I po wyborach

I po wyborach

Kiedy ukaże się ten tekst, będą już znane wyniki wyborów. Jako społeczeństwo staniemy nadzy przed wielkim lustrem. A usprawiedliwienia od historii utraciły ważność. Ale można też napisać: politycy nie dali nam niczego dobrego do wyboru. Mój znajomy mawiał: „Każdy rząd jest z natury rzeczy zły, ale są też gorsze”. Niepokój o to, co będzie po wyborach, nie jest wyssany z palca. To suma doświadczeń, a u mnie też wnioski z lektury prasy prawicowej. Nie czytam jej systematycznie, tym mocniejsze wrażenie robi ten sposób myślenia. Zdumiewający skrzep konserwatyzmu, a też zajadłość. I różne odcienie szaleństwa. To rodzi poczucie obcości. Jest w tym myśleniu też namiastka politycznej religii i mały kult jednostki. Wielki przywódca nigdy nie popełnia błędów. Ale to wszystko nie ma dużej skali, jest karłowate i całe szczęście, bo my to jednak nie Rosja.

Jak małe wydają się nasze dramaty po lekturze książki „Przeżyć” Yeonmi Park, Koreanki z Północy. Zacząłem czytać w pociągu na stacji Warszawa Wschodnia, a skończyłem na dworcu w Bielsku-Białej. Byłem przed laty dwa dni w Korei Północnej, przywieziony tam na chwilę z grupą pisarzy w „złotej klatce”. Ci z Zachodu niczego nie dostrzegali. A my ze Wschodu jednak wiele zobaczyliśmy przez szczeliny w kamuflażach. Najbardziej osobliwe było poczucie, że to jest inna planeta, gdzie nagle zdjęto z nas wszelką odpowiedzialność, bo została zawieszona wolność wyboru. To dziwaczne, niemal przyjemne uczucie, pewnie doświadczane czasami przez chorych w szpitalu.

Mój przyjaciel w Toronto pisze: „Znajoma nauczycielka, która ma zajęcia w polskiej szkole, podeszła do mnie i mówi: »Słuchaj, co się dzieje z Polakami? Z dziećmi Polaków? Co one mają w głowach?! Malują swastyki na ławkach, naśmiewają się z Hindusów i Murzynów«. Co mogłem jej odpowiedzieć? Jak wytłumaczyć? Odpowiedź jest jedna – to atmosfera polskiego domu tutaj, komentarze do telewizora, gadki z przyjaciółmi i sąsiadami. Wyrzekanie na los. Polacy wszędzie wyrzekają, obojętnie, w jakich żyją warunkach”.

Cytuję, chociaż buntuję się, by robić z tego uogólnienie. Sam mam inne doświadczenia z polskich szkół. A teraz jestem w jury konkursu dla dzieci i młodzieży szkolnej z całej Polski. To już jego 33. edycja. I ci sami organizatorzy, których nikt nie widzi ani nie nagradza, choćby za wytrwałość. Setka dzieci dostaje nagrody literackie. Moim zdaniem, wszelkie inne konkursy, łącznie z przyznawaniem Nagrody Nobla, są niesprawiedliwe. Sztuka to nie sport, więc wybór tylko jednej osoby jest zawsze krzywdzący. Przyjeżdżają tu dzieci siedmioletnie, ale też nastolatki. I jak zwykle, tam gdzie sztuka, czułość i wrażliwość, jest wyraźna przewaga płci żeńskiej. Koncert, potem uroczystość rozdania nagród. Niektórzy laureaci, ci śmielsi, czytają swoje utwory ze sceny. Potem prowadzę z nimi warsztaty literackie. Niezwykle twórcze dzieci, otwarte, ciekawe świata. Uderza jednak, jak wiele w ich utworach dramatów życia, a przecież wydaje się, że żyją w najlepszych latach w historii Polski. Ale wszyscy czujemy, że coś się zmienia. Ich niepokój jest odbiciem niepokojów rodziców o to, w jakim świecie przyjdzie żyć ich dzieciom. Jakby zaczęła przerastać nas cywilizacja, którą sami stworzyliśmy.

We wsi pod Cieszynem piękny, obszerny dom, dwór prawie. Barry jest Anglikiem, biznesmenem, ona anglistką i córką mojej kuzynki. Ileż ja w ostatnich latach miałem takich rodzinnych odkryć dzięki internetowi. On ma w Anglii firmę, ale prawdziwy dom jest ten polski i Barry świetnie tu się czuje, chociaż nie zna polskiego. A może dlatego. Mówi co chwila: „Świat zwariował” i narzeka na Anglię zupełnie jak my na Polskę. Demokracja jakby zastygła, jakby już nie krążyła w niej krew. I ta korupcja wszędzie powszechna. Barry od 10 lat co miesiąc lata liniami Wizz Air z Katowic do Londynu i szybko wraca. Opowiada, jak przez lata zmieniali się polscy pasażerowie. Najpierw byli to ludzie o inteligenckich twarzach, skupieni, świetnie wykształceni. Potem ruszył do Anglii lud, wielu prostych ludzi, czasami niedomytych, którzy niekiedy okropnie się zachowywali w samolocie. Teraz najwięcej jest rodzin z dziećmi, jadą do Polski na chwilę w odwiedziny i wracają. To Polacy już zakorzenieni w Anglii, już Europejczycy.

Barry’ego zdumiewają polskie paradoksy, np. w Polsce jest tak wielu świetnych lekarzy, a szpitale są tak kiepskie. I długo tak wylicza… Wyjaśniam mu, że to polska bezradność organizacyjna, nie potrafimy wyznaczać reguł gry, taka nasza skaza. Nie wykorzystujemy dobrze swoich fachowców, bo działają w złych strukturach. Jacek Santorski w rozmowie ze mną dla PRZEGLĄDU nazwał to folwarcznym sposobem zarządzania. A w politycznych debatach przedwyborczych było o wszystkim, tylko nie o tym.

Wydanie: 44/2015

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy