Jak romans, to nie w Boeingu

Jak romans, to nie w Boeingu

Dyrektor wielkiego koncernu lotniczego stracił stanowisko z powodu erotycznego skandalu

Wrócił z emerytury, aby przywrócić firmie Boeing dobre imię. Uważano go za zbawcę lotniczego giganta z Chicago. Lecz po 15 miesiącach Harry Stonecipher podał się do dymisji może nie tyle zhańbiony, ile mocno zakłopotany. Złośliwi komentatorzy piszą, że z herosa korporacji stał się jej „starym capem”.
Rada dyrektorów Boeinga orzekła, że 68-letni Stonecipher zawinił, nawiązał bowiem romans z pracownicą firmy. Prasa zidentyfikowała ją jako młodszą o 20 lat, atrakcyjną, dynamiczną i szybko awansującą wiceprezeskę biura Boeinga w Waszyngtonie, Debrę Peabody. Oboje poznali się w styczniu na corocznym spotkaniu menedżerów koncernu w Hills Country Club w Palm Desert (Kalifornia). Pani Peabody była rozwiedziona, dyrektor Boeinga miał żonę, dzieci i wnuki, ale żył samotnie. Jego żona Joan mieszka na Florydzie, od kilku miesięcy małżonkowie byli w separacji. Romans trwał krótko, kochankowie spotykali się rzadko, między Chicago a Waszyngtonem przesyłali sobie tylko namiętne maile. Zły los sprawił, że pikantny elektroniczny list Stoneciphera przeczytała pewna pracownica Boeinga. Zapewne powodowana zazdrością kobieta w końcu lutego doniosła o romansie trzem dyrektorom firmy, mocno ubarwiając to i owo. Przysłała im też fragmenty miłosnego listu. Zarząd natychmiast wszczął dochodzenie, które trwało dziesięć dni. Szef Boeinga nawet nie próbował zaprzeczać. 7 marca rada dyrektorów poleciła mu podać się do dymisji, a Harry Stonecipher posłuchał. Przewodniczący rady nadzorczej, Lewis Platt, oświadczył, że dyrektor nie popisał się zdrowym rozsądkiem, co mogło zaszkodzić jego zdolności do kierowania firmą. Jak podkreślono, Stonecipher nie został zwolniony z powodu romansu, lecz dlatego, że złamał kodeks postępowania obowiązujący w koncernie. Kodeks stanowi, że pracownicy powinni unikać wszelkich czynów i sytuacji, które mogłyby wprawić korporację w zakłopotanie. To Stonecipher był inicjatorem tych przepisów. Romansowy dyrektor przyznał ze skruchą w rozmowie z dziennikarzem „Wall Street Journal”: „Ustanowiliśmy tu… Do diabła! Ja ustanowiłem – wysokie standardy zachowania. Złamałem własne zasady”.
Szef Boeinga nie zmuszał Debry Peabody do seksu, romansowali za obopólną zgodą. Pani wiceprezes nie była bezpośrednią podwładną Stoneciphera, flirt nie przyniósł jej korzyści finansowych ani awansu. Freada Klein, konsultantka w sprawach molestowania seksualnego w miejscu pracy, opowiada: „W ostatnich latach skontaktowało się ze mną co najmniej 12 korporacji, w których doszło do romansów i afer seksualnych na najwyższym szczeblu. Żadna z osób uwikłanych w te sprawy nie utraciła posady”. Larry Ellison, szef koncernu Oracle, romansował jednocześnie z trzema swymi podwładnymi, z których jedna nawet oskarżyła go przed sądem, a jednak pozostał szefem. Dlaczego dyrektor Boeinga miał twarde lądowanie z powodu bardziej przecież niewinnej afery?
Wyjaśnić to można tylko ogólną sytuacją w firmie. Poprzedni dyrektor, Phil Condit, odszedł 1 grudnia 2003 r. w atmosferze skandalu. W przerwach między czterema małżeństwami uwodził podwładne. Co gorsza, patrzył przez palce na korupcję i inne nielegalne praktyki dyrektorów Boeinga. Dwoje z nich, dyrektor finansowy Mike Sears oraz Darleen Druyun, musiało ustąpić ze stanowisk, a w końcu zostało skazanych na kilkumiesięczne kary więzienia. Pani Druyun, kiedy była jeszcze wysokiej rangi funkcjonariuszką Pentagonu, pomogła Boeingowi uzyskać opiewający na 23 mld dol. kontrakt na dostawę 100 samolotów do tankowania w powietrzu. W zamian za to Sears załatwił jej posadę w Boeingu z roczną pensją 250 tys. dol. Kiedy wybuchł skandal, Departament Obrony anulował kontrakt. Reputacja Boeinga mocno ucierpiała. Firma sprowadziła na ratunek Stoneciphera, już emeryta (uprzednio stał na czele koncernu McDonnell Douglas, który w 1997 r. połączył się z Boeingiem). „Harry Siekiera”, jak zwany jest Stonecipher z powodu zdecydowanych metod działań, miał przywrócić koncernowi dobre imię. Rzeczywiście, osiągnął wiele i kurs akcji lotniczego giganta z Chicago wzrósł o 52%. Lecz kiedy okazało się, że dyrektor i twórca kodeksu postępowania Boeinga romansuje z panią wiceprezes, zarząd uznał, że nie wolno ryzykować. Głównym odbiorcą samolotów i technologii Boeinga jest Pentagon. W czasach nieco purytańskiej prezydentury George’a W. Busha Departament Obrony stanowczo wymaga od swych kontrahentów: „Żadnych skandali!”. Szefowie Pentagonu obawiali się zresztą, że dyrektor, który ma dostęp do supertajnych programów zbrojeniowych i jednocześnie popełnia „cudzołóstwo”, nie jest człowiekiem godnym zaufania. Trzeba było więc złożyć kochliwego Harry’ego na ołtarzu interesów korporacji. W sprawie pani Peabody Boeing wciąż prowadzi dochodzenie.

 

Wydanie: 11/2005

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy