcji Czerwonej Armii (RAF). Swe małe córeczki Ulrike wysłała na Sycylię, gdzie wegetowały w barakach dla ofiar trzęsienia ziemi. Potem dzieci miały trafić do obozów palestyńskich uchodźców na Bliskim Wschodzie i tylko cudem uniknęły tego losu. Ulrike Meinhof została aresztowana i powiesiła się w więzieniu. Bettina Röhl pragnie za wszelką cenę wziąć odwet na wicekanclerzu za tragedię swej rodziny. Pożyczyła stare fotografie od reportera „Frankfurter Allgemeine Zeitung” i sprzedała je magazynowi „Stern”. Na zdjęciach widać pięciu długowłosych manifestantów bijących i kopiących policjanta. Dziennikarka Röhl szybko ustaliła, że do incydentu tego doszło 7 kwietnia 1973 r. podczas demonstracji we Frankfurcie, zaś jednym z bijących jest obecny minister spraw zagranicznych. Joschka Fischer. W czarnym hełmie motocyklowym na głowie ruszył na pojedynczego policjanta. Funkcjonariusz przyjął wyzwanie, a wtedy do akcji ruszyło czterech towarzyszy Fischera. Przyszły wicekanclerz zaczekał w bezpiecznej odległości, aż jego kompani obezwładnią stróża prawa, po czym podszedł i pięścią w rękawicy zadał bezbronnemu kilka ciosów. Napastnicy uciekli dopiero wtedy, gdy pojawiło się kilku policjantów z pistoletami w dłoniach. Dziennikarze zidentyfikowali poturbowanego w 1973 r. funkcjonariusza. Emerytowany policjant, Rainer Marx, nie żywi do obecnego wicekanclerza urazy. „W końcu nie każdy dostał po głowie od ministra spraw zagranicznych. Jeśli Fischer dokonał tak wiele w polityce, należy mu wybaczyć”, powiedział reporterom. Wicekanclerz zamierza spotkać się z byłym policjantem, aby ostatecznie zamknąć ten rozdział przeszłości. W ataku na funkcjonariusza wziął udział Hans-Joachim Klein, towarzysz Joschki Fischera w walce z „burżuazyjnym państwem”. Klein uznał później, że rzucanie kamieniami nie wystarczy i przyłączył się do osławionego terrorysty „Carlosa”. Wraz z nim uczestniczył w napadzie na ministrów państw OPEC, w Wiedniu w 1975 r. Zginęły wtedy trzy osoby. Klein długo ukrywał się we Francji i został wytropiony w 1998 r. Jego proces toczy się obecnie we Frankfurcie. 16 stycznia na rozprawie będzie musiał wystąpić w charakterze świadka Joschka Fischer, chociaż usilnie starał się tego uniknąć, proponując przysłanie zeznań na piśmie. Zdaniem niemieckich mediów, będzie to wydarzenie w dziejach RFN bez precedensu – urzędujący szef dyplomacji pojawi się przed sądem, aby wyjaśnić swoje związki z dawnym towarzyszem, który stał się terrorystą. Hans-Joachim Klein oświadczył na rozprawie, że podczas „rewolucyjnych” lat we Frankfurcie Fischer był jego „przyjacielem i wzorem”. Obecnie wicekanclerz wolałby zapomnieć o takiej przyjaźni. Kiedy Joschka Fischer zrozumiał, że nie uniknie złożenia zeznań, udzielił wywiadu „Sternowi”. „Tak, byłem wojowniczy. Zawsze jednak odrzucałem walkę zbrojną i ostro zwalczałem ją metodami politycznymi. Zajmowaliśmy domy (przeznaczone do zburzenia przez spekulantów

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 03/2001, 2001

Kategorie: Świat