Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

No tak, minister w Kancelarii Premiera, Ryszard Schnepf, podał się do dymisji, więc szybko w MSZ zaczęto kalkulować, co to oznacza i co z tego wyniknie.
Jedna rzecz jest oczywista – Schnepf budował w Kancelarii Premiera ośrodek kształtujący politykę zagraniczną, no i samo ministerstwo. Stamtąd szły kadrowe sugestie, ludzie w MSZ uważają, że stamtąd szły podpowiedzi, by odwoływać ambasadorów. Schnepf był aktywnym graczem w trójkącie MSZ-Kancelaria Prezydenta-Kancelaria Premiera. Apogeum tej gry miało miejsce po dymisji ministra Mellera, kiedy przez kilka ładnych dni mieliśmy wakat na stanowisku szefa resortu. I rozmaite przecieki, które zmierzały w jednym kierunku – że oto lada moment szefem zostanie PiS-owski przewodniczący sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych (postać ogólnie nieznana, mało kto kojarzy jego nazwisko). Tego człowieka lansował premier Marcinkiewicz, bardzo chciał go na ministra i nie dziwmy się, bo wreszcie miałby w rządzie jakiegoś szefa resortu, którego mógłby postawić na baczność.
Chcieć a móc. Kandydat premiera przegrał, ministrem została pani Anna Fotyga, była podwładna i obecna protegowana Lecha Kaczyńskiego.
Premier Marcinkiewicz dostał w ten sposób prztyczka w nos. A drugiego dostał chwilę później, bo – jak mówią w MSZ – na polecenie Kaczyńskiego musiał zdymisjonować Schnepfa. W ten sposób runęły jego ambicje, by sterować ministerstwem. No i nadzieje paru urzędników, którzy liczyli, że podłączając się pod niego, zdobędą większe wpływy. Oj, bardzo jesteśmy teraz ciekawi, jak ustawiać się będą pod nowe wiatry Jerzy Pomianowski czy też Stanisław Komorowski…
Ale – jak podkreślają obserwatorzy – tej batalii o kontrolę nad polityką zagraniczną premier Marcinkiewicz nie przegrał całkowicie. Bo wprawdzie oddał MSZ, ale jest szefem Komitetu Integracji Europejskiej. Teraz więc wszyscy się zastanawiają nad jednym – jak będzie przebiegał proces przechodzenia UKIE do MSZ? I kto będzie w sprawach europejskich miał więcej do powiedzenia – szef KIE, czyli premier, czy też szef MSZ, czyli prezydent? O, piękną tu mamy rozgrywkę…
I śmieszną, bo o te wszystkie zabawki walczą ludzie, którzy tak naprawdę nie potrafią się nimi posługiwać. Mniej więcej to wygląda tak, jakby ktoś z zapałem walczył o najnowszy model volvo, będąc przekonanym, że służy on do trąbienia.
Brak wiedzy widać zresztą w działaniach nowej pani minister. O tym, że nazywają ją „pani za godzinę”, piszą już gazety – pani Anna ma bowiem taki zwyczaj, że jak prosi się ją o podjęcie decyzji, to mówi, że za godzinę. Czyżby tyle czasu potrzebowała, żeby zadzwonić do Kancelarii Prezydenta?
W MSZ zauważono także jej niedawną nieobecność w Brukseli, na spotkaniu ministrów spraw zagranicznych państw Unii. Czekano na nią, kilku przynajmniej ministrów chciało ją zobaczyć, poznać, wymienić opinie. Nadaremnie. Polska minister nie przyjechała, dalej jest w Europie postacią nieznaną.
Czyżby posłuchała łacińskiej sentencji? Si tacuisses, philosophus mansisses…

Wydanie: 21/2006

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy