Honor naczelniczki

Honor naczelniczki

Czy podinsp. Grażyna Biskupska będzie jedyną winną tragedii w Magdalence?

Niedopełnienie obowiązków służbowych zarzuca Prokuratura Okręgowa w Ostrołęce podinsp. Grażynie Biskupskiej z Komendy Stołecznej Policji. Naczelnik wydziału do walki z terrorem kryminalnym jest jak na razie jedyną osobą, której postawiono zarzuty w sprawie głośnej strzelaniny w Magdalence sprzed 15 miesięcy. W jej wyniku śmierć poniosło dwóch gangsterów i dwóch policjantów.
Decyzja prokuratury wywołała wrzenie w środowisku policyjnym. Zdaniem wielu funkcjonariuszy, zwłaszcza niższego i średniego szczebla, Biskupska stała się kozłem ofiarnym.
– Byli zabici po naszej stronie, więc ktoś musi za to odpowiedzieć – mówią policjanci z KSP.

Zlokalizować i doprowadzić

Sama Biskupska również nie kryje zaskoczenia tym, że postawione jej zarzuty obejmują całość akcji – od przygotowania operacyjnego po przebieg szturmu.
– Zadaniem wydziału do walki z terrorem kryminalnym jest zlokalizowanie sprawców i doprowadzenie do sytuacji umożliwiającej ich zatrzymanie – mówi. – W samej akcji zatrzymania brali udział antyterroryści. Przekazaliśmy im całą naszą wiedzę. Nawet nie byłam na odprawie antyterrorystów.
Nie mniejsze oburzenie wywołuje decyzja prokuratury o zawieszeniu Biskupskiej w obowiązkach służbowych.
– Po to, by zapobiec ewentualnemu utrudnianiu przez nią śledztwa – tłumaczy Grażyna Matusiak z ostrołęckiej prokuratury.
– Nie może być tak, że po 15 miesiącach śledztwa zawieszają mnie, bo stanowię zagrożenie dla postępowania – mówi Biskupska. – W dodatku bezterminowo. Nawet przy przestępstwach umyślnych zawiesza się funkcjonariuszy do trzech miesięcy.
– Dziwi mnie postępowanie prokuratury – mówi Antoni Duda, szef policyjnych związków zawodowych. – Bo jeśli obawiają się mataczenia Biskupskiej, to znaczy, że przez prawie półtora roku nie zdołali zebrać wystarczającego materiału. A to byłby skandal. Jeśli tak nie jest, zawieszenie w obowiązkach ma znamiona dodatkowego pognębienia pani naczelnik, co byłoby jeszcze większym skandalem.
– Biskupska kozłem ofiarnym? – zastanawia się Duda. – Cóż, policja to struktura hierarchiczna, a operacja w Magdalence nie należała do standardowych. Decyzje dotyczące jej przeprowadzenia zapadły nad głową naczelnik…

Złe przygotowanie

Stawiając zarzuty naczelnik Biskupskiej, ostrołęcka prokuratura korzystała z wewnętrznego raportu sporządzonego dla KGP zaraz po wydarzeniach w Magdalence. W dokumencie tym stwierdzono, że przyczyną tragicznego przebiegu akcji były uchybienia, jakich dopuszczono się na etapie przygotowań. Autorzy wymienili m.in. zły przepływ informacji operacyjnych, brak informacji o ukrytych na terenie posesji bombach, niewłaściwe rozpoznanie jej topografii, a także brak zabezpieczenia medycznego i zastępczego planu działań. W raporcie wskazano funkcjonariuszy odpowiedzialnych za efekty operacji. Obok Biskupskiej znalazł się tam również dowódca antyterrorystów, Kuba Jałoszyński, oraz akceptujący plan działań zastępca szefa KSP, Jan Pol.
Z kolei kilka miesięcy po wydarzeniach w Magdalence na jaw wyszły zabiegi Kuby Jałoszyńskiego. Otóż na długo przed akcją w Magdalence słał on do KGP alarmistyczne informacje, z których wynikało, że warszawscy antyterroryści nie są wystarczająco uzbrojeni. Brak odpowiedniego sprzętu dał o sobie znać podczas tragicznej akcji – sporo uwagi poświęcili temu autorzy innego raportu (tzw. raportu fachowców), sporządzonego m.in przez. Sławomira Petelickiego, Romana Polkę i Edwarda Misztala. Zarówno wówczas, jak i dziś odpowiedzialny za logistykę był zastępca komendanta głównego policji, Zbigniew Chwaliński.
To brak zarzutów wobec tych oficerów wywołał poruszenie w środowisku policyjnym. Atmosferę podgrzewały media (zwłaszcza „Super Express”), informując, że Jałoszyński jest już na emeryturze, a Pol, jakoby celowo, udał się na przedwczesny urlop. Tymczasem nic nie jest jeszcze przesądzone, choć rzeczywiście niewiele brakowało, by dochodzenie zakończyło się jedynie na zarzutach dla Biskupskiej.
– Zwróciliśmy się do Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie z prośbą o przedłużenie śledztwa do 23 września br. – mówił w piątek rano Tomasz Mierzejewski, rzecznik ostrołęckiej prokuratury. – Mając taką zgodę, będziemy mogli przeprowadzić kilka dodatkowych czynności, a w konsekwencji – co nie jest wykluczone – postawić zarzuty kolejnym osobom.
Komu? O tym rzecznik nie chciał już mówić, zasłaniając się tajemnicą śledztwa. Wiadomo natomiast, że kilka godzin później prokurator apelacyjny zgodził się na piąte już przedłużenie dochodzenia.
Grażyna Biskupska złożyła zażalenie na decyzję ostrołęckiej prokuratury o zawieszeniu jej w obowiązkach. – Ja i tak odejdę z pracy – mówi. – Gdy zakończy się sprawa, złożę raport, ale teraz walczę o swój honor.


Co się wydarzyło w Magdalence
Policyjną akcję w podwarszawskiej Magdalence przeprowadzono w nocy z 5 na 6 marca 2003 r. Jej celem było zatrzymanie Roberta Cieślaka i Igora Pikusa, zamieszanych w zabójstwo policjanta w Parolach w 2002 r. Podczas akcji zginęło dwóch policjantów – jeden na miejscu, drugi zmarł w szpitalu – a 16 zostało rannych. Okazało się bowiem, że gangsterzy byli uzbrojeni w broń maszynową, granaty oraz własnoręcznie skonstruowane bomby. Jeden z nich – Igor Pikus – był zaś przed laty komandosem białoruskiego specnazu. Obaj bandyci zginęli, jak się później okazało, w wyniku zaczadzenia.

 

Wydanie: 26/2004

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy