Jak się goliło frajerów

Jak się goliło frajerów

Telefony od Fryzjera

W codziennych kontaktach najlepiej było korzystać z aktywności i chęci zaufanych sędziów niższych klas. Takich, którym najbardziej zależało na awansie. Najczęściej znajomości zawierało się podczas kursów sędziowskich. Taki chętny do pomocy człowiek był w rozjazdach po Polsce, legalnie załatwiał sprawy między firmami, realizował zamówienia i przyjmował nowe, ale niejako przy okazji finalizował „futbolowe transakcje” – prosiło się go o przysługę przekazania komuś koperty albo dyskretnie numeru telefonu. Życzliwych przecież nie brakuje. A coraz więcej sędziów prowadziło własne interesy, co ułatwiało działanie.

Redaktorze, można było się wkurzyć, czytając akta sprawy z zeznaniami niektórych świadków, działaczy z piłkarskich okręgów i centrali. Zeznawano, że ja oraz inni tworzyliśmy jakąś „drużynę Fryzjera”. Nic mi nie wiadomo, aby kiedykolwiek coś takiego istniało i funkcjonowało, a tym bardziej kto do niej niby należał. Sam chętnie bym się dowiedział, do jakiej grupy zaliczali się ci rzekomo bezstronni świadkowie. Zarzuca mi się, że m.in. wiosną 2004 r. działałem w wielu miejscowościach na terenie kraju, rzekomo brałem udział w zorganizowanej grupie przestępczej przy okazji meczów II i III ligi. A przecież na temat działań niezgodnych z przepisami nie rozmawiałem z nikim przed, w trakcie ani po meczach. Nie spotykałem się w poufnych sprawach z Ryszardem Forbrichem ani z innymi działaczami. Nigdy nie rozmawiałem na takie tematy. Zawsze przed meczem uczulałem sędziów, że przy wystawianiu oceny interesuje mnie tylko to, co się wydarzy na boisku podczas meczu, oraz decyzje podejmowane w zgodzie z przepisami. Fakt, że wielokrotnie rozmawiałem telefonicznie z panem Forbrichem, jeszcze niczego nie dowodzi. Jak wyczytałem na blogu Piłkarska Mafia, znany trener Czesio Michniewicz kontaktował się telefonicznie z Fryzjerem – jak stwierdził prokurator – „nie mniej niż 711 razy”. Prokuratura nie postawiła mu jednak żadnych zarzutów, uznając, że nie ma dowodów na jego udział w korupcji.

Przez lata w najlepsze kwitł handel meczami, kupowanie punktów, korumpowanie arbitrów. Kiedyś w lidze zawierano umowy barterowe na zasadzie: „ja tobie opony, a ty mnie maszyny do szycia”. Aż nadeszło nowe i pieniądz zaczął zyskiwać na wartości. Jednym z tych, którzy zorientowali się, w czym rzecz, był Ryszard Forbrich, zwany Fryzjerem. We Wronkach, gdzie działał w klubie Amica, był właścicielem zakładu fryzjerskiego. Szybko wyrobił sobie markę wszystkowiedzącego i wszechmocnego. Utarła się opinia, że kto nie ma dojścia do Fryzjera, ten niewiele zwojuje w lidze, a jeżeli Fryzjer nie pomoże, nikt nie pomoże.

Krążyły liczne plotki, że on opiekuje się jakimiś klubami. Dla mnie to były tylko plotki i nie znam żadnych szczegółów. W środowisku mówiło się, że on potrafi sędziego uchronić przed spadkiem lub pomóc przy awansie. Twierdzę, że często były to bajki i mity. Z tego, co wiem, wcale nie ze wszystkimi sędziami żył w zgodzie. We władzach Wielkopolskiego Związku Piłki Nożnej reprezentował okręg pilski. Ponieważ utrzymywała się rywalizacja między Poznaniem a Piłą, Forbrich nie miał dobrych kontaktów z sędziami z Poznania. Przyznaję, że Fryzjera można było nazwać maniakiem telefonowania. Gdyby mówić o proporcjach, w 90% przypadków to on dzwonił do mnie. Lubił posługiwać się ksywkami i pseudonimami, stąd może wrażenie jakiejś zmowy albo konspiracji. Forbrich słynął z oryginalnych określeń, ale najczęściej jego wypowiedzi traktowałem z przymrużeniem oka. Wiem, że Fryzjer szastał obietnicami i propozycjami – na prawo i lewo „rozdawał” stanowiska, zwłaszcza w Kolegium Sędziów PZPN. Na niektórych robiło to wrażenie, a część nawet w to wierzyła.

Liga nigdy nie wybacza

Jesienią 2003 r. naprawdę było ciekawie. Jak mawia jeden znany z oryginalnych powiedzonek trener, „wieś tańczyła i śpiewała”. Rozrzut niesamowity, bo to Włocławek, Polkowice, Łódź, Katowice, Opole, Kielce, Łęczna, Poznań i wiele innych miejscowości oraz klubów. Pieniądze można było zgarniać garściami na terenie całego kraju, bo w proceder zamieszanych było naprawdę wielu sędziów, działaczy, prezesów i piłkarzy. Niezwykle istotną rolę odgrywali obserwatorzy PZPN. To oni de facto decydowali o być albo nie być arbitra. Znam obserwatora, który zgodził się z panem Z na 8 tys. zł, gwarantując podejmowanie przez sędziów korzystnych decyzji na korzyść jego drużyny. Po wszystkim przyjął te pieniądze, ale za pośrednictwem innej osoby. Śmiali się i dowcipkowali, że „tak się kaszle i goli frajerów”.

Warto więc przypomnieć, co napisaliśmy przed 10 laty (PRZEGLĄD nr 23/2005). „W naszej piłce od dawien dawna istnieje pojęcie tzw. spółdzielni. Funkcjonują różne. Jedna z najważniejszych to międzyklubowe porozumienie – kto ma spaść, a kto pozostać w lidze. Niesłychanie istotna uwaga – zobowiązania dotyczą nie tylko jednego sezonu, dlatego wszelkie przekręty w tym przekręcie są z całą surowością i skutecznością tępione. Liga bowiem pamięta, liga nigdy nie wybacza. Trudno niektórym pojąć, ale ligowi wyżeracze potrafią porozumieć się niemal bez słów. A o jakichkolwiek śladach na piśmie radzę zapomnieć”. Na stronie internetowej katowickiego „Sportu” z okazji 10-lecia afery sonda dla kibiców: „Czy polska piłka oczyściła się z korupcji?”. Tak – 29%, nie – 71%. A zatem czy na pewno dzisiejsza liga już zapomniała i wybaczyła? Oto iście hamletowskie pytanie…

Wysłuchał Maciej Polkowski

Dzięki uprzejmości red. Dominika Panka korzystałem z bloga Piłkarska Mafia.

Foto: Maciej Polkowski

Strony: 1 2

Wydanie: 22/2015

Kategorie: Sport

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy