Gdzie jesteś, obywatelu? – rozmowa z Renatą Berent-Mieszczanowicz

Gdzie jesteś, obywatelu? – rozmowa z Renatą Berent-Mieszczanowicz

Mężczyźni boją się oddać kawałek swojego przyczółka. Żeby to zmienić, kobiety muszą mówić jednym głosem

Ostatnie dziesięć lat w historii kobiet to…
– …ważny czas, w którym największym zwrotem było wejście do Unii Europejskiej. Kobiety przyjmowały zdecydowaną, aktywną postawę wobec integracji europejskiej, teraz chcemy dokładnie zrewidować, co się zmieniło, odkąd korzystamy z pomocy UE. Już teraz, przynajmniej formalnie, nastąpiły pewne zmiany, ale chcemy pokazać, jak faktycznie realizowane są unijne postulaty równościowe, przedstawiać aktywne kobiety i dobre praktyki z innych państw. Chcemy lobbować na rzecz wprowadzenia Europejskiej karty równości kobiet i mężczyzn w życiu lokalnym i regionalnym. Na II Dolnośląskim Zjeździe Kobiet 17-18 czerwca będziemy prezentować zmiany, które dokonały się od pierwszego zjazdu, ale i wskazywać niedociągnięcia, sprawy przemilczane, pominięte, nad którymi trzeba jeszcze popracować. Nie chcemy laurek, ale wdrożenia konkretnych mechanizmów pozwalających na podniesienie jakości życia kobiet i zwiększenie uczestnictwa publicznego w regionie. Tym bardziej że zjazd odbywa się w przededniu polskiej prezydencji w UE.
Ostatni rok przyniósł zmiany przynajmniej w dziedzinie polityki, wprowadzono obowiązkowe kwoty na listach wyborczych.
– To prawda, a jednak z przerażeniem patrzę na listy, które już ogłoszono i które dopiero się tworzą. Dopóki nie będzie demokracji wewnątrzpartyjnej, a ordynacja się nie zmieni, niewiele się poprawi. Owszem, kobiety na listach będą stanowiły wymagane 30%, ale problem w tym, żeby miały szansę uzyskać mandaty. To, co w tej chwili widzimy, niestety nie jest zachęcające. Wiele kandydatek z góry jest skazanych na porażkę, szansę ma kilka posłanek z długim stażem, które skupiły już wokół siebie silne środowisko. Dobrze, że w ogóle pojawił się mechanizm kwotowy, ale w obecnej postaci nie może być do końca skuteczny. Potrzebne jest chociażby wprowadzenie kar za brak kobiet na pierwszych miejscach, nazwiska kobiet i mężczyzn powinny być ustawiane naprzemiennie. Aby dostać się do polityki, kobiety muszą być w partiach, a tu większość spraw jest z góry przesądzona. Stąd biorą się łapanki przypadkowych osób, angażowanie kandydatów popularnych, ale dla polityki co najmniej nieskutecznych. Liczę na to, że będzie więcej kobiet w parlamencie, ale nie oczekuję rewolucji.
Na nią przyjdzie nam jeszcze poczekać.
– Czekamy od wielu lat, ile jeszcze możemy? Polska jest pod tym względem wyjątkowa, niestety w negatywnym sensie. Tu chodzi przecież o równowagę i zrównoważony rozwój. Nie można pozbawiać państwa potencjału, który leży po stronie kobiet. Są wykształcone, mądre, chciałyby i mogłyby się realizować także w parlamencie, mają takie zainteresowania – ale nie ma tej woli po stronie męskiej.

Męski przyczółek

Łatwiej się dostać do polityki na szczeblu lokalnym.
– Tak, choć i tam wiele aspektów jest podporządkowanych polityce krajowej i działaniom partii. Może to naiwne, ale zawsze uważałam, że polityka nie może zwyciężać rozumu i tam, gdzie chodzi o sprawy istotne, trzeba się konsolidować. Jeśli chodzi o kobiety, faktycznie jest ich więcej w samorządach, coraz częściej obejmują stanowiska sołtysek, więcej jest pań wójt i burmistrz. Sprawdzają się tam znakomicie i z odpowiednim wsparciem mogą zrobić bardzo dużo, bo podchodzą do swoich zajęć racjonalniej i chcą się uczyć. Ale prawda jest taka, że mężczyźni ustępują tu pola, bo dodatki finansowe są na tym szczeblu bardzo niewielkie. 400 zł to nie jest dla nich zachęta. We władzach wojewódzkich czy powiatowych, gdzie uposażenia są większe, pań jest już mniej. Mężczyźni boją się oddać kawałek swojego przyczółka. Żeby to zmienić, kobiety muszą nauczyć się mówić jednym głosem – dlatego nasz zjazd ma być ponad podziałami.
To niełatwe, bo mieszkanki Dolnego Śląska to osoby z bardzo różnych środowisk.
– Nasz region jest pełen nierówności społecznych. Trudno porównywać aglomerację wrocławską choćby z Wałbrzychem, gdzie mamy biedaszyby, z małymi miasteczkami wokół Bogatyni, z przygranicznymi wioskami. Ten problem też zresztą jest często pomijany. Przykład – statystyki mówią o tym, że poprawiamy wskaźnik edukacji przedszkolnej w rejonie, ale te statystyki dotyczą powiatów, nikt nie kontroluje, jak jest w poszczególnych wioskach i miasteczkach, czy ich mieszkańcy mają dostęp do tego typu dóbr. W każdym powiecie są dziesiątki wsi i dopiero kiedy tam coś się zmieni na lepsze, będzie można naprawdę powiedzieć, że sytuacja się poprawia.
To jedna z tych pominiętych spraw?
– To i wiele innych kwestii. Dopóki w kraju i w regionie nie będzie dobrze zorganizowanej polityki społecznej, a nie socjalnej, pewnych problemów nie zwalczymy. Brakuje ośrodków pomocowych, domów pomocy społecznej dla osób o najniższym statusie materialnym. Jednocześnie problemy dotyczą też młodych, wykształconych kobiet – nie może być tak, że młodzi ludzie, wykształceni za pieniądze podatników, muszą wyjeżdżać za granicę i wykonywać tam pracę poniżej swoich możliwości i aspiracji. U nas wciąż jest wiele deklaracji, zwłaszcza przed wyborami, ale brakuje faktycznego działania. Wciąż mamy do czynienia z problemem feminizacji biedy, ze starzeniem się kobiet, które żyją dłużej i nie mają odpowiedniego zabezpieczenia emerytalnego. Musimy myśleć perspektywicznie, choćby o tym, żeby budżet w gminie uwzględniał wskaźnik gender. Trzeba przyjrzeć się temu, ile pieniędzy z funduszy własnych i unijnych przeznaczanych jest na potrzeby równościowe, ile z nich ułatwia obu płciom dostęp do określonych dóbr – na wszystkich szczeblach powiatu i województwa. Zadbać o budżet partycypacyjny. To wymaga zmiany w kierunku nie tylko genderowym, lecz także obywatelskim.

Obywatel, obywatelka

Tej obywatelskości wciąż nam brakuje.
– Pomoc europejska, choć ma służyć podniesieniu jakości życia i wyrównywaniu szans, faktycznie, wbrew nazwom poszczególnych programów, nie zajmuje się obywatelskością. Stawia na rynek pracy, na nowe technologie, rozwój regionalny – ale nie na uczenie człowieka, żeby sam poprzez własną aktywność pracował na rzecz podniesienia jakości życia. Dla kobiet to szczególnie ważne, bo zwykle nie mamy wyuczonych umiejętności przywódczych i politycznych. Uważam, że tyle samo czasu, ile poświęca się w szkole nauce religii, powinno zostać poświęcone również na kreowanie postaw obywatelskich. Chodzi o to, żeby młodzież uczyła się zachowań politycznych, czuła się związana ze środowiskiem lokalnym, znała swoje prawa i wiedziała, za co jest odpowiedzialna. Tej świadomości brakuje na każdym poziomie: wśród dzieci, dorosłych i seniorów. Dopóki to się nie zmieni, nie będziemy mogli powiedzieć polskiego „razem”, dolnośląskiego „razem”.
Ale są również pozytywne zjawiska.
– Tak, i na nich też chcemy się skupić. W czasie zjazdu opowiemy o 10 kobietach z Dolnego Śląska, które wywarły wielki wpływ na rozwój tego regionu w różnych dziedzinach, w kulturze i w sztuce.
Zdradzi pani, jakie to kobiety?
– Choćby Irena Rzeszowska, aktorka, animatorka, współtwórczyni przeglądu teatralnego WROSTJA. Ale chcemy też opowiedzieć o zaangażowanej społecznie lekarce, o reżyserce – o osobach, które działały na rzecz Dolnego Śląska, ale zostały zapomniane, jak wiele innych kobiet w historii. Warto tę pamięć ocalić i w tym ocalaniu zacząć od regionu. Będą z nami także panie działające dziś, przedstawicielki lokalnych władz i świata nauki. Pokażemy, że można i warto się angażować. Chcemy odzyskać przestrzeń publiczną, dlatego tak ważne było dla mnie, że udało się zorganizować zjazd w Auli Leopoldina, najpiękniejszej sali we Wrocławiu. Takiej liczby kobiet zaangażowanych w sprawy społeczne, przedstawicielek różnych środowisk, nigdy w tym miejscu nie było.


Renata Berent-Mieszczanowicz, przewodnicząca Demokratycznej Unii Kobiet, specjalistka w zakresie organizacji i zarządzania, niezależna ekspertka polityki społecznej i polityki w zakresie równego traktowania

Wydanie: 24/2011

Kategorie: Kraj, Wywiady
Tagi: Agata Grabau

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy