IPN imienia Bolka

IPN imienia Bolka

Czegóż to my kiedyś w Polsce nie mieliśmy? Chociażby w takim kinie! Kiedyś mieliśmy unikalną w świecie polską szkołę filmową. Wielkich reżyserów i wybitne filmy. Dziś mamy sfrustrowanych krytyków i widzów na amerykańskiej tandecie. Kiedyś mieliśmy wspaniałą drużynę piłkarską i genialnych piłkarzy, których nazwiska znano nawet w buszu. A teraz po klęsce austriackiej do kraju wróciło dwóch piłkarzy z całej ekipy. Tylko tylu nie bało się wylądować na Okęciu. Nazwiska naszych orłów zapamiętają głównie satyrycy. No i księgowy PZPN. Kiedyś mieliśmy też polską szkołę historyków. Nawet zresztą niejedną. Ale to było jeszcze przed powołaniem Instytutu Pamięci Narodowej, najbardziej kuriozalnej tego typu firmy na świecie. IPN jest w pełni samowystarczalny. Przebił nawet wash and go. IPN to więcej. To trzy w jednym. Instytut badawczy, prokurator i sąd. Projektodawcy i autorzy tego monstrum to ojcowie nowej polskiej szkoły. Szkoły cynizmu i manipulacji. Hulaj dusza, piekła nie ma. IPN-owcy zbadają przeszłość każdego według własnych kryteriów. Napiszą akt oskarżenia, który w ich języku nazywa się książką naukową. I wydadzą wyrok. Brakuje tylko uzupełnienia statutu IPN o funkcje egzekucyjne, a ofiara nie musiałaby się męczyć. Ten tryb działania zapewniłby też pracę kolejnym pokoleniom IPN-owców, którzy mogliby się np. zająć rehabilitowaniem wcześniej przez IPN oskarżonych i skazanych.
Książka o Lechu Wałęsie wyprodukowana przez IPN mogłaby zaskoczyć tylko kogoś, kto ostatnie lata spędził w jakimś odległym, acz cywilizowanym kraju. Po wcześniejszych paszkwilanckich tekstach na temat Jacka Kuronia czy Zbigniewa Bujaka, za które nikt nie poniósł konsekwencji, wiadomo było, że PiS-owska ekipa w IPN zrobi wszystko, by pokazać prawdziwą historię dwóch ostatnich dekad. A ta prawdziwa historia to przecież historia bohaterskich czynów dwóch braci Kaczyńskich i wiecznie skrzywionego senatora Romaszewskiego. To przecież oni obalili stary ustrój. Nie będzie więc im jakiś Bolek bruździł i odbierał zasług.
Nie takie już szaleństwa Polska przeżyła, by się szczególnie ekscytować humorami aktorów drugiego planu. I produkcją propagandową IPN. Jeśli jest problem, to tyczy on braku powodu, by taka osobliwa działalność była finansowana przez podatników. I to przez podatników, z których 80% ma jak najgorsze zdanie o Prawie i Sprawiedliwości. Dlaczegóż więc mają płacić haracz na PiS-owski instytut? PiS jako partia polityczna ma przecież duże dotacje z budżetu państwa i może zatrudnić najwierniejszych opisywaczy ich wersji historii Polski. I korzystając z wolności słowa, niech wydają. Niech oskarżają. Niech budują nowe pomniki. Byle za swoje. Tak jak to robią tysiące naukowców, dziennikarzy, pisarzy i poetów, którzy szukają sponsorów swoich dzieł, bo państwo nie chce im podarować nawet złotówki.
Nie może być jednak zgody na to, by w państwowej instytucji partyjni frustraci pisali aberracyjną wersję historii. Bierne przyglądanie się temu oznacza w istocie współudział w szaleństwie. Rację ma Andrzej Celiński, gdy wzywa do tego, by takich ludzi przepędzić z państwowych instytucji. Przepędzić w imię prawa Polaków do mądrych, uczciwych i kompetentnych urzędników.

Wydanie: 26/2008

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy