IPN ucieka przed Wołyniem

IPN ucieka przed Wołyniem

Strasznie bieduje przystań prawicowych poszukiwaczy haków kierowana przez Łukasza Kamińskiego. Prezes IPN pożalił się na swój los w piśmie Grzegorza Hajdarowicza, znanego, choć niedocenianego reformatora mediów. Hajdarowicz reformuje poprzez zwalnianie ludzi, a Kamiński zwalcza bezrobocie poprzez zatrudnianie kolejnych wyznawców. Zasadnicze różnice, a efekty – jak widać – podobne. Kamińskiego najbardziej zabolał skromny budżet IPN. Bo cóż to dla niego tych parę groszy, które mu dano na poszukiwanie dowodów bohaterstwa „Ognia” i jemu podobnych? Te grosze to 246 mln zł (słownie: dwieście czterdzieści sześć milionów złotych). Powiększone w tym roku o całe 10%. Ciekawe, komu jeszcze rząd i posłowie zafundowali taką podwyżkę. I to na co – na podwyżki płac prokuratorów, którzy nawet zdaniem Kamińskiego za bardzo się nie przemęczają. A może te podwyżki to rekompensata za pracę w IPN? Bo trudno przyznać się do tego na mieście. Ciekawe, co ci prokuratorzy robią w sprawie rzezi wołyńskich. Bo prezes Kamiński nie zrobił jeszcze nic. A teki edukacyjne IPN są powszechnie krytykowane przez środowiska kresowe. Tak jak plany IPN związane z 70. rocznicą. Zwykłe mydlenie oczu i typowa dla tego środowiska ucieczka przed faktycznym problemem. Share this:FacebookXTwitterTelegramWhatsAppEmailPrint

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 10/2013, 2013

Kategorie: Przebłyski
Tagi: Przebłyski