Greta, ty czarownico!

Greta, ty czarownico!

Przełomowe, patrząc na światową reakcję, wystąpienie w ONZ Grety Thunberg, 16-letniej Szwedki, która zainicjowała globalny protest, zwany szkolnym strajkiem klimatycznym, wywołało prawicowe tsunami nienawiści wobec aktywistki. Pospolite ruszenie prawicowych komentatorów, trolli internetowych, sympatyków negacjonistów klimatycznych z jednej strony poraża skalą i zasięgiem, z drugiej jednak staje się symbolem kompletnej bezradności nienawistników. Nie ma rozmowy o tym, co mówi, wykrzykuje, w ONZ nawet przez łzy, najbardziej znana nastolatka politycznego świata (wreszcie to nie piosenkarka, piosenkarz, piłkarz, modelka), jest rozmowa o tym, czy jej wolno, jak wygląda, na co pozwala – a raczej nie pozwala – jej wiek. Greta Thunberg naruszyła niepisane zasady zamykania ust tym, co to jak „dzieci i ryby” głosu nie mają. Prawica nagle zawyła, że trzeba rozmawiać z dorosłymi, z ekspertami, z naukowcami, a nie z nastolatką. Ta sama prawica, która na okrągło od lat neguje, deprecjonuje, lekceważy i przemilcza naukowy konsensus klimatyczny. Ci sami publicyści i politycy, którzy marnowali nasz czas i energię na podważanie niepodważalnego, dzisiaj, w obliczu ofensywy politycznej najmłodszych, poderwanych do akcji przez Gretę, jeszcze rok temu siedzącą samotnie w każdy piątek pod szwedzkim parlamentem, chcą kogo innego, chcą wszystkich, tylko nie Gretę.

Polska prawacka szczujnia i okolice nie pozostają w tyle, szkoda nawet się pochylać nad tymi Warzechami, Ziemkiewiczami, Feusette’ami, do których dołączają komentatorzy, wydawałoby się, z wyższej półki, jak choćby Witold Jurasz, co odnotowuję z przykrością, czy pojawiający się jak duchy z innego świata mądrale z Balcerowiczowskiego FOR albo zahibernowany w neoliberalnym bursztynie własnych uprzedzeń i niekompetencji Witold Gadomski z „Gazety Wyborczej”. Wszyscy oni z najwyższą pogardą usiłują wyśmiać, zdeprecjonować przesłanie Szwedki. Bo za młoda, za nerwowa, emocjonalna, chora psychicznie (Greta ma zdiagnozowany zespół Aspergera, o czym zresztą sama, bardzo świadomie i przytomnie, opowiada), że ktoś za nią stoi, że powinna się uczyć, siedząc w klasie, a nie płynąć jachtem księcia Monako (żeby nie lecieć samolotem) do Nowego Jorku. Okazuje się, że nawet książę Monako może być jakimś antidotum na prawackie zaślepienie.

Ktoś sensownie skomentował, chłodno patrząc na metody uprawiania skutecznej polityki w skali globu, że antygretowa histeryczność wzięła się z tego, że 16-latka odebrała prawicy monopol na szantażowanie strachem, kiedy wprowadziła do światowej agendy temat apokaliptycznego zagrożenia konsekwencjami zmian klimatycznych. Naukowcom i innym uświadomionym dorosłym to się nie udało przez dekady, a Greta poruszyła swoje pokolenie. Doceńmy skuteczność tej akcji, oglądając zdjęcia sprzed roku, na których zakapturzona siedzi w deszczowe dni samotnie pod Riksdagiem, i te z ostatnich tygodni, kiedy miliony dzieciaków i młodzieży wyszły na całym świecie na ulice, krzycząc w obronie planety, którą wciąż zamieszkujemy.

Nade wszystko jest jeszcze Greta Thunberg młodą kobietą, a tych słuchać trudno albo ciężko. Uruchamiają się wszystkie przyduszone formy niezgody na kobiecą opinię, kobiece zdanie, kobiece skuteczne polityczne działanie, na kobiecą empatyczną mądrość. Gdyby Greta żyła wcześniej, spłonęłaby na stosie. Oglądając nawet w umiarkowanym wymiarze ogrom wylanej na nią nienawiści i pogardy, cofamy się do świata, w którym istnienie takiej kobiety było karane śmiercią w płomieniach. Ale żyjemy dzisiaj. Żyją nasze dzieci, wnuki. Zabierają głos w sprawie swojej i naszej. Ten przekaz nie jest skomplikowany, chociaż najwyraźniej nieprzyswajalny dla klasy politycznej (nad polską wariacją tego gatunku, z premierem i prezydentem na czele podczas katowickiego szczytu klimatycznego, spuśćmy zasłonę milczenia; dzisiaj znikają klipy z błaźniącym się Morawieckim, który mówiąc o „rządowych działaniach na rzecz klimatu”, myli smog z emisją dwutlenku węgla, a walkę z globalnym ociepleniem – z ograniczeniem plastiku. O największym trucicielu – węglu – nie pada ani słowo). Do wielowiekowej tradycji głupoty polskiej Morawiecki i Duda dopisują nowe, pełnokrwiste, czarne jak węgiel, rozdzialiki.

Czarownica, „ekoterrorystka”, „rozwydrzona” i „zmanipulowana”, przemawiała w niemożliwy do zapomnienia sposób: „Ludzie są chorzy, ludzie umierają, a wy potraficie tylko mówić o pieniądzach i snuć fantazje o nieskończonym wzroście gospodarczym. Jak możecie? Młodzi ludzie zaczynają rozumieć waszą zdradę i nie pozwolimy wam od tego uciec. Nie powinnam być tutaj. Powinnam wrócić do szkoły po drugiej stronie oceanu. Ukradliście moje marzenia i moje dzieciństwo swoim pustosłowiem. Jak śmieliście?!”.

Był czas palenia czarownic. Był czas niesłuchania ostrzeżeń klimatologów. Był czas chowania głów w piasek. Był czas lekceważenia zagrożenia katastrofą. Był czas niepodejmowania decyzji. Ten czas minął. I powiedziała o tym światu dobitnie 16-letnia szwedzka uczennica, która odrobiła lekcję. „Dlaczego każecie nam się uczyć, jeżeli nie słuchacie uczonych” – taki transparent nieśli młodzi ludzie w polskich marszach szkolnego strajku klimatycznego. Naszym obowiązkiem jest stać za nimi murem i wspierać ich walkę o uratowanie świata, który zniszczyliśmy. My – dorośli, jeśli to cokolwiek znaczy. My i nasz kapitalizm. My i nasza bezmyślność. My i nasz spokój. I obojętność. I brak empatii. Dlatego #muremzagreta.

Wydanie: 40/2019

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz

Komentarze

  1. Anonim
    Anonim 30 września, 2019, 02:07

    Prawicowe oszolomy nie zatrzymaja tego dziecka i postepu w swiadomosci ludzi.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy