Patrioty bez głowic, czyli polityka polska

Patrioty bez głowic, czyli polityka polska

Okazuje się, że wszyscy mogą być szczęśliwi. Sądząc po wypowiedziach liderów, w ostatnich wyborach do europarlamentu wszyscy odnieśli sukces. Platforma odniosła sukces nawet w Małopolsce i Świętokrzyskiem, gdzie PiS zdobyło więcej mandatów, a Ziobro dwa razy więcej głosów od Róży hrabiny Thun.
Sukces odniosło PiS. I to podwójny. Nie dość, że mimo nieprzychylności mediów sterowanych przez Platformę – co zauważył Jarosław Kaczyński – utrzymało swój niegdysiejszy wynik, to nawet jeden z jego liderów, wspomniany wyżej Zbigniew Ziobro, obok rekordowego wyniku w Małopolsce zyskał jeszcze motywację do nauki angielskiego. Tę motywację daje mu zachęta samego prezesa Kaczyńskiego, który tym razem wystąpił jako metodolog nauki języka angielskiego. Uwzględniając zdolności językowe Ziobry i stopień jego dotychczasowej znajomości tego języka, lider PiS uznał, że były minister sprawiedliwości powinien się uczyć angielskiego od sześciu do ośmiu godzin dziennie. Ziobro był więc szczęśliwy podwójnie. Raz – dlatego że uzyskał tak dobry wynik wyborczy, dwa – że rady udzielił mu sam Jarosław Kaczyński, w czym niewątpliwie ujawniła się ojcowska troska starego lidera.
Sukces odniosło PSL, mandat do Parlamentu Europejskiego zdobył bowiem wicemarszałek Sejmu Jarosław Kalinowski. Kolejnym sukcesem PSL było to, że nie musiało się trudzić nad szukaniem następcy Kalinowskiego na stanowisku wicemarszałka Sejmu, bo kandydatkę Ewę Kierzkowską wyznaczył osobiście Waldemar Pawlak, co oszczędziło posłom PSL trudnego i czasochłonnego wyboru. I tak PSL, potocznie „chłopy”, będzie miało wicemarszałka babę.
Sukces odniósł SLD, jak stwierdził Grzegorz Napieralski bezpośrednio po ogłoszeniu wstępnych wyników wyborów. Odtąd, jak oznajmił, pojawiła się alternatywa dla prawicy. Jeden mój znajomy wziął to dosłownie i upierał się, że SLD zdobył 33,12% głosów, i nie dał sobie wytłumaczyć, że przestawiły mu się cyfry i było tylko 12,33%. Przypomnijmy tylko, że w wyborach tych prawica łącznie zgarnęła blisko 80% głosów. Kolejnym sukcesem SLD było zwycięstwo nad centrolewicą występującą pod kryptonimem Porozumienie dla Przyszłości, która nie przekroczyła progu wyborczego, a szczerze mówiąc, nawet się do niego nie bardzo zbliżyła. Mimo to Dariusz Rosati oznajmił, że Porozumienie dla Przyszłości osiągnęło sukces! Sukces polegał na tym, że bez środków na kampanię, bez pieniędzy, zdobyto prawie 2,5% głosów.
Okazuje się, że sukces odniosła Prawica Polska, zbierając 2% głosów. Tak w każdym razie twierdzi jej lider Marek Jurek. On też bez pieniędzy, bez mediów uzyskał aż taki wynik! Całe dwa procent.
W zasadzie sukces osiągnął też Libertas. Sukces polegał nie tyle na wyniku, jaki ta partia osiągnęła w wyborach, ale na tym, że coś takiego jak Libertas w ogóle zaistniało w mediach, a te zaprzątały sobie nim głowę zarówno przed wyborami, jak i po nich.
Jak widać, nie jest prawdą, że Polska jest krajem malkontentów. Są wydarzenia, które wszystkim mogą przynieść radość i sukces.
Co naprawdę przyniosły wybory? Pokazały, że scena polityczna w Polsce jest zdecydowanie zdominowana przez prawicę. Praktycznie poza PO i PiS nikt na scenie politycznej się nie liczy. PiS skutecznie wyeliminowało z gry wszystko, co było na prawo od niego. Po klęsce centrolewicy po lewej stronie sceny politycznej został samotny SLD ze swymi 12% poparcia. Za dużo to, by sztandar wyprowadzać, za mało, by mieć wpływ na politykę polską, a wobec zmiażdżenia centrolewicy partnera do koalicji w przyszłości nie będzie. Wybór Grzegorza Napieralskiego na szefa klubu SLD w Sejmie zdaje się przekreślać ostatecznie wizje przyszłościowego otwarcia na centrum. Napieralski będzie zapewne starał się wzmocnić i utwardzić Sojusz i umocnić swoją pozycję w partii. Zapewne zrobi to, jest bowiem sprawnym i zdeterminowanym organizatorem. Przypuszczalnie nastąpi w Sojuszu wymiana pokoleniowa. Starych, doświadczonych w polityce ludzi, którzy niechętnie podporządkowują się młodemu liderowi, wymieni na ludzi młodych i oddanych sobie. Jest to logiczne i z czysto pragmatycznego punktu widzenia uzasadnione. Zajęty wewnętrzną przebudową SLD nie będzie zapewne wchodzić w jakieś szersze centrolewicowe alianse. Wydaje się, że projekt budowy szerokiej centrolewicy, nawet z SLD w roli głównej, właśnie stracił swą aktualność. Życie polityczne, a tym bardziej scena polityczna nie znoszą próżni. Jeśli SLD nie chce (nie może?) otwierać się na centrum, a to centrum to przecież konkretni ludzie, konkretne środowiska, aktualny staje się inny projekt: socjalliberalny. Niebawem pojawi się zatem, jak sądzę, nowa inicjatywa idąca w tym kierunku. Wybory prezydenckie w przyszłym roku są doskonałą okazją do ukształtowania się takiego ruchu wokół wyrazistego kandydata na prezydenta. Tak w Polsce powstawały partie polityczne. Dość przypomnieć, że Unia Demokratyczna wyrosła z komitetów wyborczych Tadeusza Mazowieckiego, początek Platformie dały komitety wyborcze Andrzeja Olechowskiego. Wokół kogo zgromadzą się środowiska socjalliberalne w najbliższych wyborach prezydenckich?
Tymczasem trzeba na nowo zdefiniować cele polskiej polityki. W polityce zagranicznej stosunki z sąsiadami są coraz gorsze. Brak przełomu w stosunkach z Rosją, brak pomysłu na stosunki z Białorusią, zbliża się nieuchronnie bankructwo polityki ukraińskiej (wciąż stawiamy, zdaje się, na Juszczenkę, dla którego poparcie na Ukrainie spadło już poniżej 5%). Stosunki z Niemcami psują rodzime prawicowe „patrioty bez głowic”, grając w polityce wewnętrznej niemieckimi fobiami. Nawet stosunki z Litwą są w zdecydowanym regresie, mimo że kraj ten z racji braku barier językowych upodobał sobie pan prezydent i uczynił celem licznych, choć bezproduktywnych wizyt, za to minister spraw zagranicznych nie jeździ do Wilna wcale.
Wewnątrz kraju kryzys dopiero zaczyna być odczuwalny, rząd przystępuje do korekty budżetu. Biurokracja rozrasta się, a wraz z nią jej nieodłączna towarzyszka – korupcja. Wymiar sprawiedliwości jest niewydolny. Prokuratura stosuje strajk włoski, przynajmniej w odniesieniu do spraw z okresu rządów PiS. Nad służbami specjalnymi nikt już, zdaje się, nie panuje, co stało się tak dalece normą, że nikogo to już nie dziwi ani nie martwi. Prywatyzacja najwyraźniej zamarła. Autostrad jak nie było, tak nie ma.
Podobnie jak alternatywy dla rządów Platformy.

Wydanie: 25/2009

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy