“Haki” dla policji

Z GADZIEJ PERSPEKTYWY

Raz, dwa, trzy i na fali słusznej walki z przestępczością zorganizowaną posłowie z prawicy przepchnęli w Sejmie nowelizację ustawy przyznającej policji państwowej władzę nad wyraz silną.
Władza to informacja, zwłaszcza w społeczeństwie postindustrialnym, o tym nawet maturzyści wiedzieć muszą. Teraz, dzięki prawicowym przyciskom do głosowania, policja będzie miała szansę posiadania ogromnej wiedzy o osobach kandydujących do miana podejrzanych. A ponieważ żyjemy jeszcze w demokracji nie ustabilizowanej, kiedy każdy kandydatem na podejrzanego być może, to policja już pewnie rączki zaciera. Polityczna policja, rzecz jasna.
Dzięki uprzejmości prawicowych paluszków głosujących policja będzie interesować się nie tylko liniami papilarnymi kandydatów na podejrzanych czy już podejrzanych, ale także ich pochodzeniem rasowym lub etnicznym. Jednoznacznie może stwierdzić, czy dany działacz polityczny jest pochodzenia amerykańskiego, co elektorat lubi, czy na przykład ukraińskiego, żydowskiego czy niemieckiego, czego elektorat lubić nie musi.
Aby wzbogacić dane o ewentualnym przestępcy, policjanci, zwłaszcza ci polityczni, będą rejestrować dane o stanie zdrowia podejrzanego oraz świadczące o jego orientacji seksualnej. Człowiek wymagający stałej terapii, przyjmujący stale leki i w areszcie odcięty od nich, łatwo staje się podatny na werbowanie do współpracy z policją polityczną. Działacz polityczny rozszyfrowany jako homoseksualista (w naszym kraju ponad 60% ankietowanych obywateli-wyborców nie wybaczyłoby politykowi takiej orientacji) również może być szantażowany, skłaniany do współpracy.
Wedle nowych rozwiązań, policjanci zwrócą uwagę na przynależność partyjną, związkową i organizacyjną podejrzanego. To ułatwi np. rozszyfrowanie powiązań, prawdziwych lub spreparowanych, między przestępczością zorganizowaną a klasą polityczną. A ponieważ dodatkowo policja może już gromadzić dane dotyczące wszystkich połączeń telefonicznych podejrzanego, to drżyjcie koledzy-dziennikarze. Może się przecież zdarzyć, że zadzwonicie do znanego z mediów mafiosa albo oskarżonego opozycyjnego polityka. Wtedy wasze nazwiska łatwo trafią do policyjnego banku danych, banku przestępczych kontaktów. Lokata w takim banku może być pretekstem dla policji do założenia wam podsłuchu telefonicznego, czytania waszych listów i badania waszych poglądów polityczno-seksualnych. I jeśli okaże się, że dziennikarz pracujący w publicznej telewizji ma prywatnie radykalnie prawicowe poglądy albo dziennikarka jest lesbijką i pracuje w katolickiej rozgłośni radiowej, to znów policja polityczna będzie miała pole do werbunku kapusiów, agentury.
O tym, że powyższe przepisy stworzono dla policji politycznej, świadczyć może zapis, iż będzie ona, tworząc “profile osobowe” podejrzanych, rozpoznawała też ich “przekonania religijne i filozoficzne”. Czy policji poszukującej płatnego mordercy potrzebne są jego “poglądy filozoficzne”?
Druga rzecz, czy mamy odpowiednio przygotowane kadry, które rozpoznają prawidłowo przestępczy ciąg lekturowy podejrzanego? Odróżnią “Wprowadzenie do ontologii bytu społecznego” Lukacsa od np. “Albo, albo” Kierkegaarda? Bezbłędnie rozszyfrują neokantystę, odróżniając go od młodoheglisty?
Konstytucja RP postanowiła, że obywatel “nie może być obowiązany przez organy władzy publicznej do ujawnienia swojego światopoglądu, przekonań politycznych lub wyznania”.
Dzięki nowym uprawnieniom policja o to w śledztwie zapytać może. By zyskać dane zmuszające przeciwników politycznych do uległości.
Oczywiście, rzec można, iż nie żyjemy w bananowej republice i takie przypadki w państwie prawa zdarzyć się nie mogą, ale prawa nie tworzy się tylko na czas stabilizacji i spokoju. Też na złe czasy.

Wydanie: 22/2001

Kategorie: Blog

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy