Historyczna nowa szkoła…

Historyczna nowa szkoła…

W Warszawie zebrało się intelektualne zaplecze PiS. Uczciwie przyznać trzeba, że tłumu raczej nie było. Byli prof. Ryszard Legutko i prof. Ryszard Terlecki. Jednak to nie zaplecze, ale wręcz pierwsza linia, wszak Legutko jest prezydenckim ministrem, a Terlecki posłem.

Był za to niezawodny prof. Zdzisław Krasnodębski i prof. Andrzej Nowak. Był też prof. Ryszard Bender (skądinąd senator, znów pierwsza linia, nie zaplecze, ale jaki intelekt!). Gazety nie wymieniły prof. Zybertowicza. Czyżby nie przybył? Szkoda. Wprowadziłby zapewne zbiorowy intelekt zaplecza w „stan rozwibrowania”.
Nic też nie wiadomo o prof. Wolniewiczu ani prof. Jerzym Robercie Nowaku. Być może w tym czasie w którymś kościele demaskowali Żydów, wzywając aryjską część polskiego społeczeństwa do walki z tymi zawziętymi wrogami Kościoła i polskości.
Aż dziw bierze, że na kongres nie zaproszono Andrzeja Gwiazdy. Ten wielki mędrzec i wizjoner wniósłby zapewne wiele nowego do oceny dziejów ojczystych i współczesnych łże-elit.
Jak wynika z relacji prasowych, ważną rolę na kongresie odegrał prof. Franaszek, dyrektor Instytutu Historii UJ, w wolnych chwilach lustrator byłego rektora UJ, Franciszka Ziejki.
Otóż jeśli wierzyć mediom, nie kto inny, ale właśnie prof. Franaszek odegrał na tym kongresie rolę zgoła dominującą. Prof. Franaszek postawił tezę, że inteligencja oderwała się od narodowej tradycji, a młodzież nie ma o tej tradycji pojęcia. Swą tezę uczony ten uzasadnił, odwołując się do przykładu. Otóż profesor zapytał kiedyś studentów, kto zorganizował powstanie listopadowe. „Odpowiedzią była cisza. W końcu odezwała się studentka z pierwszego rzędu: NKWD. Nikt nie zareagował”. Profesora wprawiło to w smutek i melancholię. Niepotrzebnie!
Ależ Panie Profesorze! Wyciągnął Pan błędne wnioski. Co tam, nie dostrzegł Pan triumfu swej szkoły historycznej! Opisany przez pana przypadek nie świadczy wcale o tym, że Polacy oderwali się od narodowej tradycji. Przeciwnie. Nabrali do niej właściwego podejścia.
Toż odpowiedź pańskiej studentki świadczy o wielkim triumfie i polityki historycznej, i IPN-owskiej szkoły badania dziejów!
Od kilku lat głosicie przecież, że za każdym zdarzeniem historycznym w Polsce stoją tajne służby (pół biedy jeszcze, kiedy polskie!), agenci, „Gazeta Wyborcza”, Michnik, układ agentów i służb. A jak nawet służb, agentów, „Gazety Wyborczej” i Michnika zabraknie, to i tak „inni szatani są tam czynni” albo przynajmniej Żydzi. Większość byłych polskich ministrów spraw zagranicznych to ruscy agenci, jak to za pomocą zręcznego „skrótu myślowego” trafnie ujął Antoni Macierewicz.
Udało się wam. Naród już myśli tak jak wy. Jak nie jest pewien, co wywołało jakieś zdarzenie historyczne, to pierwszą hipotezą, jaka mu się nasuwa, jest ta, że to robota służb specjalnych. Najlepiej sowieckich.
Hipoteza, że powstanie listopadowe zostało wywołane przez NKWD, było odpowiedzią logiczną, spójną z obowiązującą, narzuconą przez was wizją historii. Błąd polegał tylko na tym, że odpowiadająca nie wiedziała, że NKWD powstało nieco później. Gdyby zamiast „NKWD” powiedziała „ochrana” (rok założenia: 1881), błąd byłby mniejszy, a wypowiedź należałoby potraktować jako ciekawą i godną rozważenia hipotezę. Może nie ochrana, ale jakaś jej poprzedniczka…
Tak czy owak oprócz podchorążych zapewne „inni szatani byli tam czynni”.
Co do tego, w świetle waszej historiozofii, wątpliwości przecież być nie może.
Skoro takie uczenie narodowych dziejów odnosi już pierwsze sukcesy, trzeba rozważyć, czy przy zastosowaniu tej IPN-owsko-PiS-owskiej historiozofii nie należałoby od początku napisać dziejów Polski.
Trzeba by wreszcie zbadać, czy kronika Galla nie była próbą narzucenia Polsce kosmopolitycznego punktu widzenia. Czy nie był to „europeizm”, przed którym ostrzegał na kongresie prof. Krasnodębski? No i kim w końcu był ten Gall? Czy nie był to jakiś obcy (czyj?) agent?
Czy Kazimierzem Wielkim nie manipulowali Żydzi, a Estera – czy nie była agentką wojującego niemoralnego syjonizmu? Czy jej romans z polskim królem nie był próbą zatrucia zdrowej, chrześcijańskiej duszy polskiej? Czy Stefan Czarniecki uczciwie dorobił się majątku (tu historyków IPN wesprzeć musi CBA)? Albo czy Kościuszko był „genetycznym Polakiem”, bo jak mówią, pochodził w linii prostej od prawosławnego diaka Kostii, któremu Zygmunt Stary nadał za jakieś niejasne zasługi wieś Siechnowicze? Czy Emilia Plater (tata Plater, mama z Mohlów) mieszkająca w Inflantach dostałaby dziś od konsula Kartę Polaka?
Czy polski czyn niepodległościowy w Galicji był samorodny, czy też „inni szatani byli tam czynni”, a w szczególności wywiad austriacki?
Zweryfikować by też trzeba generałów kampanii wrześniowej, wyrzucając z pośmiertnego korpusu weteranów tych, którzy zhańbili się wcześniej (przed 1918) służbą lub, nie daj Boże, karierą w armiach zaborczych (np. Kutrzeba, Unrug, Anders).
No bo dalej to już rzecz jest badana: „Solidarność”, Okrągły Stół, pierwsze lata III RP.
Dobrze przecież wiemy, kto przez płot skakał, a kogo motorówką podwieźli i podsadzili. Wiemy, że Okrągły Stół to spisek oficerów komunistycznych tajnych służb i ich tajnych współpracowników.
W świetle tych dokonanych już ustaleń komunizm w Polsce w 1989 r. obalił w gruncie rzeczy gen. Kiszczak, jego tajne służby i ich tajni współpracownicy.
Logiczną konsekwencją tych ustaleń będzie kiedyś konieczność postawienia im pomnika.
Gdy uczniowie prof. Franaszka i jemu podobnych historyków z „zaplecza PiS” taki postulat zgłoszą, co więcej, zrealizują, będzie to PiS-owskich intelektualistów triumf ostateczny.
Obecny na konferencji Jarosław Kaczyński wychodził z niej wyraźnie zadowolony, jak odnotowały gazety. Zadowolony i ubogacony.
Wszyscy chyba cieszymy się, że PiS ma takie zaplecze.

Wydanie: 11/2008

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy