Kalendarz 2003

Dowiedziałem się przed chwilą, że badania przeprowadzone na reprezentatywnej grupie Polaków wykazują, że 93% społeczeństwa nie wierzy, że ma jakikolwiek wpływ na to, co się dzieje w kraju. I patrząc na Komisję Śledcza w tzw. sprawie Rywina, myślę, że do lata liczba podobnie myślących osiągnie równe 100, czyli nawet rząd nie będzie miał do siebie zaufania… Jeżeli osiągniemy te 100%, wtedy nareszcie zbliżymy się do ideału określającego prawdziwego Polaka, zero ufności do kogokolwiek i czegokolwiek. Mało tego, z przykrością muszę powiedzieć, że i ja do tych 93 też należę.
Oglądałem kilka dni temu fragmenty kalendarza wydanego przez angielskich rolników, w którym porozbierane, ale dyskretnie schowane za warzywami i owocami farmerki reklamują plony ich pól. Z przyjemnością powiesiłbym taki u siebie w pokoju i od stycznia czekałbym z niecierpliwością na wrzesień podpisany „Kukurydza. Psmaruj mnie masłem”, a jeszcze bardziej na październik i obrazek „Dynia. Cukiereczek czy psikus?”.
Niestety, świadomość, że nie mam wpływu na wszystko, co się dzieje w naszym kraju, pozwala domniemywać, że kalendarz wydany przez polskich rolników składałby się wyłącznie z pól obsianych biopaliwami, gdzie na jednaj stronie stałby wicepremier Kalinowski i tam gdzie maj, byłoby napisane „Rzepak, jak PSL chce, to rośnie na każdej glebie”, następny miesiąc obsadzony by był przez szefa klubu, Zbigniewa Kuźmiuka, który siedzi na traktorze napędzanym przez Balazsa i Solorza, a rok zamykałby wicemarszałek Wojciechowski, który dziwi się sam sobie i mówi: „Co to jest, że kiedy odszedłem z NIK, to straciłem dociekliwość?!”.
Podejrzewam, że tydzień później podobny terminarz – dla równowagi – wydałaby Samoobrona, który tym różniłby się od poprzedniego, że wszystkie miesiące obstawiłby Andrzej Lepper i wszystkie byłyby w biało-czerwone paski.
Ale wracajmy do groteski.
W dniu, kiedy Lew Rywin trafił do prokuratora i stał się człowiekiem oskarżonym oficjalnie, wysłuchałem w radiu, jadąc z Mazur, jednej z najbardziej zabawnych wiadomości, jakie sobie można wyobrazić. Otóż spiker komentował zdarzenie tak: „Przed chwilą od prokuratora wyszedł Lew R., główny podejrzany w tzw. aferze Rywina. Lew R. nie cichał rozmawiać z dziennikarzami.
93% społeczeństwa nie wierzy w rozwikłanie i tej sprawy, tak jak pewnie nie wierzy w to nawet Komisja Śledcza, tak jak nie wierzyło i w te, które były nam serwowane na przestrzeni ostatnich lat. Dlatego m.in. list z sądu do prezydenta miasta Warszawy, Lecha Kaczyńskiego, wraca do sędziego z adnotacją „Adresat nieznany”.
Ci, którzy do tej pory pozostali naiwni, zadają prawdopodobnie pytanie:” Dlaczego tak jest?”.
Odpowiadam. Dlatego, że Polska jest jedynym w tej części Europy krajem, gdzie ryba psuje się od ogona do płetwy górnej. Głowa zawsze pozostaje nietknięta.

 

Wydanie: 4/2003

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy