Upiory przeszłości

Upiory przeszłości

Noc żywych trupów w Polsce trwa nie tylko od święta, ale i na co dzień. Jak mawia prof. Zbigniew Pełczyński, w Polsce bardziej ceni się zmarłych i cmentarze niż żywych ludzi i ich problemy.
Upiory przeszłości w barwach narodowych ostatnio tańczą swój nacjonalistyczny taniec coraz częściej. 13 grudnia znowu będą odprawiać jasełka nad grobem demonizowanego peerelu. Ten dzień wpisuje się w kalendarz świąteczny polskiej prawicy. Inne specjalne daty w kalendarzu „prawdziwego Polaka” to m.in. zdominowany przez nacjonalistów w minionym okresie 11 listopada, stanowiący dobry pretekst do urządzania bijatyk ulicznych, zapraszania neofaszystów z zagranicy i polowań na „innych”. Prawdziwi Polacy cenią również datę 17 września i lubią podkreślać, że wojna rozpoczęła się właśnie tego dnia – nie od napaści faszystowskich Niemiec, ale od inwazji Rosji. Dlatego zamiast urządzać antywojenne demonstracje 1 września, wolą organizować antykomunistyczne wiece 17 września.
Gdyby ktoś się uczył historii od „prawdziwych Polaków”, myślałby, że w czasie II wojny światowej Polska walczyła z Rosją, a nie z Niemcami. Może dlatego prawicowi nacjonaliści wolą budować legendę Narodowych Sił Zbrojnych zwalczających lewicową partyzantkę pod hasłem walki z „żydokomuną”, niż wspominać tych, którzy stawiali opór faszyzmowi. Stąd już blisko do uznania, że największym obozem koncentracyjnym był nie Auschwitz-Birkenau, ale obóz w Katyniu.
Innym nowym świętem dającym pretekst do urządzania parteitagów jest 3 marca i panująca w prawicowych kręgach nowa moda na kult „żołnierzy wyklętych” – idealizowana i uproszczona bajka o szlachetnym podziemiu niepodległościowym ma najwięcej wyznawców w kręgach faszyzujących kiboli.
Jest jeszcze oczywiście 3 maja, który również próbują zawłaszczyć „prawdziwi Polacy” w kontrze do 1 maja. Tę drugą datę udało się wbrew różnym staraniom prawicy po 1989 r. obronić jako dzień wolny od pracy. Kościół próbował zawłaszczyć ją najpierw jako święto Józefa Rzemieślnika, a później jako rocznicę beatyfikacji papieża. Żaden z tych zabiegów się nie udał i 1 maja pozostał dniem protestu związkowców oraz lewicy.
Teraz najwyższa pora, aby miłośnikom wyidealizowanej przeszłości przedwojennej wsadzić do kalendarza zapomnianą datę 16 grudnia. Tego dnia 90 lat temu z rąk prawicowego fanatyka zginął Gabriel Narutowicz, pierwszy prezydent Rzeczypospolitej. Środowiska endeckie oskarżały go, że jest ateistą i masonem, wybranym głosami mniejszości narodowych. Krótko mówiąc, zdaniem prawicy nie był prawdziwym Polakiem. A tak się składa, że na prawicy zawsze znajdowali się dyżurni eksperci od wydawania certyfikatów „prawdziwej polskości”. Dziś ta atmosfera powraca. Znowu upiory nacjonalizmu i rasistowskiej przemocy próbują się wedrzeć do sfery politycznej. Ostatnio byliśmy we Wrocławiu świadkami haniebnych incydentów, takich jak bandycki napad na squat, próby zniszczenia siedziby Centrum Reanimacji Kultury czy budynku synagogi. Nikt z kręgów PiS nie potępił tych występków. Kościół, który zawsze ma wiele do powiedzenia na temat niewłaściwego prowadzenia się, też konsekwentnie milczy w sprawach związanych z przemocą skrajnej prawicy. Tylu tam ekspertów od moralności seksualnej, tylu komentatorów wydarzeń politycznych, a żaden nie potrafi zabrać głosu w sprawie nacjonalistycznych bandytów. Czy dla Kościoła to wciąż tylko „patriotyczna młodzież”?
Polska prawica przeczulona na punkcie „antypolonizmu” nie dostrzega w ogóle problemu antysemityzmu czy archaicznego nacjonalizmu. Dlatego warto, aby dzień 16 grudnia na stałe zagościł w polskim życiu publicznym jako ostrzeżenie przed miłośnikami jedynych słusznych prawd. Pozwoli to także odczarować wyidealizowany obraz Polski międzywojennej jako krainy mlekiem i miodem płynącej, jak chce ją prezentować konserwatywna prawica. Przedwojenna Polska to kraj ogromnych nierówności społecznych, agresywnego nacjonalizmu, represji politycznych i pogromów mniejszości narodowych, to również rządy pułkowników – naprawdę nieciekawy punkt odniesienia do budowy postępowej i europejskiej wspólnoty dnia dzisiejszego.
Fakty, które nie pasują do wyidealizowanej przeszłości, zazwyczaj są wyrzucane z pamięci. Tak się buduje mity narodowe. Dziś już nie ma powodów, aby podtrzymywać fałszywą narodową jednorodność myśli i czynu. Różnorodność jest bardziej demokratyczna.

Wydanie: 50/2012

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy