Jak rozgryźć doradcę finansowego?

Jeśli doradca unika dyskusji na temat ryzyka i zagrożeń, ale nalega na podpisanie umowy,
lepiej dać sobie spokój

„Od 1.04.2010 posiadamy w swojej ofercie pożyczki bez BIK bez poręczycieli, na samo oświadczenie. Aby skorzystać z Naszej oferty wystarczy: wejść na stronę www.sms.finansowy24.net oraz wypełnić formularz lub wysłać smsa o treści AT.gory na nr 92568”. To jedno z wielu ogłoszeń, które znalazłem w sieci. I przykład ekstremalnego doradztwa finansowego. Po pierwsze, podana strona internetowa nie istnieje. Po drugie: koszt SMS-a to 25 zł (!), co oznacza, że oferta adresowana jest do bardzo naiwnych kredytobiorców.
Czy można tego uniknąć? Oczywiście. Wybierając się do doradcy finansowego. Jeśli zdecydujemy się skorzystać z jego usług, najlepiej zacząć od forów internetowych. Szybko się przekonamy, że w sieci istnieje wiele stron z informacją na ten temat. Jeśli o danym produkcie bankowym, oferującym go banku i doradcach finansowych sporo osób wypowiada się źle lub bardzo źle, trzeba poszukać czegoś innego. Jeśli zaś chwalą, polecają i dojeżdżają… warto sprawdzić ofertę. Podstawowa zasada, jaką się kierujemy, to

brak zaufania.

Doradztwo finansowe na większą skalę rozwinęło się wraz z bumem na kredyty mieszkaniowe. W Polsce szkolenie i certyfikowanie doradców finansowych rozpoczęto we wrześniu 2005 r. Do tej pory Certyfikaty EFG (European Financial Guide – asystent finansowy, ekspert sprzedaży produktów finansowych) oraz EFC (European Financial Consultant – konsultant-doradca finansowy) uzyskały 1142 osoby. Listę certyfikowanych doradców można znaleźć na stronie Europejskiej Federacji Doradców Finansowych – http://www.effp.pl.
Pierwszą niezależną firmą działającą w branży doradczej poprzez sieć biur na terenie całego kraju był Expander, który wystartował w 2000 r. Następnie pojawiły się: Xelion Doradcy Finansowi (związani z bankiem Pekao SA) i Open Finance (założony przez znanego biznesmena Leszka Czarneckiego).
Ich zadaniem było ułatwienie potencjalnym kredytobiorcom i inwestorom podjęcia decyzji. Pracownicy tych firm porównywali produkty bankowe, starając się dopasować je do potrzeb klienta. Firmy zarabiały na prowizjach wypłacanych przez banki. Placówki w dużych miastach i często agresywna reklama plus obowiązkowi „niezależni eksperci” i „główni ekonomiści” występujący w mediach budowali ich reputację.
Prawdziwy bum na usługi doradców finansowych przypadł na lata 2005–2008, gdy indeksy giełdowe pięły się w górę, ceny mieszkań zaś dosłownie eksplodowały. Światowy kryzys finansowy mocno ograniczył liczbę osób gotowych skorzystać z usług doradców. Spadły też ich zarobki.
Za to rozwinęły się strony internetowe poświęcone produktom finansowym. Ich autorzy porównywali oferty banków, funduszy inwestycyjnych i towarzystw ubezpieczeniowych. Przy umiarkowanym wysiłku każdy mógł samodzielnie znaleźć coś dla siebie. Czy to kredyt gotówkowy, czy to ubezpieczenie mieszkania, czy to lokatę…
Zawsze, gdy chcemy zasięgnąć tego typu porady, dobrze dysponować wiedzą o interesujących nas produktach. Doradca

może nam pomóc,

lecz ostateczna decyzja należy do nas. Warto też pamiętać, że doradcy nie trudnią się działalnością charytatywną. Dobrze jest zapytać o wysokość opłaty, jaką pobierają. Z reguły sporządzenie planu finansowego to wydatek 600-1000 zł.
Niestety, można czasem trafić na osobę, która przedkłada interes banku nad interes klienta. A to oznacza kłopoty. W sieci można znaleźć wiele ostrzeżeń przed nie do końca profesjonalnymi doradcami. W przypadku większych kredytów lub inwestycji warto zwrócić się do prawnika, by przyjrzał się umowie.
Jeśli doradca unika dyskusji na temat ryzyka i zagrożeń, lepiej dać sobie spokój. Istnieje prawdopodobieństwo, że stracimy. I najważniejsze: nie należy się spieszyć z podpisaniem umowy. To swego rodzaju test. Gdy doradca zdradza oznaki zdenerwowania i nalega na szybkie podjęcie decyzji, lepiej się wycofać, bo mamy raczej do czynienia ze sprzedawcą wynagradzanym prowizją od transakcji.
Zdarza się, że po zawarciu transakcji czy podpisaniu umowy doradca finansowy prosi o numery telefonów naszych znajomych. Cel jest prosty – pozyskanie kolejnych klientów. Lepiej tego unikać. Może się zdarzyć, że stracimy zaufanie bliskiej nam osoby, która zostanie zaskoczona telefonami z ofertą lokaty lub kredytu. I pamiętajmy – pośpiech przy tego rodzaju czynnościach nie jest wskazany.

Wydanie: 17-18/2011

Kategorie: ABC BANKOWOŚCI, czesc I
Tagi: NBP

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy