Gęsi i Święty Graal

Gęsi i Święty Graal

Wieczory z Patarafką

To już chyba piąty tydzień, odkąd częstuję Czytelników swoimi refleksjami o Hiszpanii. Cóż, rzeczywiście żenująco mało wiemy o tym kraju, a przynajmniej ja, któremu się zdawało, że wie tak dużo. Cierpliwości, jeszcze tylko napiszę o zamkach, hiszpańskiej kuchni, ogrodach, nowoczesnej architekturze, Cyganach, królach, wieżach i mostach i już będę się zbliżał do końca.
Więc ile to ja katedr w Hiszpanii niesiony jak wicher autokarem Triady widziałem? Dawno to było, więc dokładnie nie pamiętam. Chyba w Segowii, Cuence, Avili, Madrycie, Toledo, Kordobie, Sewilli, Kadyksie, Gibraltarze, Grenadzie, Walencji i Barcelonie. Dlaczego mam bzika na tym punkcie, o tym już nieraz pisałem. W każdym razie widziałem dotąd wiele katedr we Francji, Anglii, Holandii, Niemczech i Włoszech. Hiszpańskie są raczej inne. Ogromne, pełne kaplic i zakamarków, z wbudowanym mniej więcej pośrodku ołtarzu głównym przesłoniętym niby ikonostasem najczęściej złotą kratą i równie wielkim, naprzeciw ołtarza chórem. Każda ma skarbiec i zakrystię pełną arcydzieł. Tak jak we Włoszech: każdy kościół ma więcej arcydzieł niż wszystkie polskie muzea. Katedry są gotyckie, gotykiem niesłychanie bogatym w ornamenty i detale. Ale nie od razu je zbudowano: najpierw Rzymianie albo Wizygoci zbudowali bazylikę, potem Arabowie dobudowali wieżę i zamienili wszystko na meczet, wreszcie zburzono meczet i postawiono gotycką katedrę, która następnie przez 500 lat przerabiano i uzupełniano. Więc jeszcze nawet do dziś niegotowa katedra może mieć fragmenty sprzed prawie dwóch tysięcy lat. Każdej poświecono całe biblioteki, każda jest tego warta. A ja chcę o tym wszystkim felieton. Proszę bardzo: zabiłem byka, cóż to dla mnie byk…
Więc tylko o kilku osobliwościach. W Kadyksie rozwieszono po sufitem siatki, bo sufit pod wpływem atlantyckiej aury się wali. W Sewilli (posobno trzecia co do wielkości katedra świata) najbardziej majestatycznym miejscem jest grób Kolumba, przy którym każdy chce mieć fotografię. Zresztą w każdym mieście jest pomnik, ulica i plac tego genueńskiego Żydowina, który za pieniądze wypędzonych właśnie wtedy Żydów wespół z innym wariatem atakującym wiatraki, innym jeszcze szaleńcem, twierdzącym, że sowa była córką piekarza i zbankrutowanym rzemieślnikiem z Moguncji stworzyli nowożytną cywilizację. Tamże sławna Giralda – wieża, kiedyś minaret, teraz dzwonnica. W pobliskiej (względnie) Kordobie, która była tysiąc lat temu największym miastem Europy, katedra stoi w wyburzonym centrum bezkresnego meczetu, co zwie się Meskita. Zresztą każde dziecko zna jego fotografię, ale nie każde dziecko bez zmęczenia mogłoby go przejść, takie to jest ogromne. Kolejne nawy, kolejne rzędy kolumn dobudowywano przez całe wieki. Co ja zresztą będę jakichś pogan wychwalał. Wszystko to miało stać się zwyczajnym, tyle że największym na świecie kościołem, ale Karol V złapał się za głowę i wstrzymał dalsze słuszne ideowo przeróbki.
Los Reyes Catolicos, czyli Ferdynand i Izabella, długo się zastanawiali, gdzie usnąć snem wiecznym, miała to być Segowia, Toledo Sewilla, ostatecznie po zdobyciu Grenady wybudowali sobie wspaniałe mauzoleum, a przy nim katedrę. Tamże widziałem kościelnego (?) z policyjną pałką, oddzielającego wiernych od turystów – wierni nie płacą, turyści sporo. Wściekłość jego była wielka, bo nasza grupa weszła za darmo, zresztą w dobrej wierze, w co on najwyraźniej wątpił. Turystów poznaje się po aparatach fotograficznych i kamerach: dobry katolik tego nie używa.
W katedrze walenckiej największa świętość chrześcijaństwa: Święty Graal. Kielich z agatu, koralu, pereł i złota słabo widoczny w płomieniście gotyckim ołtarzu, w przepięknej specjalnej kaplicy, tak że ja, jak przystało grzesznikowi, prawie wcale go nie widziałem. O Graalu pisałem w „Przeglądzie” wiele razy, więc Czytelnicy wiedzą, że rości sobie do niego także prawo angielskie Glastonbury i Walia, ma być także w Pirenejach, we Francji, w Syrii, w Niemczech, a pewien radziecki fantasta umieścił go na wysepce podle Grenlandii. W Walencji mówią, że wszystko to lipa, a autentyk jest tylko tutaj, przywieziony z Saragossy, a przedtem z Rzymu i Jerozolimy. Niech im będzie.
Natomiast w Barcelonie, w katedrze św. Eulalii jest basen, na którym pływa 13 białych gęsi, na pamiątkę liczby lat, jakie miała święta, gdy ją umęczył jakiś rzymski pedofil. A może pedofil był w Kadyksie, gdzie relikwie św. Wiktorii? Gęsi są na pewno w Barcelonie, podobnie jak druga, niedokończona i niesamowita katedra Gaudiego, co to był najpierw komuch, a będzie niechybnie świętym. Za tysiąc lat, jak ja skończą, to wcale nie tak długo.

 

Wydanie: 47/2002

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy