Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Nie tak dawno ogłoszono w MSZ szereg konkursów dyrektorskich. Na dyrektorów odpowiadających za kadry, za finanse, za logistykę i infrastrukturę. Najwyższa pora, bo np. Biuro Finansów nie ma dyrektora od bodajże kilkunastu miesięcy. To trochę niefrasobliwe, zważywszy, jakimi sumami MSZ obraca. I zważywszy, że poczyna sobie bardzo rozrzutnie.
Co ciekawe, jest to drugi konkurs na stanowisko dyrektora Biura Finansów. Pierwszy też był oficjalnie ogłoszony i się odbył. Komisja wyłoniła jego zwycięzcę. Sęk w tym, że nie tego, co trzeba. Więc dyrektor generalny nie zaakceptował wyniku i uznał, że konkursu nie było. Dlatego teraz mamy nowy. Bardzo to interesujące, czy tym razem wygra go ten, kto powinien.
Sprawa dyrektora Biura Finansów ciekawi, natomiast śmieszy coś zupełnie innego. Otóż w wyniku licznych reorganizacji powstało w MSZ Centrum Rozwoju Zawodowego, na którego czele stanął Dariusz Wiśniewski, zwany „małym Wiśniewskim” w przeciwieństwie do „dużego Wiśniewskiego”, czyli samego dyrektora generalnego.
I to centrum wydało instrukcje dla wyjeżdżających za granicę. Wiadomo, jest różnie, gdy jest się daleko do kraju i wciąż trzeba spotykać tych samych ludzi, puszczają nerwy. Więc zapisano tam, jak np. szefowie placówek mają sobie radzić z pracownikami sprawiającymi kłopoty. I rady są takie: czarna robota. Jeśli pracownik jest niemiły dla ambasadora, to należy zarzucić go pracą, wymyślać mu zadania, żeby poczuł, co to znaczy niełaska szefa. Inna metoda: sformalizowany dostęp, więcej kontroli. Czyli tak – już ambasador nie będzie miał czasu dla swego pracownika, on już musi zapisać się do niego u sekretarki i poczekać, dwa tygodnie, aż ambasador znajdzie czas na rozmowę. Poza tym kłopotliwego pracownika można dyscyplinować, często go kontrolując, co robi, gdzie idzie itd. Jest jeszcze jedna rada: taki delikwent najlepiej poczuje, że coś jest nie tak, jak stanie na szarym końcu, jeśli chodzi o dostęp do nowego sprzętu, lepszego mieszkania itd.
Tym sposobem w MSZ, pod hasłem nowoczesnych metod zarządzania i doskonalenia kompetencji, wyprodukowano instrukcję mobbingu. Na zasadzie, jak gnębić pracownika, którego się nie lubi.
Ta instrukcja, dodajmy, funkcjonowała w sposób półtajny. Bo głośno o niej się stało, gdy sprawę upubliczniła MSZ-etowska „Solidarność” , której szefują, nawiasem mówiąc, nasi dobrzy znajomi Mariusz Maszkiewicz i Marek Palmowski. Obaj, o ile się nie mylimy, niemający dopuszczenia do informacji niejawnych. Ta „drobna” sprawa de facto eliminuje z dyplomacji, więc oddali się działalności związkowej. Ho, ho – no to błyszczy nam związek autorytetami.
Ale, chapeau bas!, panowie tę instrukcję wyciągnęli. I krzyczeli, słusznie, że to skandal. Na początku MSZ zaprzeczało, że coś takiego istnieje. Później – przyznało się. I teraz ma być opracowane coś nowego.
Żal patrzeć, jak gromada dobrze opłacanych dyletantów, płodzi tygodniami jakieś mądrości, które potem wstyd pokazać. A wystarczyłoby poprosić trzech, czterech byłych ambasadorów – i oni opisaliby w mig, jak sobie radzić na placówce i w centrali. Czy to z Maszkiewiczem, czy to z Palmowskim. Czy z kimkolwiek innym.
Attaché

Wydanie: 30/2010

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy