Robotnik, prezydent, więzień

Robotnik, prezydent, więzień

Dwukrotny prezydent Brazylii Luiz Inácio Lula da Silva trafi do celi

Wszystko wskazuje, że były dwukrotny prezydent Brazylii Luiz Inácio Lula da Silva stanie się wkrótce najbardziej znanym więźniem na świecie. Najwyższy Trybunał Federalny, sześcioma głosami przeciwko pięciu, postanowił 5 kwietnia odrzucić jego apelację od wyroku sądu II instancji skazującego go na 12 lat więzienia za korupcję. Uwięzienia byłego prezydenta domagali się dowódcy wojskowi. Możliwe, że pobyt Luli w więzieniu na razie będzie zaledwie parotygodniowy, bo obrona się nie poddaje, ale szanse na uniknięcie kłopotów przez jednego z najpopularniejszych polityków na świecie są minimalne.

Uwięzienie Luli będzie miało olbrzymie konsekwencje polityczne, ponieważ eliminuje z tegorocznych październikowych wyborów prezydenckich kandydata, który według sondaży mógłby liczyć na zwycięstwo.

Syn Brazylii

W filmie, który opowiada o jego życiu, wychodzeniu z biedy, nauce, liderowaniu związkowi zawodowemu i spełnieniu marzeń milionów Brazylijczyków o poprawie sytuacji materialnej, był nazywany synem Brazylii. Urodzony w 1945 r., w stanie Pernambuco, w biednej północno-wschodniej części kraju, wyemigrował z matką i siedmioma braćmi do São Paulo śladami ojca, chłopa, analfabety i alkoholika, który miał 22 dzieci z dwiema kobietami.

Będąc jeszcze dzieckiem, zarabiał jako sprzedawca uliczny i czyścibut. W wieku 15 lat zaczął pracować jako tokarz, zbliżył się do ruchu robotniczego i przewodniczył silnemu związkowi zawodowemu metalurgów. Impulsem do wejścia w politykę stała się śmierć jego pierwszej żony, Marii de Lourdes, która zmarła na skutek braku opieki medycznej podczas porodu. Na początku lat 80., w warunkach dyktatury wojskowej, Lula wraz z politykami i lewicowymi intelektualistami zaangażował się w tworzenie Partii Pracujących.

Został wybrany na deputowanego federalnego i czterokrotnie (w latach 1990, 1994, 1998 i 2002) starał się o prezydenturę. Aby w końcu ją zdobyć, zmienił wizerunek z brodatego i niezwracającego uwagi na treść wystąpień związkowca na człowieka pokoju i miłości, o bardzo wyważonych wystąpieniach. „Jeśli na koniec mojej prezydentury każdy Brazylijczyk będzie mógł spożywać trzy posiłki dziennie, będę uważał, że spełniłem misję życia”, powtarzał.

W ciągu ośmiu lat Lula wyciągnął z biedy 28 mln Brazylijczyków, liderował pokojowej rewolucji, która wprowadziła Brazylię na szerokie wody polityki międzynarodowej. Odchodząc, cieszył się poparciem 87% społeczeństwa, co pozwoliło mu wybrać następcę. Wskazał Dilmę Rousseff. Nie miała ona jednak charyzmy Luli, chociaż została ponownie wybrana na prezydenta. Jej izolacja i kryzys gospodarczy zachęciły dotychczasowych sojuszników Luli do jej obalenia 31 sierpnia 2016 r. Oznaczało to koniec ery rządów Partii Pracujących.

Bez immunitetu

„Jestem wśród sprawiedliwych i niewinnych” – to słowa najczęściej używane przez Lulę da Silvę. „Wątpię, by sędziowie już mnie osądzili. Ci, którzy będą mnie sądzić, mogą być tak samo spokojni jak ja. Wiem, że nie popełniłem żadnego przestępstwa”, twierdził 72-letni polityk.

Kiedy był prezydentem, miał zwyczaj powtarzać, że korupcja występuje we wszystkich sektorach społecznych, z polityką i władzą sądowniczą włącznie. Wtedy, w 2007 r., nic go jeszcze nie obciążało, chociaż oskarżenia wobec działaczy Partii Pracujących o finansowanie partii z pieniędzy spółki publicznej Petrobras już padały. Prawa ręka Luli, José Dirceu, został skazany na więzienie.

Dopiero pod koniec drugiej kadencji prezydenckiej da Silvy (2006-2010) opinia publiczna dowiedziała się o skandalu korupcyjnym Lava Jato („Myjni samochodowej”), największym w historii Brazylii przekręcie dotyczącym finansowania kampanii wyborczych ze środków spółek skarbu państwa, w tym przypadku Petrobrasu, giganta wydobycia i przetwarzania ropy naftowej. W Brazylii nie ma znanego polityka, który nie byłby podejrzewany o korupcję. Niektórzy są bezpośrednio chronieni politycznie, np. Michel Temer, który jako urzędujący prezydent nie może być sądzony ani skazany, co nie wyklucza prowadzenia przeciwko niemu śledztwa. Jednak lider lewicy nie sprawuje żadnego urzędu publicznego, nie może zatem – w przeciwieństwie do rywali politycznych także ubabranych w skandale korupcyjne – korzystać z immunitetu. Dlatego dziś Lula, którego Barack Obama nazywał prawdziwym mężczyzną, a czasopismo „Time” uznało za jednego z najbardziej wpływowych liderów świata, musi stanąć przed sądem w siedmiu wytoczonych mu procesach jako oskarżony o korupcję i pranie brudnych pieniędzy.

W styczniu trzej sędziowie sądu II instancji orzekli, że sędzia Sérgio Moro trafnie ocenił jako korupcyjny charakter przejęcia przez Lulę trójpoziomowego apartamentu od firmy budowlanej OAS, która korzystała później z kontraktów zawieranych z państwowym koncernem naftowym Petrobras. Sędzia Moro jest uznawany za sztandarową postać walki ze skorumpowaniem polityków. To on prowadził proces Luli i w lipcu 2017 r. skazał go na dziewięć i pół roku więzienia. Sąd II instancji, do którego odwołali się obrońcy Luli, podwyższył wyrok do 12 lat. Odrzucił argumenty obrony, według której ani Lula, ani jego rodzina nigdy nie zamieszkali w tym apartamencie, nie istnieje również dokument potwierdzający, że były prezydent jest jego właścicielem. Sędzia João Pedro Gebran Neto stwierdził, że Lula był nie tylko jednym z twórców, ale wręcz głównym twórcą systemu korupcji za pośrednictwem kontraktów Petrobrasu. W ten bowiem sposób Partia Pracujących mogła finansować swoją działalność i wspierać materialnie działaczy.

Zarówno sędziowie, jak i prokuratorzy starali się przekonać, że proces nie ma charakteru politycznego, jak to utrzymują Lula i jego zwolennicy. „Nie sądzimy człowieka lub osobistości, ale kogoś, kto popełnił przestępstwa”, mówił sędzia Gebran Neto, podkreślając, że są one tym poważniejsze, że zostały popełnione przez osobę, która była prezydentem państwa, co może prowadzić do destabilizacji demokracji.

Lula odrzuca oskarżenia i zapewnia, że jest niewinny: „Zamierzali zabić węża. Zamiast w głowę, uderzyli go w ogon i wąż ciągle żyje”. Uważa, że jest to diaboliczny pakt mający uniemożliwić mu powrót do władzy. Wychodząc z sądu, Lula zwrócił się do tłumów zebranych na placu Republiki w centrum São Paulo: „Robią wszystko, abym nie kandydował. A ja chcę kandydować i zacznę walczyć o sumienia Brazylijczyków. Jeśli przedstawią mi dowód na przestępstwo, zrezygnuję”. Prezentując się jako obrońca interesów narodu w walce z elitami, mówił: „Wiedzcie, że skończy się pomoc dla uczących się, zniesione będą kontrakty na pracę. Chcę, abyście wiedzieli, że oskarżonym jest Lula, ale skazanym – naród brazylijski”.

Lider Partii Pracujących utrzymuje, że jest ofiarą spisku władzy sądowniczej i prasy. Że prawicowe elity kraju już dłużej nie mogły znieść awansu społecznego biedoty, podniesienia poziomu oświaty dzieci z biednych rodzin. Przyzwyczajony do zmagania się z przeciwnościami Lula, który wygrał walkę z rakiem krtani, zapowiada: „Nie boję się więzienia. Chcę jednak ostrzec elity brazylijskie, że jeszcze wrócimy”.

Mesjasz z radykalnej prawicy

Jedynym politykiem, który mógłby konkurować z Lulą, jest według sondaży były wojskowy i obrońca dyktatury wojskowej, 63-letni Jair Bolsonaro. Ten polityk radykalnej prawicy po latach spokojnej kariery deputowanego federalnego zaczął szybko piąć się w górę. Opowiada się za nieograniczoną sprzedażą broni, torturowaniem przestępców i uznaniem legalności zabójstw policyjnych. Zdobywa zwolenników wśród ludzi, którzy nie widzą wyjścia z kryzysu politycznego, gospodarczego i moralnego kraju. Jest często porównywany do Donalda Trumpa. Ma na koncie wypowiedzi równie kontrowersyjne jak te wygłaszane przez prezydenta USA: „geje są produktem konsumpcji narkotyków”, „błędem dyktatury było torturowanie, a nie zabijanie”, „policjanci, którzy nie zabijają, nie są policjantami” albo „kobiety powinny zarabiać mniej, bo zachodzą w ciążę”. Ciekawe poglądy jak na człowieka, który na drugie imię ma Mesjasz.

Niektóre jego zniewagi otarły się o wymiar sprawiedliwości. Został skazany na wypłatę odszkodowania deputowanej za uwagę, że nie zgwałciłby jej, bo jest zbyt brzydka. Musiał też wypłacić odszkodowanie wspólnotom zrzeszającym potomków czarnoskórych niewolników, o których powiedział, że „nie nadają się nawet do prokreacji”. Podobnie jak Trump oskarża media o manipulację, jeśli tylko zaczynają go atakować. Korespondentów mediów obcych traktuje nonszalancko.

Według Instituto Datafolha w październikowych wyborach na Bolsonara zamierzałoby teraz głosować ok. 17% wyborców, podczas gdy w marcu tylko 9%. Bolsonaro mógłby więc przegrać tylko z Lulą. Dyrektor Datafolha Mauro Paulino uważa, że „podobnie jak Lula Bolsonaro może liczyć na głosy wyborców zdecydowanych, którzy traktują swoich kandydatów jak religię”.

Wydanie: 15/2018

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy