Jeden z gigantów

Jeden z gigantów

Odchodzą najlepsi. Wiadomość o śmierci prof. Jana Karskiego nie może nie wywołać takiej refleksji. Po Andrzeju Szczypiorskim i ks. Józefie Tischnerze w krótkim czasie Polacy tracą znowu jeden z ostatnich autorytetów dzisiejszych czasów. W redakcji “Przeglądu” myślimy o tym ze szczególną przykrością. Prof. Karski, podobnie jak Andrzej Szczypiorski, chętnie spotykał się z dziennikarzami, którzy w “Przeglądzie” dzisiaj pracują. Zachęcony przed trzema laty przez Wojciecha Jaruzelskiego, o którym wyrażał się z wielkim szacunkiem, Jan Karski udzielił mi w 1997 roku pierwszego wywiadu. W tej rozmowie radził polskim czytelnikom, by patrzyli na świat bez historycznych resentymentów. Historyk i politolog, wykładający przez 40 lat na amerykańskich uniwersytetach, ze zdziwieniem przemieszanym z odrobiną sarkazmu pytał w wywiadzie rodaków mieszkających w kraju, dlaczego wciąż dzielą się na “Polaków postkomunistycznych” i “Polaków posierpniowych”. Strofował rodaków w innym naszym wywiadzie: “Polacy nie mają dobrej opinii (w Ameryce – przyp. MG). Nasz kraj był często kłopotem. Powstania, polski antysemityzm, o którym się często w Ameryce pisuje, swary polityczne na szczytach władzy. To nie pomaga”. Przypominał, że właśnie polskie swary i brak szczęścia do przywódców były główną przyczyną naszych nieszczęść w ostatnich kilkuset latach.
Na tym tle prof. Karski wysoko oceniał – warto to przypomnieć – obecnego polskiego prezydenta. W telewizyjnym programie “Godzina szczerości” powiedział, że Aleksander Kwaśniewski jest “doskonałym prezydentem”. Z dumą, jak powtarzał, przyjął z rąk obecnego prezydenta RP Order Orła Białego. Pomruki niezadowolenia, jakie wywołała ta jego opinia na prawicy zaskoczonej, że mówi to człowiek o antykomunistycznym rodowodzie, traktował bez emocji.
W przeciwieństwie do innych znanych Polaków, którzy po wojnie związali swój los z Ameryką, Zbigniewa Brzezińskiego i Jana Nowaka-Jeziorańskiego, Jan Karski nie starał się jednak wpływać na bieżący nurt polityki w Polsce, unikał demonstrowania, że jest po stronie tej czy tamtej partii politycznej. Był “obserwatorem z oddali”. Częściej pytał, niż sugerował, co robić.
W jednej sprawie zabierał głos często i nierzadko pod prąd wielu politycznych opinii w Polsce. Przestrzegał przed niedocenianiem znaczenia Rosji i przed odwracaniem się do niej plecami. Zimą 1999 roku, jeszcze przed formalnym wejściem Polski do NATO, w rozmowie ze mną powiedział: “ (…) Rozszerzanie NATO ma służyć nie rozciąganiu nowej żelaznej kurtyny w Europie, tym razem na Bugu, lecz budowaniu ogólnoeuropejskiej współpracy. Chodzi o to, by wciągać Rosję do wspólnego działania. Z tego punktu widzenia, każdy konflikt Warszawy z Moskwą, wypowiedzi antyrosyjskie, antagonizowanie Rosji przez Polaków są źle widziane. Podkreślam – im stosunki polsko-rosyjskie będą lepsze, tym lepsza będzie pozycja Polski na Zachodzie i w Stanach Zjednoczonych. (…) Warszawa musi o tym pamiętać”.
Świat znał go przede wszystkim jako bohaterskiego żołnierza Armii Krajowej. W czasie II wojny światowej Jan Karski zasłynął przemycając na Zachód zdjęcia i dokumenty pokazujące prawdziwy los i eksterminację Żydów dokonywaną z rozkazu Hitlera. Rozmawiał w tej sprawie z wszystkimi wielkimi ówczesnego świata, m. in. Franklinem Delano Rooseveltem. Walczył z wielkim emocjonalnym zaangażowaniem, by politycy nie milczeli w tej sprawie. W Izraelu, którego miał honorowe obywatelstwo, mówiono o nim: jeden z gigantów. Na wieść o śmierci Jana Karskiego prof. Israel Gutman, wieloletni przewodniczący Międzynarodowego Centrum Badań nad Holokaustem, powiedział: “Nikt nie zrobił tyle, co prof. Karski, by informować i alarmować świat o losie Żydów”.
Sławę na Zachodzie przyniosła mu książka “Tajne państwo”, napisana w 1944 roku (w Polsce opublikowana dopiero rok temu), przedstawiająca wojenne losy Karskiego. Wydano ją w kilkunastu językach, w nakładzie 360 tys. egzemplarzy.
W Polsce przez długi czas był mało znany. Nie tylko dlatego, że do 1989 roku nie mógł tu publikować i przyjeżdżać. Także dlatego, że niechętnie – jak mówił – pchał się na świecznik.
Od dłuższego czasu chorował. Rok temu przeszedł operację, która zagroziła jego życiu. W tym roku, ciężko już schorowany, przyjechał do Polski w maju, by odebrać nagrodę Polskiego Pen Clubu im. Jana Strzeleckiego, jako “wielki humanista, orędownik Polski otwartej, w uznaniu czynów, myśli i pism”. Rozmawialiśmy niedawno w redakcji, że trzeba zadzwonić do Profesora do Waszyngtonu i umówić się na kolejny wywiad.
Nie zdążyliśmy.

 

Wydanie: 29/2000

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy