Góry, ludzie i trufle

WIECZORY Z PATARAFKĄ  
Jaka to urocza książeczka! Anglik, pewnie literat, Peter Mayle, kupuje w Prowansji dom i osiedla się tam z żoną, zapewne młodszą od siebie, ale ani o tym, ani o jakichkolwiek innych jego sprawach i zajęciach nie wiemy nic. Żadnych bezpośrednich danych. A jednocześnie jego sądy i działania znajdujemy dosłownie w każdym zdaniu. Książka nazywa się „Rok w Prowansji”, a dzieli się na 12 rozdziałów-miesięcy. Te miesiące zostały zapełnione dywagacjami nad pogodą, krajobrazem, obyczajami ludności, kuchnią i nieustannie toczącymi się pracami remontowymi.
Anglik, jak to Anglik, wszystkich innych uważa za trochę dzikich ludzi, dziwuje się ich poczynaniom, a jednocześnie trochę ich podziwia. Nieco to przypomina nie najświetniejszą, co prawda, książkę Henry’ego Millera „Kolos z Maroussi”. Miller pisał o Grekach, Mayle o Prowansalczykach, ale tak naprawdę ma to być konfrontacja Północy z Południem. Ciekawe, jakbyśmy się my, Polacy, sytuowali w tym układzie? Mayle dziwuje się gestykulacji, strasznej biurokracji, zwłaszcza dotyczącej obrotów nieruchomościami i ziemią… umiłowaniu spraw kulinarnych przez Franuzów, co w końcu sam zaczyna podzielać, pazerności wieśniaczej. Ale i temu, że są na świecie jakieś inne grzyby poza truflami i pieczarkami.
Cóż, Polak sam jest bałaganiarzem, ale nie gestykuluje za wiele, uważa się, nie bez racji, za znawcę grzybów, natomiast nie ma pojęcia o winach, nie pije pastisu czyli anyżówki (mastiki, ouso etc.), słowem – jest rodem trochę z Północy, trochę z Południa. A swoją drogą, skąd ta kompletna ignorancja Anglików w sprawach grzybiarskich? W każdym razie jesteśmy bezpiecznie na boku albo byliśmy, bo Mayle napisał swoją książkę, po angielsku naturalnie, w roku 1989. A od tego czasu podobno podbiła cały świat, co możliwe, bo jest napisana ze specyficznie angielskim poczuciem humoru.
Mayle osiedlił się na północ od pasma górskiego Luberon, czyli – prawdę powiedziawszy – na kompletnym, jakby to rzec, zatyłczu. Daleko stąd i do Awinionu, o Arles w ogóle się nie wspomina, i do Marsylii czy w ogóle Lazurowego Wybrzeża, strasznie zresztą zjechanego przez autora za tłok, smród i kosmopolityzm. Właściwie jest to Prowansja od podszewki, bez swoich reprezentacyjnych miejsc i budowli. Może trochę taka, jaką opisywał jej bard Jean Giono, który zresztą mieszkał na wschód od Mayle’a, w Manosque. Ale Giono napisał całą bibliotekę pełną zachwytów, całkowicie uzasadnionych.
Otóż i ja przewędrowałem Prowansję, trochę nawet na piechotę, był to dla mnie najpiękniejszy kraj świata i czasem śni mi się do dzisiaj. Ale to było czterdzieści kilka lat temu, o trzydzieści i coś lat przed Maylem. Była to wtedy kraina względnie uboga i zaniedbana, ale niezmiennie bajkowa. Mayle o tym nie wspomina, ale ta ziemia pachnie tamaryszkiem, tymiankiem, lawendą, sam nie wiem, czym, ale niesamowicie. Co do kuchni, Mayle ma rację, jest wspaniała, choć i ja doświadczyłem zjawiska, które opisuje – zjadłem kiedyś na kolację kilka brzoskwiń, popijając rosé – i wybuchła straszna rewolucja. Ale równie szybko się skończyła.
To nie jest jeszcze Południe tak „absolutne” jak na przykład Sahara czy Zatoka Gwinejska, bywają tu zimy i nawet mrozy, co prawda niewielkie i raczej krótkotrwałe, jest ostry wiatr mistral, ale poza tym raczej wieczna wiosna… Przynajmniej taka jest legenda Prowansji. Nie podtrzymuje jej Mayle, w każdym razie nie całkiem – ale sam się tam osiedlił i napisał książkę, która zrobiła światową karierę. I to nie żadną powieść, co znamienne. Mayle nie przedstawiał żadnej wizji filozoficznej ludzkiego losu poza „Życiem na bieżąco”, odrobinkę przypominając samego Giono. Ciekawe także, że nie ma żadnego odniesienia do spraw erotycznych, co jest w tej chwili rzadkością. Ale także żadnej wzmianki o niezwykłej historii i legendach Prowansji, co już wręcz dziwne, bo tam kroku zrobić nie można, żeby się o coś nie otrzeć. Ale najwyraźniej sama fascynacja kuchnią wystarczy… Kocham kuchnię prowansalską, ale mnie by to chyba nie wystarczyło.

Wydanie: 35/2001

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy