Ironia 20-latka – rozmowa z dr. Radosławem Muniakiem

Ironia 20-latka – rozmowa z dr. Radosławem Muniakiem

Hipster nie ma własnego zdania, moralność też mu niepotrzebna

Czy znamy naszych najmłodszych, ale już dorosłych współobywateli?
– Bliższe spotkanie, o ile do niego dojdzie, może się wiązać z dużym zaskoczeniem. Myślę tutaj o 20-latkach z dużych miast, którzy należą do subkultury hipsterów. Takich osób nie ma w małych ośrodkach ani na wsi. Nasz hipster to ktoś bardzo młody, często student, ale nie to jest najważniejsze. Cechą wyraźnie akcentowaną jest „robienie czegoś”, o czym świadczy niemal obowiązkowy laptop. Hipster nad czymś pracuje, przynajmniej takie stwarza wrażenie. On na pewno nie jest bezrobotny, czyli bezczynny, i tym się różni od pokolenia niegdysiejszych bitników, którzy w subkulturowym buncie przeciwko systemowi niczego nie robili: ani nie studiowali, ani nie pracowali. Tu sytuacja jest odwrotna – hipster musi coś robić.

Coś, czyli co?
– Formuła jest bardzo szeroka. To może być jakiś wymyślony, fikcyjny projekt, który wcale nie musi mieć przełożenia na rzeczywiste zajęcie zarobkowe. Praca często nie jest związana z konkretnym zatrudnieniem ani choćby studiami. Młody człowiek siedzi w kawiarni z laptopem, sam lub w większym towarzystwie przyjaciół, i nie jest bezczynny. To właściwie wszystko. Może przeglądać oferty w internecie, może czytać skomplikowaną książkę, robić tzw. research.

To daje poczucie przewagi?
– Myślę, że jest to poczucie ambiwalentne. Bo z jednej strony współczesny 20-latek jest pewnie lepiej przystosowany do obecnych realiów kulturowych, ekonomicznych i obyczajowych niż np. 10 lat temu, ale z drugiej strony te realia są, jak twierdzi prof. Zygmunt Bauman, w jakiejś mierze patologiczne. Może więc to wcale nie jest przewaga, bo trudno powiedzieć, że chory, przystosowując się do choroby, ma jakąś przewagę. 20-latkowi na pewno łatwiej się poruszać w tej rzeczywistości niż mnie, choć mam tylko 32 lata. Dziś to spora różnica pokoleniowa. Kiedyś regułą były zmiany pokoleniowe co 25 lat, teraz, w XXI w., zmiana następuje co siedem, a może nawet co pięć lat. Znaczyłoby to, że dzisiejsze 20-latki są mentalnie moimi wnukami, że dzielą nas jakby dwa pokolenia.

Czy jest pan dumny ze swoich „wnuków”? Czy mają się czym szczycić, czy rozróżniają dobro i zło?
– To duży problem, bo dla tych młodych ludzi nie istnieje kwestia wyboru dobra czy zła, nie ma w ogóle takich kategorii. Nie istnieje nic białego ani czarnego. Wszystko jest szare. Choć mam, wydaje się, poglądy bardzo liberalne, uznaję taką sytuację za bardzo smutną, wręcz przerażającą. Wydawałoby się, że istnienie moralności jest kluczowe dla konstrukcji człowieka. A co robić, gdy moralności w ogóle nie ma? Nie chodzi tu nawet o jakiś konkretny system moralny, ale o całkowity brak idei moralności, o niewiarę, że taka idea w ogóle istnieje i jest do czegoś potrzebna. To w najwyższym stopniu niepokojące. Rozróżnianie dobra i zła przestało funkcjonować.

Zła będzie np. kompromitacja, obciach. Co dla hipstera jest obciachem?
– Obciachem może być wszystko i nic. Dla dzisiejszego 20-latka nie ma pod tym względem żadnych reguł. Nawet nihilizm czy anarchia nie są atrakcyjne w tym środowisku. Wydawałoby się, że zdecydowane wyjście poza modę, poza decorum byłoby powodem obciachu, ale tutaj także ocieralibyśmy się o jakieś reguły. Hipsterstwo związane jest silnie ze zjawiskiem ironii i to stało się dla wielu mechanizmem obronnym. Np. podchodzi młody człowiek do stolika i oświadcza, że bardzo mu się podobała nowa piosenka Madonny. Jeśli wzbudzi obrzydzenie, natychmiast replikuje: Co wy? Ja żartowałem. Hipster nie ma własnego zdania, każda opinia może się zupełnie rozmyć. Nawet jeśli dana piosenka rzeczywiście się podobała, poprzez ironię można tę ocenę zdyskwalifikować.

Ale jest chyba coś, co 20-latkom się podoba?
– Na pewno ich preferencje kulturowe umieszczone są w obszarze multimediów, bardziej interesuje ich film niż książka, a nowoczesne strony internetowe wciągają bardziej niż artykuły w gazetach.

W internecie też są treści bardziej wyrafinowane.
– Nie ma jednak żadnych kryteriów oceny. Głupi filmik na YouTube, którym wszyscy się zachwycają w jednym tygodniu, może zostać zastąpiony w następnym przez nagranie „Requiem” Mozarta z opery w Wiedniu. Granice tego, co wyższe, a co niższe, zupełnie się rozmyły. Wszystko jest płynne. Uważam, że większy wpływ kulturotwórczy mają treści masowe niż elitarne i wysokie, ale całkowite wyzucie się kryteriów odbieram z niepokojem.

Czy w tym środowisku dominuje pierwiastek męski czy raczej unisex?
– Dominujący jest kompletny brak zdefiniowania seksualnego, a więc androginiczność. Dobrze to widać po hipsterskich strojach. Mężczyźni i kobiety noszą te same spodnie – obcisłe rurki, podobne koszulki z napisami. Jakiś szalik na szyi i jakieś nakrycie głowy. Płeć nie przynosi żadnego akcentu w ubiorze. To nie jest zniewieścienie, feminizacja, to pozbawienie wszelkich cech wyróżniających.

A więź z historią, tradycją narodową?
– Historia jest traktowana wyłącznie jako fetysz. Nie ma mowy o jej poznawaniu czy studiowaniu, korzysta się tylko ze stylistyki danych czasów, z samego designu. Jeśli dla tych ludzi czasy PRL są kultowe, chodzi jedynie o ich powierzchowną otoczkę. Tu nikt nie dochodzi prawdy, nie dyskutuje, że mieliśmy do czynienia z reżimem. Młody człowiek skupia się na obrazku kobiety na traktorze albo ogląda meblościankę bez jakiejkolwiek głębszej refleksji. Nie odnosi się to zresztą wyłącznie do czasów PRL, bo podobnie traktowane są inne epoki, np. lata 30. czy 80. U hipstera wszystko jest wymieszane, nic nie jest zakorzenione.

Ale jednym z ważnych atrybutów hipstera jest np. rower.
– Rower tak, ale nie jako przyrząd do uprawiania gimnastyki ani jako środek lokomocji. To po prostu dodatek do stroju. Ktoś przyjeżdża rowerem na plac Zbawiciela w Warszawie, robi kółeczko, aby być zauważonym, następnie przypina rower do ławki czy słupa i zostawia na cały dzień. Dalej porusza się pieszo. Nie twierdzę, że tak robią wszyscy, są wyjątki. U hipstera wiele rzeczy jest tylko na pokaz, nie traktuje się ich serio ani praktycznie.

Jest kult wiedzy.
– Ale zaledwie na poziomie słownika. Każdy musi być jakoś inteligentny, robić wrażenie oczytanego, najczęściej jednak operuje się stereotypowymi hasłami. To sztuka z gatunku jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało. Za tym nie idzie autentyczna znajomość faktów, autorów, prądów myślowych.

Bardzo interesujący wydaje się stosunek do pieniędzy, do pozycji materialnej.
– Istotnie. Ci ludzie są zbyt młodzi, aby zarabiać duże pieniądze, nawet jeśli gdzieś pracują. Główne źródło finansowania stanowią więc rodzice, którzy dają coś na kawę lub piwo. Jednak o tym w ogóle się nie mówi. Pieniądze to coś brudnego. Może takie podejście wynika z poczucia winy, że kieszonkowe dostaje się od rodziców, ale nikt się w ten sposób nie demaskuje. Sam moment płacenia rachunku jest maksymalnie dyskretny. Pieniądze dla hipstera są tematem tabu.

Co wyrośnie z dzisiejszych 20-latków?
– Mam nadzieję, że to pokolenie w końcu wróci do jakichś podstaw bycia człowiekiem, do pracy nad sobą, do trwałych wzorców i autorytetów. Z drugiej strony gdy odzywa się we mnie badacz kultury, jestem bardziej pesymistyczny. Może być tak, że kolejne pokolenie będzie szło jeszcze dalej w kierunku społecznej i kulturowej patologii, że ten model na zasadzie domina będzie powielany, że ugruntuje się niezdrowy schemat bycia, a właściwie niebycia w świecie. Byłoby lepiej, gdyby opisane postawy miały się przekształcić w jakąś formę buntu, ale trudno wskazać jego kierunek, skoro wszystko jest dozwolone. Może jedyna potencjalna forma buntu to przesunięcie całej populacji w stronę mentalności konserwatywnej, na co oczywiście bardzo liczą prawicowi politycy. Taki scenariusz też może być przerażający. Jak będzie naprawdę, przekonamy się za jakieś pięć-siedem lat.

Dr Radosław Filip Muniak  zajmuje się filozofią sztuki, estetyką i antropologią filozoficzno-kulturową. W Szkole Wyższej Psychologii Społecznej prowadzi zajęcia z filozofii kultury, estetyki i antropologii. Na stronie uczelni można o nim przeczytać, że w pracy wykładowcy „ceni koniec roku i momenty, w których udaje mu się wzniecić ogień w oczach studentów. Wolny czas najchętniej spędza, podróżując i aktywnie uczestnicząc w życiu kulturalnym miasta”.

Wydanie: 9/2013

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy