Islam należy do Niemiec

Islam należy do Niemiec

Jednak w Centralnej Radzie Muzułmanów zasiada niewielu Turków, którzy założyli w Niemczech własne instytucje. Kogo pan tak naprawdę reprezentuje?

– To prawda, u nas są głównie przedstawiciele świata arabskiego, ale również Syryjczycy, Kurdowie, Irakijczycy, Afrykanie, Bośniacy, sunnici, szyici, alawici, choć przede wszystkim niemieccy muzułmanie. Jesteśmy instytucją heterogeniczną, na naszej liście są zapisani przedstawiciele ponad 300 meczetów.

Pana ojciec jest Syryjczykiem, ma pan więc na pewno szczególny stosunek do uchodźców. Krytycy porozumienia UE z Erdoğanem twierdzą, że Syryjczycy żyją tam w rozpaczliwych warunkach. Czy Turcja dba o imigrantów z Syrii?

– Część mojej rodziny pochodzi z Aleppo, z którego musiała zbiec jak tysiące innych rodaków. Obecnie mieszkają w Bursie, mają fajne mieszkanie, wykonują swoje zawody, prowadzą godziwe życie. Nie wszyscy zatem mieszkają w obozach, wielu syryjskich uchodźców jest rozsianych po tureckich miastach i znakomicie sobie radzi. Erdoğan ostatnio zaproponował im nawet tureckie obywatelstwo. Ja również nie przepadam za prezydentem Turcji, ale niekiedy to zdumiewające, że w niemieckich gazetach czytam więcej o Erdoğanie niż o wyczynach własnego rządu federalnego. Nie muszę przypominać, ilu imigrantów Turcja udźwignęła na własnych barkach, nie mówiąc już o tym, że przyjmuje z UE tych „zwróconych nielegalnych”, podczas gdy cała Unia nie potrafi sobie poradzić z zaledwie milionem uchodźców. Powinniśmy najpierw pozamiatać przed własnymi drzwiami.

Inne organizacje muzułmańskie w Niemczech krytykują pana zbyt częste występy w mediach. Podobno ma pan skłonność do niepotrzebnych prowokacji. W programie telewizyjnym wystąpił pan w burce.

– W Niemczech muzułmanin znajduje się pod nieustannym medialnym ostrzałem. Jesteśmy dyskryminowani, nie możemy „zbyt często” występować w mediach. Z drugiej strony zwracam się do muzułmanów z pewną ofertą i muszę do nich dotrzeć. Natomiast w programie Sabine Christiansen wiedziałem, że w pewnym momencie rozmowa z politykami zejdzie na kwestię zakazu noszenia burek. Wobec tego ją założyłem i powiedziałem, że nadal jestem tym samym człowiekiem, aczkolwiek reakcje zdumionych gości programu kazały przypuszczać, że są innego zdania.

Skądinąd dziwne, że występował pan w obronie burek, podczas gdy pańska żona, praktykująca muzułmanka, jej nie nosi.

– Nie występuję w obronie burek, tylko w obronie wolności. Nie powinno być zakazów czy nakazów ani w jedną, ani w drugą stronę. Rozumiem, że w zachodnich środowiskach niechętnych islamowi burka uchodzi za symbol dyskryminacji kobiety. Pragnę jednak przypomnieć, że to tylko zacna sugestia zapisana w naszej wierze. Muzułmańskie kobiety noszą chusty z własnego wyboru, tego zaś nie potrafimy uszanować. Potrzebujemy w naszym kraju więcej umiaru i pogody ducha, lecz także informacji i wyrozumiałości. Odpowiedzialność za te deficyty ponoszą zresztą także niemieccy muzułmanie, którzy tak chętnie „monitują”. Komunikacja między wspólnotą, państwem i nauką nie funkcjonuje jeszcze w wielu obszarach.

Rozmawialiśmy o AfD i innych wrogich muzułmanom zjawiskach. Norbert Hofer, który ma duże szanse na zdobycie fotela prezydenta Austrii, bez ogródek mówi, że islam nie należy do Austrii. Obawia się pan szerokiego frontu przeciwko wyznawcom islamu na naszym kontynencie?

– Trochę się martwię, bo nie widzę w Europie nikogo, kto mógłby się zmierzyć z narosłymi od dziesięcioleci problemami. Każdy zamach terrorystyczny będzie pobudzał partie populistyczne. Przed każdymi wyborami przekraczane są kolejne granice kulturowe, po czym naród wybiera „coś nowego”. To niepokojące, choć nie sądzę, żeby cała Europa zamieniła się we wrzący antyislamski kocioł.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 30/2016

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy