Prawdziwy smakosz rzuci robotę i poleci na wyżerkę nawet na koniec świata. Tak jak Gróbarczyk, bonza z PiS. Formalnie Marek Gróbarczyk dostaje kasę za bycie ministrem gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej. Czyli za coś, co teraz kompletnie dołuje. Czemu więc się dziwić, że minister ucieka z roboty w egzotyczne podróże. Pod byle pretekstem. Na przykład na powitania załogi „Daru Młodzieży”. Gróbarczyk witał ją w Tallinnie, Kapsztadzie, Singapurze, Panamie, Londynie. Na bogato. Bo z „degustacją lokalnych polskich produktów”. Udostępnij: Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook Kliknij, aby udostępnić na X (Otwiera się w nowym oknie) X Kliknij, aby udostępnić na X (Otwiera się w nowym oknie) X Kliknij, aby udostępnić na Telegramie (Otwiera się w nowym oknie) Telegram Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
