Jacy wierni, taki i Kościół

Jacy wierni, taki i Kościół

Gdy słyszę o setkach zbulwersowanych kościelną agitacją wiernych, pytam, ilu z nich po mszy podzieliło się swoim oburzeniem z agitującym księdzem

W powyborczym „Przeglądzie” (nr 28) znalazło się – i słusznie – kilka stron na wyrażenie oburzenia karygodną postawą znacznej części hierarchii i kleru ogółem. Chciałbym się do tych dyskusji odnieść i dodać swoje uwagi w dwóch kwestiach.
Po pierwsze, uważam, że zbyt łatwo przychodzi nam odmawianie księżom prawa do udziału w życiu społecznym. Zbyt nierozważne i zamienne stosowanie przymiotników „społeczny” i „polityczny” sprawia, że próbę obrony świeckości państwa bardzo łatwo przerodzić w zamknięcie księży w li tylko religijnym wymiarze ich działalności. Niekoniecznie musi wyjść to polskiemu społeczeństwu na dobre. Nie możemy zapominać, że dla wielkiej części Polaków wspólnota okołoreligijna jest jedyną formą wspólnoty, której doświadczają. Próba zredukowania tej wspólnotowości do jej czysto sakralnego charakteru może wyrządzić olbrzymią krzywdę polskiej prowincji, która po prostu nie będzie w stanie szybko wytworzyć czegoś w zamian.
W wielu wsiach, miasteczkach lub nawet dużych miastach nikt nie ma takiego potencjału budzenia sumienia społecznego mas, jak księża. Dopóki kler jedynie budzi sumienia, dopóty czyni rzecz godną pochwały i wielce Polakom potrzebną. Niejednokrotnie ma w tej mierze lokalny monopol, nie tylko ze względu na autorytet własny. Waży tu również zupełny brak konkurencji, bardzo bolesny brak innych – niż religijne – autorytetów dla polskiej prowincji. Cóż jednak zrobić, gdy kler posuwa się o krok dalej? Gdy po zdaniu „ten supermarket pozbawi pracy dziesiątki małych sklepikarzy” pada rozkaz „rozliczcie ich za to przy urnach!”?
Jest to drugi punkt refleksji, którą chciałem się podzielić. Gdy słyszę o setkach zbulwersowanych kościelną agitacją wiernych, pytam, ilu z nich po mszy podzieliło się swoim oburzeniem z agitującym księdzem. Ilu z nich opuściło kościół, gdy padła sugestia, na kogo głosować? Ilu zgłosiło zakłócenie ciszy wyborczej? Wobec liczby oburzonych są to ilości tak śmieszne, że niemal niewarte brania pod uwagę.
Kościół to nie tylko organizacyjna struktura i hierarchia, z nieprawością i nieprzyzwoitością której trzeba walczyć publicznie, bo tylko głośny sprzeciw do niej dociera. To również wspólnota budowana przez każdego członka, za którą każdy jej uczestnik ponosi współodpowiedzialność. Gdy proboszcz mojej (ostatniej już) parafii na szczecińskich Gumieńcach oświadczył nam na pasterce, że Bóg zesłał falę tsunami (która zabiła ponad 200 tys. osób) po to, by wskazać bawiącym się tam Szwedom, gdzie się powinno Boże Narodzenie świętować – podziękowałem za taki Kościół. Gdybym utyskiwał, że pozwolił sobie na za dużo, i nie zrobiłbym nic ponadto, przykryłbym się grubą warstwą hipokryzji. Można tu odnaleźć pewną analogię do wyborów. Obywatel RP (a więc członek pewnej wspólnoty), który nie głosuje, traci prawo do narzekania na władzę. Katolik, który cicho siedzi w ławce, traci prawo do narzekania na zło w Kościele. Co więcej – staje się za nie współodpowiedzialny, w pełni bowiem je swoim milczeniem usankcjonował.

Wydanie: 29/2010

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy