Jak rozumieć papieskie przestrogi przed hałaśliwą propagandą liberalizmu i przed wolnością bez prawdy i odpowiedzialności?

Jak rozumieć papieskie przestrogi przed hałaśliwą propagandą liberalizmu i przed wolnością bez prawdy i odpowiedzialności?

Bp Bronisław Dembowski, ordynariusz włocławski
Wystarczy otworzyć telewizję, by się przekonać, co się stało z gospodarką socjalistyczną, gdy się ją przestawiło na tory wolnorynkowe. Np. dawne PGR-y zostały pozostawione samym sobie. Gdy się buduje liberalizm bez troski o ludzi, to mamy, tak jak we Włocławku, 21% bezrobotnych. To że komunizm był zły, nie oznacza, że kapitalizm jest dobry. W Ameryce na taki dobrobyt pracowano 30 lat, a u nas puszczono nie umiejących pływać od razu na głęboką wodę. Niektórzy pływają, a nawet się topią.

Prof. Maria Szyszkowska, filozof, senator RP
Wspominając o liberalizmie, Papież wyraził przestrogę przed liberalizmem ekonomicznym, bo z nauczania Kościoła wynika m.in., że własność prywatna nie musi być najwłaściwszą formą własności w określonym czasie dla danego państwa. Od czasów papieża Jana XXIII i jego słynnego „aggiornamento”, panuje w Kościele przekonanie, że każdorazowo państwo ma zadecydować, która forma własności, państwowa – prywatna czy społeczna – będzie wiodła prym w danym czasie. Myślę, że niejeden polityk, który powołując się na naukę społeczną Kościoła, głosi liberalizm ekonomiczny, rozmija się w tym z intencją Papieża. Druga przestroga stanowi poważny problem, zakłada bowiem, że poglądy wyrażane przez tomistów i innych filozofów chrześcijańskich są słuszne i prawdziwe. Wskazanie na te poglądy można jednak potraktować jako ograniczenie wolności, gdyż obejmuje jeden rodzaj prawdy akceptowanej przez Kościół, który ma być respektowany w społeczeństwie. Moim zdaniem, jest to niepokojące, mam zresztą potwierdzenie tych obaw w wypowiedziach hierarchów odnoszących się do wyborów samorządowych w Polsce. Intencja, aby wybierać tylko kandydatów kierujących się społeczną nauką Kościoła, wskazuje na niebezpieczeństwo zmierzania w kierunku państwa wyznaniowego. Zatem jedna z papieskich przestróg wydaje się społecznie korzystna, druga jednak budzi obawy o wizerunek państwa, które dawałoby zbyt mało wolności ludziom myślącym w sposób różnorodny.

Andrzej Malinowski, prezydent Konfederacji Pracodawców Polskich
Przestrogę na temat liberalizmu rozumiem w ten sposób, iż tzw. niewidzialna ręka rynku nie jest w stanie rozwiązać wszystkich naszych problemów. W związku z tym państwo ponosi odpowiedzialność za proces transformacji gospodarki i za te sektory, które mają określone problemy adaptacji w nowym systemie. Jest to zarazem wyzwanie programowe, nikt bowiem poza państwem nie jest w stanie i nie ma takiego obowiązku, by doprowadzić do pożądanych zmian gospodarczych. Puszczenie wszystkiego na żywioł nie przynosi pozytywnych rezultatów.

Ks. Adam Boniecki, redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego”
Choć są to dokładnie słowa Ojca Świętego, jednak wyrwane zostały z szerszego kontekstu. Papież ostrzega przed hałaśliwą propagandą liberalizmu, rozumiejąc przez liberalizm ideologię bez prawdy wolności, wykluczającą prawdy obiektywne i odpowiedzialność. Chodzi tu tylko o pewną odmianę liberalizmu, zwaną też postmodernizmem. Zwracam uwagę, że słowa te Ojciec Święty skierował do biskupów. Dodał, że zwraca się do swoich braci biskupów, by powiedzieć im, iż mają brać to pod uwagę w przepowiadaniu wolności opartej na prawdzie Krzyża Chrystusowego. W innym miejscu Papież ostrzega także przed różnymi siłami, które kierując się fałszywą ideologią wolności, starają się ten teren zagospodarować dla siebie. Warto się zastanowić, jakie to „różne siły” miał na myśli. Sadzę, że w świetle dotychczasowego nauczania Ojca Świętego są to siły o zabarwieniu nacjonalistycznym.

Janusz Lewandowski, poseł PO, b. minister przekształceń własnościowych
Papież wypowiedział te słowa pod wpływem obyczajowych ekscesów liberalizmu na Zachodzie. U nas panuje raczej propaganda populizmu, a nawet tendencje nacjonalistyczne, sam zaś wątek liberalny jest ostatnio wyraźnie w odwrocie. Sądzę więc, że Papież przestrzega przed swobodami obyczajowymi Zachodu, a nie falą liberalizmu w Polsce, której zdecydowanie nie ma.

Andrzej Micewski, publicysta, b. doradca kardynała Stefana Wyszyńskiego
Prasa przesadza. Ojciec Święty coś powiedział o liberalizmie, co wywołało wielkie zdziwienie w tej części świata. Nie było to jednak z jego strony potknięcie. W istocie w niektórych państwach liberalizm akurat dominuje nad tendencjami chrześcijańskimi, więc Papież wymieniając różne niebezpieczeństwa, przed którymi należy się strzec, wspomniał i to zjawisko, które może być niepokojące nie tylko w Polsce, ale na całym świecie.

O. Maciej Zięba, dominikanin
Najgłupszą rzeczą byłoby przyginanie papieskiej wizji do swoich poglądów i mówienie, że potwierdza on ideologię lewicy, prawicy albo centrum. Papież nie wchodzi w spór o system polityczny czy gospodarczy, ale w spór o człowieka, krytykuje fałszywą ideologię wolności i propagandę liberalizmu negującą związek między prawdą i wolnością (trzeba też dodać, że – zwłaszcza patrząc historycznie – dla większości liberałów związek ten był czymś naturalnym). Współcześnie bowiem istnieje realne niebezpieczeństwo oddzielania prawdy od wolności, a ściślej mówiąc, negacja istnienia prawdy, która zwalnia człowieka od odpowiedzialności za swoje czyny. Wypływa z tego problem ateizmu, przynajmniej praktycznego („życie, tak jak by Boga nie było, a nawet stawianie samego siebie na Jego miejsce” – mówił Papież na krakowskich Błoniach). I papieska polemika z obecną w kulturze od oświecenia wizją Boga jako rywala człowieka lapidarnie streszczoną przez Sartre’a: „Jeśli Bóg jest, człowiek jest niczym, jeśli Boga nie ma, człowiek jest wszystkim”. Istotą papieskiego orędzia jest pokazanie, że sytuacja jest prawie dokładnie odwrotna. Jeśli Bóg istnieje, człowiek jest „umiłowanym dzieckiem Bożym”, jeśli Go nie ma, człowiek jest jedynie inteligentnym zwierzęciem.

Prof. Jerzy Wisłocki, historyk ustroju
Przestroga pierwsza zwraca uwagę na dylemat bardzo nam wszystkim bliski, gdyż liberalizm np. ekonomiczny całkowicie odhumanizowuje życie gospodarcze. W tym rozumieniu nauczanie Kościoła wskazuje, iż liberalizm winien być ograniczany potrzebami ludzi. Zbliżamy się tutaj prawie do doktryny socjalizmu bliskiego doktrynie Kościoła katolickiego. Wiadomo, że próba powiązania doktryny liberalizmu z socjalizmem, np. w Szwecji lat 60. i budowa tzw. państwa dobrobytu nie powiodła się. Możemy więc poprzeć przestrogę papieską przed liberalizmem, który nie pomaga człowiekowi w osiągnięciu pełnego rozwoju, zdajemy sobie jednak sprawę, że „trzeciej drogi” prowadzącej między liberalizmem a socjalizmem jeszcze nikt nie odkrył. Sądzę, że na przyszłego twórcę takiej koncepcji czeka Nobel i światowe uznanie. Również odwołanie się Papieża do wolności człowieka, pojęcia bardzo nam wszystkim bliskiego, spotkało się zainteresowaniem. Rzecz w tym, że trochę różnie to pojęcie pojmujemy. My, ludzie świeccy, przez wolność rozumiemy pełną swobodę ograniczoną jedynie dobrem innych ludzi, natomiast nauczanie Papieża wiąże się z doktryną religijną, co nie oznacza tego samego. Jeśli wolność człowiekowi jest dana, więc kobieta ma prawo decydować np. o aborcji, natomiast Kościół nie chce dopuścić do tego ze względów ideowych. Jego rozumienie wolności jest inne niż świeckie.

 

Wydanie: 35/2002

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy